Mundial w stanie nieważkości albo błyskawiczny kurs prawa

czyli parę uwag o kaznodziejstwie

Nie tak dawno przypomniałem sobie film 2001: Odyseja kosmiczna. Nie zestarzał się. Jest w tym filmie wiele scen pokazujących życie w stanie nieważkości. Nie brak scen humorystycznych, jak ta, kiedy jeden z bohaterów studiuje niezwykle długą instrukcję o używaniu toalety na statku kosmicznym.

I film, i mundial skojarzył mi się z pewnym nieszczęsnym kazaniem słyszanym gdzieś kiedyś. Przesłaniem kazania była znana śpiewka kibiców: Nic się nie stało. Zdaniem kaznodziei Pan Bóg to właśnie ma nam do powiedzenia, kiedy zgrzeszymy. Słowem: w tym ujęciu Bóg nie ułaskawia winowajcy, ale go uniewinnia. I oto mamy stan nieważkości: nasze czyny jakoby nic nie ważą. Myślę, że wiem, skąd się wziął ten koncept: z chęci pomocy ludziom, którzy dopatrują się grzechu ciężkiego tam, gdzie go nie ma.

Tymczasem, o dziwo, częścią dobrej nowiny jest prawda o grzechu: skoro zdarza mi się grzeszyć (czyli błądzić świadomie i dobrowolnie), to znaczy, że jestem wolny, wbrew herezjom, które odbierają człowiekowi wolność i każą w nim widzieć ofiarę głęboko ukrytych popędów, wychowania, układów społecznych itp. itd.

Ale o tej ostatniej sprawie pisał Chesterton, a jego warto czytać, bo to i przyjemne, i mądre.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Błażej Matusiak OP

Błażej Matusiak OP na Liturgia.pl

Obecnie w dominikańskim klasztorze w Pradze. Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.