Na początku była świeca

Procesja z paschałem do mrocznego kościoła wydaje się wręcz oczywistym elementem liturgii wigilijnej. Gdybyśmy jednak przenieśli się wstecz o np. 70 lat, zobaczylibyśmy coś zupełnie innego...

Przed kościołem kapłan błogosławił ogień i ziarna kadzidła. Diakon, w białej dalmatyce, zapalał od nowego ognia tzw. trianguł – trzy świece wychodzące z jednej, symbol Trójcy Przenajświętszej. Zapalał na początku jedną z tych świec, i śpiewał Lumen Christi. Na środku kościoła zapalał drugą, przy ołtarzu trzecią, i zaczynał śpiewać Exsultet. Przy słowach In huius igitur noctis gratia (W tę noc pełną łaski) wkładał w paschał pięć ziaren kadzidła. Kiedy śpiewał o paschale, że go in honorem Dei rutilans ignis accendit (na chwałę Boga jaśniejący płomień zapala), zapalał go jedną ze świec triangułu. A gdy śpiewał, że płomień świecy żywi się strugami wosku i nie doznaje żadnego ubytku, zapalano światła w kościele*). (W mszaliku, z którego to przepisuję, nie ma wzmianki o świecach wiernych, więc najprawdopodobniej ich nie nieśli.)

We wczesnym średniowieczu zamiast triangułu zdarzała się świeca zwinięta wokół drążka, trochę jak wąż, a nowy ogień rozpalano także w Wielki Czwartek i Piątek.

Różna też była liczba lekcji ze Starego Testamentu: od czterech (tu wiwatują zwolennicy ‚względów duszpasterskich’) do dwunastu (tu z nogi na nogę przestępują ci, dla których nie starczyło miejsca w ławkach). Zawsze jednak pojawiały się czytania o stworzeniu świata i o przejściu przez Morze Czerwone. Pojawia się też w zestawach historia Noego i jego arki, Jonasza i Niniwitów, proroctwo Ezechiela o wyschłych kościach, opis ofiary paschalnej z Księgi Wyjścia (czytany także w Wielki Piątek), pieśń Izajasza o winnicy…

*) Ale np. według mszałów z 10. wieku, zapalano światła na Gloria, a poprzedzone to było wezwaniem kantora Accendite – Zapalajcie.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.