Na koniec Adwentu

Trwa już ostatni tydzień Adwentu. Ewangelie i teksty liturgiczne nawiązują do wydarzeń bezpośrednio związanych z narodzeniem Pana. Próbuję to sobie w głowie poukładać, a papier pomaga, przepraszam, klawiatura.

Sęk w tym, że Adwent nie jest jedynie przygotowaniem do świąt. Pierwsze trzy tygodnie, to przygotowanie na koniec świata. Ale i tego mało. Tradycyjnie Adwent przygotowywał do Epifanii, czyli Uroczystości Objawienia Pańskiego: wspomnienia pokłonu Mędrców, Chrztu w Jordanie i wesela w Kanie Galilejskiej. W ten sposób pierwsza część Adwentu przygotowywała na to samo, co druga jego część – na Objawienie. Jedno w czasie, drugie na końcu czasu. W centrum wypadało świętowanie Narodzenia. I tu zagwostka kolejna: nocna liturgia Bożego Narodzenia była rozważaniem narodzenia Syna poza czasem, w łonie Ojca. (Ante luciferum genui te…)

Tak więc Adwent to rozważanie tajemnicy objawienia, a jeszcze lepiej "pojawienia się" Chrystusa: na końcu czasu, przed czasem, w czasie. Nie warto ograniczać tego okresu jedynie do czekania na Narodzenie. Z Narodzeniem bowiem Adwent się nie kończy.

O przyjściu Paweł pisze w 2 Liście do Tymoteusza: "nie tylko mnie [odda Pan wieniec sprawiedliwości], ale i wszystkim, którzy umiłowali adwent Jego". (2 Tm, 4,8) "Adwent" czyli "pojawienie się" Pana. Siedem wielkich antyfon z liturgii nieszpornej ostatnich siedmiu dni przed Narodzeniem Pańskim tłumaczy charakter tego przyjścia.

Jak pewnie wiecie, pierwsze litery pierwszych słów antyfon, układają się w "Ero cras" czytane wspak. "Przyjdę jutro". (Pyt. do p. Marcina Morawskiego dlaczego przez jedno "r".) Każda z antyfon przedzielona jest wezwaniem "veni". Żadna z nich nie nawiązuje jednak do małego chłopca leżącego w żłobie, nie mówi o cieple i miłej atmosferze, która kojarzy się nam ze świętami. Woła do pełnego mocy, potężnego Władcy, który ma zdolność wyrwania z okowów śmierci. Wołanie kierowane jest do Chrystusa narodzonego przed czasem, który w czasie wyzwala człowieka, by na końcu czasu okazać swą władzę. 

Siedem antyfon przyzywa Syna Bożego siedmioma imionami, o wyzwolenie z siedmiorakich więzów błaga. Nie wiem, czy mamy tu faktyczną dychotomię pomiędzy umiłowaniem przyjścia Władcy, a narodzenia się Dziecka (Puer, jak o Nim mówi liturgia). Ale może właśnie to zestawienie – mocy i maleńkości – pozwala bardziej jeszcze zauroczyć się Adwentem Pana, pojawieniem się Jego.

Może jednak chodzi o zaskoczenie? Czekamy na Mocarza, Władcy przyzywamy, a przychodzi Puer, Chłopiec…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.