Na marginesach (iii) + zagadka

Jeszcze jako kardynał, Benedykt XVI pisał w przedmowie do książki Guardiniego Pan o swoistym istnieniu i czytaniu Biblii – życiu Biblii – w liturgii: liturgia jest prawdziwym, żywym środowiskiem dla Biblii.  Konstytucja Sacrosanctum Concilium w punkcie ósmym bardzo ładnie pokazuje, samym swoim tekstem, to przenikanie się Biblii i liturgii.

Po łacinie, w oryginalnym tekście Konstytucji, zwroty zaczerpnięte z liturgii łatwo wychwycić między biblijnymi cytatami:

[Liturgia caelestis] (1) quae in sancta civitate Ierusalem, ad quam peregrini tendimus, celebratur, (2) ubi Christus est in dextera Dei sedens, (3) sanctorum minister et tabernaculi veri; (4) cum omni militia caelestis exercitus hymnum gloriae Domino canimus; (5) memoriam Sanctorum venerantes partem aliquam et societatem cum iis speramus; (6) Salvatorem exspectamus Dominum nostrum Iesum Christum, (7) donec ipse apparebit vita nostra, et nos apparebimus cum ipso in gloria.

Liturgia ziemska ma być przedsmakiem liturgii niebiańskiej, sprawowanej w świętym mieście Jeruzalem, do którego my, wędrowcy, dążymy, tam, gdzie Chrystus zasiada po prawicy Boga, Sługa [zajmujący się] świętymi ofiarami i prawdziwym przybytkiem. W liturgii ziemskiej śpiewamy Panu hymn pochwalny razem ze wszystkimi zastępami wojska niebieskiego; wspominamy świętych i mamy nadzieję na jakiś udział we wspólnocie z nimi; oczekujemy naszego Pana, Jezusa Chrystusa, jako Zbawiciela, aż On sam, nasze życie, objawi się, a my razem z Nim ukażemy się w chwale.

Ponumerowałem zdania w łacińskim tekście, i podaję do nich odnośniki biblijno-liturgiczne:
(1) Ap 21:2; Hbr 13:14
(2) Kol 3:1
(3) Hbr 8:2
(4) zakończenie prefacji
(5) Kanon rzymski, odpowiednio: Communicantes i Nobis quoque
(6) Flp 3:20
(7) Kol 3:4

PS A teraz zagadka: kto tak napisał o otwarciu Soboru Watykańskiego II?

Wyraźnym znakiem tego niepokoju [panującego wśród Ojców przed Soborem] było znużenie nieskończenie długimi ceremoniami liturgicznymi. Z pewnością nie była to obiektywna ocena, ale odsłoniła coś o wiele głębszego: mianowicie, liturgia otwierająca Sobór nie obejmowała [wciągała, angażowała] wszystkich obecnych, i nie odznaczała się wewnętrzną spójnością. Jaki sens miało sprowadzenie 2500 biskupów, i mnóstwa wiernych obecnych w bazylice, do roli tylko obserwatorów ceremonii, w której głos mieli tylko ją celebrujący i chór Kaplicy Sykstyńskiej? Czy to, że nie oczekiwano od obecnych aktywnego uczestnictwa, nie było znakiem jakiejś nieprawidłowości, którą należało naprawić? Czemu ‘Credo’ musiało być powtórzone po mszy, skoro sama msza zawiera w sobie wyznanie wiary? Po co dodatkowa, ozdobna liturgia Słowa, skoro w samej mszy były odpowiednie [dla rozpoczęcia Soboru] czytania (Epistoła i Ewangelia)? Czemu poza mszą śpiewano długie litanie, skoro w samą liturgię mszalną można włączyć odpowiednie modlitwy wstawiennicze? Dwie zupełnie różne liturgie zostały w ciągu lat ustawione obok siebie, boleśnie ukazując niebezpieczną archaizację, który spowił mszę od czasów Trydentu, tak że prawdziwe znaczenie różnych jej części przestało być zrozumiałe. Ludzie już nie rozumieli, że intronizacja Ewangelii, wyznanie wiary i wstawiennicze modlitwy zawarte już były w samej mszy.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.