Na kanwie sporu

Od pewnego czasu zastanawia mnie, dlaczego spór pomiędzy zwolennikami liturgii dawnej a współczesnej nie prowadzi do konsensusu, a jedynie do umocnienia przyjętych stanowisk. Jedna z odpowiedzi, która przychodzi mi do głowy, brzmi: rozmawiamy o dekoracjach a nie o fundamencie.

Często rozliczni dyskutanci sugerują, że jedna z form pełniej wyraża celebrowane tajemnice lub lepiej odpowiada kondycji współczesnych. Pierwsi przeprowadzają linię argumentacji przez dowody z "poczucia sacrum". W tym ujęciu wskazuje się na to, że dany ryt umożliwia przeżycie tajemnicy, świętości, spotkania z nieogarnionym Bogiem. Drudzy argumentują, że z antropologicznego punktu widzenia (cokolwiek to znaczy), dany ryt pozwala we właściwy sposób zaangażować się w liturgię. Oba zasadnicze dowody używają argumentów z "przeżycia", doświadczenia, które ekstrapoluje się na resztę uczestników. Subiektywność obu ujęć, stosowana do obu form rytu rzymskiego, jest ich słabym ale skądinąd uczciwym punktem wyjścia.

Faktem jest, że chrześcijaństwo od początku opierało się na subiektywnym świadectwie uczniów. Paweł chociażby pisze "zostałem pochwycony", Piotr "słyszeliśmy, jak głos doszedł z nieba", Jan "dotykały Go nasze ręce". Można wobec tego powiedzieć, że opierający się na subiektywnych przesłankach uczestnicy przeżycia religijnego związanego z kultem, nie różnią się zanadto od świętych świadków. Czyżby?

Świadectwo uczniów ma tę zaletę, że pozostawia przestrzeń do podjęcia wyboru. Wobec ich słów słuchacze mogą podjąć decyzję opartą na wierze: to, co słyszę przyjmę jako prawdę lub odrzucę jako mrzonki. Podobnie dzieje się, gdy ktoś mówi mi, że w takiej to a takiej formie rytu doświadcza spotkania z sacrum. Osobiście wierzę, gdy ktoś mówi mi, że tego doświadcza. Dlaczego miałbym nie wierzyć? Co zatem budzi wątpliwości? Przedmiot doświadczenia.

Słuchając Apostołów, dowiaduję się o Chrystusie, tego jaki jest i jakim Go poznali. Słuchając uczestników liturgii, dowiaduję się, co przeżywają i w czym bardziej lub wcale się odnajdują. Większość sporu o liturgię jest zupełnie jałowa z punktu widzenia głoszenia chrześcijańskiego przesłania. Treścią i Podmiotem tegoż przesłania jest Jezus Chrystus, nie zaś formy świętowania Jego obecności. Chętnie posłuchałbym o tym, jaki jest Pan, którego spotykają uczestnicy jednej i drugiej formy rytu. [Dodane: Wówczas pojmę wartość dostępnych form rytu.]

Odnoszę wrażenie, że zupełnie fałszywie zakłada się, że co do fundamentu się zgadzamy, bo wierzymy w tego samego Pana. Nic bardziej mylnego! Dajemy wiarę temu samemu Objawieniu, ale każdy z nas nakłada na nie setki znaczeń, filtrów interpretacyjnych, własnych doświadczeń. Wyobrażenie Chrystusa jakie w sobie nosimy, jest naznaczone przez to chociażby, w jakiej liturgii uczestniczymy. [Dodane: I dlatego należy o Nim rozmawiać.]

Proszę mnie dobrze zrozumieć. To jest wpis afirmujący, a nie globalna krytyka. Z tego punktu wychodząc, możemy rozpocząć rozmowę o przymiotach Bożych, o Chrystusie samym w Jego Kościele, o spotkaniu Zmartwychwstałego w liturgii… Jestem pewien, że z dwóch różnych perspektyw kształtowanych przez dwie różne formy rytu, możemy pełniej zobaczyć Pana, bardziej się do Niego zbliżyć, lepiej zrozumieć Jego oczekiwania.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.