Msza NIE-ekumeniczna

Zainspirowany przemyśleniami i uwagami Kolegi Łukasza Wolańskiego, a także okołoekumenicznymi wydarzeniami ostatnich dni chciałbym podjąć krótką refleksję nad wyjątkowością liturgii Mszy Świętej. Co za tym idzie odpowiedzieć na pytanie dlaczego Kościół przez wieki strzegł, udoskonalał i chronił ten skarb katolickiej liturgii przed ciekawskim spojrzeniem tego świata?

W starożytności chrześcijanie przeczuwali jak wielki skarb został im dany. Chociaż prawda o  transsubstancjacji nie była jeszcze ujęta w formuły dogmatyczne to wierzący w Chrystusa dobrze wiedzieli,że jest to wielka tajemnica – Mysterium fidei. Obawiano się dwóch rzeczy. Z jednej strony chciano ochronić Najświętszą Eucharystię przed zniewagami pogan i prześladowców rodzącego się Kościoła. Chrześcijanie zapewne bardzo cierpieli, kiedy to co dla nich największe i najświętsze było źle rozumiane lub wykręcane. Między innymi z tego powodu prawdopodobnie nie zapisywano żadnych modlitw lub gestów czynionych przez sprawującego liturgię. Taka „instrukcja liturgiczna” mogłaby dostać się w niepowołane ręce i posłużyć innym celom niż byłaby do tego przeznaczona. Z drugiej zaś strony na samym „rdzeniu” Najświętszej Ofiary pozostawali jedynie ochrzczeni. Katechumeni i pokutujący byli wypraszani z miejsca celebracji. Nie chciano, aby osoby nieochrzczone były świadkami największego cudu chrześcijaństwa. Zatem te dwa główne powody: zabezpieczenie przed profanacją i kpiną oraz troska o czystość wiary były powodem trzymania w ścisłej tajemnicy przebiegu Eucharystycznej Ofiary. Co ciekawe, gdy chrześcijaństwo osiągnęło wolność nadal strzeżono tej tajemnicy. Zwiększająca się liczba ochrzczonych oraz liturgie przenoszące się do dawnych pogańskich świątyń i nowobudowanych kościołów wymogły pewne zmiany w budowie liturgii. Oczywiście nadal pozostał podział na Mszę katechumenów i wiernych, ale ową największą Tajemnicę w początkach wieków średnich zaczęła wyrażać cisza Kanonu. Chciano tą dostojną modlitwę Kościoła, która zawierała serce Mszy – konsekrację, ochronić przed spowszednieniem i przypadkowym przysłuchiwaniem.

Jak zatem starałem się pokazać już od pierwszych wieków chrześcijaństwa liturgia mszalna była czynnością Kościoła, która nie była dostępna dla wszystkich, a przynajmniej pilnowano, aby stanowiła wielkie misterium spotkania Boga z człowiekiem. Stawiam świadomie tezę, że katolicka Msza jest dla katolików. Celowo mówię dla katolików, a nie dla chrześcijan. Nie chodzi mi tutaj o stawianie w drzwiach katolickich świątyń kościelnego z organistą, którzy będą sprawdzać miejsce i datę Chrztu, ale o pewną uczciwość. Uczciwość wobec nas – katolików i wobec niekatolików. Zapraszanie na katolicką liturgię Mszy protestanta jest także stawianiem tego człowieka w niezręcznej sytuacji – no bo wszyscy klęczą, a on będzie stał? Zresztą ten aspekt już został zaznaczony w innych tekstach wielokrotnie.

Jednakże wydaje mi się, że pomijając aspekt grzeczności i komfortu zaproszonych innowierców serce naszej wiary, czyli Msza Święta, nie powinna ono być środkiem do osiągnięcia jakiegoś celu. Ta liturgia powinna być jakby stacją końcową owego dialogu i powrotu tych, których przodkowie właśnie tym prawdom zawartym w katolickiej Mszy kilka wieków temu powiedzieni NIE. Trudno mi nie zadać sobie na koniec pytania – Po co tak przez wieki starano się chronić ten skarb katolickiej liturgii przed błędami, dziwactwami i złymi interpretacjami jeśli dzisiaj sami mówimy chodźcie wszyscy. Nie ważne kim jesteś, nie ważne gdzie jesteś, ważne, że kochasz Chrystusa. Tylko czy kochasz Jezusa z Narazetu? Tak. Czy tego, którego ukrzyżowano? Tak. A Tego, który na tym ołtarzu ofiarowuje się za nas codziennie? … No właśnie. I tutaj dopiero zaczyna się dialog.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Paweł Beyga

Student Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Od kilku lat katolik chodzący na starą mszę, ale nie tradycjonalista ekstremalny. Pasjonat teologii liturgii.