Na rzecz większej wolności starego rytu rzymskiego

Podajemy niżej wybrane fragmenty wywiadu udzielonego francuskiemu dziennikowi „Present” przez kardynała Jorge Arturo Medina Esteveza, byłego prefekta Kongregacji Kultu Bożego i osobistego przyjaciela papieża Benedykta XVI.

Kard. Medina ogłasza wybór konklawePod koniec sierpnia bp Fellay został przyjęty przez Benedykta XVI, niedawno zakończył się synod biskupów o Eucharystii, wiadomo, że poruszano na nim kwestię Mszy św. Piusa V, mimo że tekst ostateczny o tym nie wspomina… Eminencjo, czy następuje ewolucja w kwestii tradycjonalistów?

— Ta kwestia nie jest wszędzie odbierana z taką samą wrażliwością. Są osoby wypowiadające się za dużą swobodą zapatrywań na bardzo wiele tematów i które, wprost przeciwnie, prezentują bardzo rygorystyczne stanowisko wobec używania starego rytu rzymskiego. Istnieją osoby, które opowiadają się na rzecz większej wolności w Kościele, ale które – ku mojemu wielkiemu zdumieniu – nie chcą dopuścić stosowania w większym stopniu starego rytu rzymskiego. To ciekawe, gdyż równocześnie toleruje się, chcąc nie chcąc, nadużycia w odprawianiu nowej formy rytu rzymskiego. Ze swej strony chciałbym gorąco, aby Ojciec Święty wydał deklarację dającą większą wolność w używaniu starej formy rytu rzymskiego.

Ksiądz Kardynał przybył na wiosnę, by poświęcić Opactwo Notre-Dame de’l’Annonciation. Eminencja jest już trochę obeznany z tym miejscem. Ksiądz Kardynał przybył po raz pierwszy na obchody trzydziestolecia Barroux, później z powodu nowej ksieni, wreszcie na benedykcję opacką nowego opata; poza tym Ksiądz Kardynał odprawia chętnie – gdy tylko jest o to proszony – Mszę świętą w starym rycie. Eminencja jest zatem, w pewnym stopniu, recydywistą. Dlaczego Ksiądz Kardynał to robi?

— Jest wiele aspektów do rozważenia. Po pierwsze, stara forma rytu rzymskiego jest rytem moich święceń kapłańskich. Przez dobrych piętnaście lat odprawiałem starą Mszę i doceniłem jej bogactwa; co nie oznacza że nie doceniam bogactw reformy wprowadzonej przez papieża Pawła VI. Drugi punkt: moja nominacja przez papieża Jana Pawła II w skład Komisji Papieskiej Ecclesia Dei, która ma za cel pomaganie katolikom przywiązanym do starej formy rytu rzymskiego. To mi się wydaje nader ważną przyczyną. Wreszcie trzecia przyczyna: trzeba podkreślić, że w Kościele jest wiele prawowitych form duchowości, które wszystkie zasługują na szacunek ogółu katolików. I ta różnorodność nie stanowi zagrożenia dla jedności Kościoła, ale wprost przeciwnie, bogactwo. Jeśli więc, z tych trzech przyczyn, mogę się przysłużyć wspólnotom, które przestrzegają starej formy rytu rzymskiego, czynię to chętnie; mimo że zwykle odprawiam Mszę świętą w nowym rycie, ponieważ w ciągu ostatnich trzydziestu lat utraciłem trochę przyzwyczajenie do starej formy. Jednak od czasu do czasu odprawiam chętnie Mszę świętą w rycie św. Piusa V. To stanowi część moich obowiązków.

Ale wykonuje je Ksiądz łatwiej niż niektórzy inni kardynałowie…

— Powróciłem do stosowania starego rytu po tym, jak byłem zaproszony do Barroux. Przed tą pierwszą wizytą już go nie używałem. Po tej wizycie – byłem wówczas prefektem Kongregacji Kultu Bożego – spotkałem się z wieloma bardzo negatywnymi reakcjami. Niektórzy nawet objawiali brak szacunku dla mojej osoby i dla rytu akceptowanego przez Kościół. I to od tego momentu zacząłem świadczyć, z chęcią, tą drobną usługę.

Bez szczególnych trudności?

