Na początku 8 rozdziału w Ewangelii Jana Jezus pojawia się jako światło

Nieczystą szarością naznaczony jest skłębiony tłum. W sercach ludzi pełno jest przeciwnych intencji. Niewykluczone, że stoi tam mąż kobiety szarpany mękami zazdrości, uczuciem miłości i upokorzenia, pragnieniem zemsty i cicho płaczącego serca. Może jest jednym z faryzeuszy i wolę zemsty na kobiecie za wstyd i pośmiewisko, na jakie go wystawiła, widzi jako wyegzekwowanie Bożego Prawa. Jego serce jest nieczyste, bo miesza się w nim dobro ze złem tak, że stają się nieodróżnialne.


Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A ty co powiesz?” Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku. (J 8.1 – 9)

Stawiają Jezusowi pytanie: „Nauczycielu, niewiastę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A ty co mówisz?” Pytanie jest nieczyste, bo podchwytliwe. Ma w sobie paskudną podwójność. Pytający nie chce wiedzy, ale chce tym pytaniem skrzywdzić pytanego. Mrok, który promieniuje z pytania, jest wyczuwalny dla Jana. Ten komentuje: „Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.”

„Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi.” Prawie stuletni Jan, który pisze Ewangelię, pamięta taki zdawałoby się trzeciorzędny szczegół. To, co czyni Jezus, musiało być uderzające, by w tamtej napiętej atmosferze oczekiwania, w której ważą się losy ludzkiego życia, zwrócić uwagę. Chodzi o krew, która może się zaraz polać, być może niektórzy w tłumie już ściskają w rękach kamienie, a Jezus bawi się w piasku. Właśnie. W piasku bawi się dziecko. Jan zapamiętał obraz Jezusa bawiącego się piaskiem tak, jak bawi się dziecko. W kręgu skupionej nad Nim nieczystości On jest niewinny. Wyrazem Jego niewinności jest ta zabawa. Ta atmosfera stężonej nieprawości, która lada moment może eksplodować zbiorowym mordem, się Go nie ima. Jego czystość jest jak błysk wschodzącego słońca nad Jeruzalem. Zaraz rozświetli tę szarość nieczystości, rozproszy ją tak, jak promienie słońca rozpraszają szarość brzasku.

Są natarczywi. Napierają na wolność Jego niewinności. „A kiedy w dalszym ciągu Go pytali podniósł się i rzekł do nich: ‘Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień.’ I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi.” Odwołał się do ich niewinności. Nie przyjął roli sędziego i konsekwetnie jej do końca tego wydarzenia nie przyjmie pomimo tego, co próbują wmówić Mu interpretatorzy. Dla bezpieczeństwa spuszcza nawet oczy, by w nich nie odczytali swojej winy. Nie korzysta z duchowej przewagi, którą posiada i która daje Mu wgląd w ich sumienia. Nie kupił nieczystych wątpliwości starszych, nie podjął żadnej dwuznacznej gry, która wydawała się koniecznością w sytuacji braku decyzji. Powiedziawszy to jedno zdanie, dalej bawi się w piasku.

„Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych.” Dzieje się coś w najwyższym stopniu cudownego, coś, co zupełnie nie pasuje do psychologicznej prawdy takich sytuacji. Niewinność Jezusa odwołała się do niewinności kogoś ze starszych. W tym tłumie musiał być ktoś rzeczywiście prawy, kto całe swoje życie zabiegał o to, by wstąpić na górę Pana i stanąć w Jego świętym miejscu. Czyż całe życie nie modlił sie psalmem, że znajdzie się tam tylko: „Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca, którego dusza nie lgnęła do marności i nie przysięgał kłamliwe”.(Ps 24)? Niewinności Jezusa nie dostrzegli nieprawi, oni nie zobaczyli w Nim niewinności dziecka, bo za bardzo ogłuszyła i oślepiła ich własna nieczystość. Jezus mógł ich najwyżej rozśmieszyć lub rozjuszyć. To tamten sprawiedliwy dostrzegł niewinność Pana. I ona go powaliła. Była czymś jakościwo różnym, niż to, o co sam zabiegał, do czego z całych sił dążył. Szokująca była dla niego ta różnica. Ona go olśniła i nim wstrząsnęła. Po pytaniu Jezusa zrozumiał, że przy Nim jest grzesznikiem pomiędzy grzesznikami. Zrozumiał, że jego czystość jest czymś gatunkowo różnym od czystości tego, na Kogo patrzyły jego oczy.

On musiał w tym tłumie cieszyć się rzeczywistym autorytetem, który wyrastał z jego nieposzlakowanej sprawiedliwości. Gdy odszedł wstrząśnięty objawieniem niewinności Jezusa, to wyzwolił coś na kształt reakcji łańcuchowej. Wszyscy mieli w uszach dziwne polecenie Jezusa i wszyscy doskonale rozumieli, że odejście sprawiedliwego wyrażało wobec reszty starszych i faryzeuszy uznanie swojej grzeszności. Jezusowa niewinność była poza zasięgiem ich wrażliwości, ale sprawiedliwość odchodzącego uznawali, ona była dla nich nie tylko pojmowalna, ale i godna szacunku. Być może był to człowiek bardzo stary, świątobliwy w swojej starości, bo cały oddany żarliwej trosce o czystość wybranego narodu, zdolny do niezwykłej ofiarności, byle tylko zachować Prawo. Nikt z tego tłumu nie mógłby go wówczas podejrzewać o nieczystość seksualną. Był jak pierwszy z brzegu ułamek lustra, który odbił światło niewinności Jezusa, jakoś je w sobie przetworzył i skierował na innych.
I tak światło niewinności Jezusa dotykało nieczystej szarości pozostałych. Światło słońca nad Jeruzalem rozpraszało szarość poranka, a niewinność Jezusa rozpraszała tłum. (fragm. Na ścieżkach współczesności)  


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".