Monastyczne dziedzictwo

Bernardyński jest najlepszy. Dobra tradycja. Nawet Kasztelański pije się bez przekonania. Wiadomo, bernardyn nie oszuka, nawet jeszcze zaopiekuje się jak dobry Samarytanin, a kasztelan − jak to kasztelan − albo by miód dziegciem zaprawił, albo i za mury wyrzucił.

Gdy w kieszeni się nie przelewa, dobrym wyjściem jest Dusza Monacha. Żadne tam Egri Bikaver − czerwona siarka mieszająca zmysły i paląca żołądek. W „Duszy” czuć słońce opromieniające stoki monasterów. Daleki oddech Góry Athos. Wino to może przeniknięte jest odrobinkę kwasem świeckości, ale cóż dzisiaj jest nieskażone. Duchowości w czystej postaci już nie uświadczysz. Prawdziwych mnichów dziś już nie ma. A półsłodka Dusza Monacha daje do myślenia: o Kościele sprzed Wielkiej schizmy, o starodawnej Ławrze Pieczerskiej… Wielka, wielka tradycja.

Kto nie próbował Franziskanera, nie będzie wiedział ani jaki smak miało życie franciszkańskie, ani czym jest prawdziwe piwo pszeniczne. Słodycz i gorycz. Jasna ciemność. Aromat łanów zboża − bogactwo i ubóstwo w jednym. Tylko Kapuziner lub La Trappe powabem piwowarskich tradycji, receptur omodlonych przez pokolenia mnichów, potrafi tak serdecznie wypełnić laickie trzewia człowieka dwudziestego pierwszego wieku.

Niestety pielgrzymka na świętą górę Andechs wciąż jeszcze nieodbyta. Ale i u tamtejszych Benedyktynów, posiadających browar łaskami słynący, trzeba będzie odbyć rekolekcje i złożyć im solenną podziękę za warzone przez nich dary Boże − Benedicite, bracia, Benedicite!

Nazwy klasztornych nalewek jakoś zawsze umykają. Ale przecież nie same nazwy ich mamy. Aromat ziół i miodu, przeniknięty zapoznanymi dziś, tajemniczymi metodami kontemplacji, po otwarciu ciężkiego gliniaka unosi się jak dym, wypełniając myśli ciszą i łagodnością. Duch monastycyzmu przetrwał próbę czasu, przelany do dostojnych butli.

Jednak samo kosztowanie tych niepodlegających sekularyzacji likworów to nie wszystko. Nie można poprzestać na roli kipera-amatora, jedynie racząc się płynnymi świetnościami spod zakonnych szyldów. Nie można klasztorów sprowadzać do browarnej półki w hipermarkecie, a opactwa i eremy traktować jak skanseny modlitwy, gdzie pozostaje tylko zrobić zdawkową fotkę.

I bez względu na to, jaki produkt klasztorny trafi człowiekowi do rąk, trzeba o tym pamiętać. Otóż to, trzeba o tym zawsze pamiętać!

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek. Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.