Myślenie porównawcze

Sobota VII tygodnia wielkanocnego, lit. słowa: Dz 28,16–20.30–31; J 21,20–25

Ty pójdź za Mną! (J 21,22).

Taka odpowiedź pada z ust Pana Jezusa na pytanie św. Piotra: Panie, a co z tym będzie? (J 21,21). Istnieje wielka pokusa – niestety, bardzo często w nią wpadamy – myślenia porównawczego. W życiu religijnym jest to bardzo wielka przeszkoda. Zestawiamy siebie z innymi, starając się zobaczyć, jak wypadamy, czy jesteśmy w porządku, czy jesteśmy lepsi od innych. Pytamy się: dlaczego ja nie mam, kiedy inni mają, dlaczego inni mogą, a ja nie...

Czasami to myślenie przyjmuje formę zatroskania o innych w formie pytania, np.: Czy uczciwi, ale niewierzący, będą zbawieni?

Piotr na pytanie: Panie, a co z tym będzie? (J 21,21), otrzymuje odpowiedź: Cóż tobie do tego? Ty pójdź za Mną! (J 21,22). Myślenie porównawcze wypływa z lęku o ocenę własnego postępowania. Czujemy się jak przed sądem i staramy się o własną sprawiedliwość. Przez porównanie z gorszymi od nas, odwołując się do prawa i zasad, szukamy usprawiedliwienia dla siebie. Jednak w ten sposób uciekamy od prawdziwego spotkania z Bogiem w prawdzie i chowamy się za parawanem prawa i zasad, chowamy się za innymi, a właściwie w anonimowym tłumie. Natomiast Bóg jest Bogiem żywym, co oznacza, że jest Bogiem żywej relacji osobowej, bezpośredniego spotkania tu i teraz. Jeżeli chcemy prawdziwie się z Nim spotkać, musimy walczyć o bycie tu i teraz przed Bogiem. Gabriel Marcel bardzo trafnie powiedział: „Bóg jest absolutnym TY”. Co oznacza, że jest naprawdę jedynie w relacji: ja – TY. Możemy w nią wejść jedynie wtedy, gdy usłyszymy Jego wezwanie i potrafimy z od216 wagą na nie odpowiedzieć. Tak powinno być podczas liturgii i modlitwy. Jeżeli natomiast mówimy o „Nim”, to nie jest to Bóg żywy, ale co najwyżej idea Boga.

Trzeba nam wyjść z tłumu, stanąć przed Bogiem żywym i odważnie odpowiedzieć na Jego osobiste wezwanie. Człowiek z istoty jest odpowiedzią na Boże wezwanie. Do wielkiego daru należy usłyszenie tego wezwania. W tym celu trzeba się wyciszyć i skupić w słuchaniu. Z głębi tego słuchania dochodzi do nas wezwanie: „Ty pójdź za Mną”, które domaga się z naszej strony odważnej decyzji.

W tej perspektywie trzeba widzieć nasze chrześcijańskie powołanie. Jedną z form aktywnego podjęcia tego wezwania i odpowiedzi jest oblatura benedyktyńska. Samo słowo oblacja znaczy „poświęcenie”, czyli wyłączenie z kręgu świeckości i włączenie w obręb Bożej świętości. Ta świętość nie odnosi się do przedmiotów i określonych przestrzeni, jak to było w przypadku pogańskich świątyń, ale do więzi osobowych. Oblacja oznacza wejście w bezpośrednią więź z Bogiem, więź świadomie wybraną i konsekwentnie realizowaną jako program życiowy: Wiem, Komu zawierzyłem (2 Tm 1,12). W istocie jest ona świadomym potwierdzeniem chrztu, który kiedyś przyjęliśmy nieświadomi. Chrzest jest pierwszą i najważniejszą konsekracją każdego chrześcijanina, jest zanurzeniem w śmierci Chrystusa, aby całkowicie należeć do Jego życia w zmartwychwstaniu. Niestety, często nie w pełni uświadamiamy sobie głębię tajemnicy chrztu obecnej w nas. Trzeba nam zatem dojrzałych wyborów, które potwierdzają nasz chrzest i nadają mu konkretny kształt drogi życiowej. Oblacja benedyktyńska jest właśnie taką drogą.

We wcześniejszym fragmencie Ewangelii według św. Jana Pan Jezus powiedział do Piotra: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz (J 21,18). Wiemy, że w przypadku św. Piotra oznaczało to śmierć podobną do śmierci Pana Jezusa. W naszym przypadku najczęściej oznacza trud pracy wyrastania ze swojego egocentryzmu i uczenie się posłuszeństwa. Taka jest nasza droga przerastania siebie, by upodobnić się do Chrystusa, naszego Pana.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2b, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także