— Tak, bez. Muszę przyznać, że pewne modlitwy starego rytu, zwłaszcza modlitwy na ofiarowanie, wydają mi się przejawem bogactwa naprawdę niewiarygodnego, i moim zdaniem trzeba je zachować przynajmniej jako alternatywę. Próbowałem to zrobić przy okazji publikacji trzeciego wydania mszału, ale spotkałem się z dość silnym sprzeciwem… i musiałem się wycofać. Nie będę powtarzał mojego wrażenia, że są nader piękne rzeczy, które należałoby strzec w imię bogactwa życia duchowego, a zwłaszcza dlatego, że podkreśla się tam ofiarny charakter mszy świętej. Albowiem trzy aspekty Eucharystii: ofiara, realna obecność i komunia, są wzajemnie połączone i pierwszym spośród nich jest aspekt ofiarny. To z aspektu ofiarnego wynika komunia, a realna obecność nadaje najgłębszy sens darowi ofiarnemu. Od młodości jestem bardzo wyczulony na ten aspekt. Przypominam sobie, że pierwszy artykuł teologiczny jaki napisałem po moich święceniach kapłańskich, jakieś pięćdziesiąt lat temu, traktował o pojmowaniu mszy świętej jako ofiary. To jest właśnie przyczyną, dla której nadzwyczaj cenię ostatnią encyklikę papieża Jana Pawła II o mszy jako ofierze: Ecclesia de Eucharistia, gdzie słowo „ofiara” pojawia się przynajmniej 42 razy.

W wywiadzie udzielonym kilka miesięcy temu „La Nef” i „L’Homme Nouveau” Ksiądz Kardynał wspomina postęp uczyniony od Motu Proprio Ecclesia Dei. Czy to jest atmosfera uspokojenia czy jakaś konkretna rzeczywistość?

— Istnieje problem do pewnego stopnia psychologiczny. Niektórzy myślą, że przywiązanie do starego rytu może iść w parze z odrzuceniem nauczania Soboru Watykańskiego II oraz z uznaniem nowego rytu za heretycki i nieważny. Ale to nadużycie nie jest udziałem wszystkich przywiązanych do starego rytu i nawet większości spośród nich. Jeśli uda się pokonać tę przeszkodę psychologiczną, myślę że, zwolna, uda się osiągnąć akceptację w atmosferze pokoju. A nawet w atmosferze radości: rozwiązanie, które kardynał Castrillon Hoyos znalazł dla Campos, jest przykładem nadzwyczaj pozytywnym. Wspólnota z partykularną tradycją i w pełni uznaną hierarchią stanowi cenne doświadczenie i owoc.

Taki jest w każdym razie kierunek działania i przekonanie Księdza Kardynała…

— Tak. W rycie św. Piusa V trzeba jednakże zaakceptować coś z rytu nowego: na przykład wprowadzić retusze w kalendarzu. Są nowi święci, którzy są bardzo istotni, a którzy nie pojawiają się w starym rycie: o. Pio, męczennicy z Wietnamu, Filipin, Chin, Meksyku, będący filarami tamtych społeczności chrześcijańskich. Jest również kwestia lekcjonarza. Nowy lekcjonarz, moim zdaniem, stanowi bogactwo. W czasie Soboru Watykańskiego II pewien biskup chilijski spytał mnie, co mógłby zaproponować Soborowi, a ja mu odpowiedziałem: szersze używanie Pisma Świętego. To w niczym nie narusza bogactwa, tradycji starej formy rytu rzymskiego.

Co się tyczy kalendarza, pontyfikat Jana Pawła II zaowocował taką ilością nowych świętych i błogosławionych, że nie można ich wszystkich połączyć…

— Trzeba wyróżnić świętych i błogosławionych ogłoszonych oficjalnie i umieszczonych w Martyrologium rzymskim, czyli nieco mniej niż 7.000. Z tego 25% zostało ustanowionych przez Jana Pawła II! I tych, którzy są umieszczeni w kalendarzu powszechnym. Oczywiście nie chodzi o to, by wprowadzić wszystkich. Ale niektórzy z nich są świętymi bardzo typowymi, charakterystycznymi. Dla przykładu święty z Ameryki Łacińskiej, Juan Diego, wizjoner z Gwadelupy… Nie wszystkich dałoby się wprowadzić, ale rewizja kalendarza rzymskiego się narzuca, tak mi się wydaje.

Ma się czasami wrażenie trudności w zrozumieniu: wrażliwość i dyscyplina z jednej strony, dogmat i teologia z drugiej. Czy nie sprawia trudności pogodzenie ich w równym stopniu?

— Osobiście sądzę, że miał miejsce w teologii katolickiej pewien postęp w pełni ortodoksyjny, który nie został jednak przejęty przez wszystkich katolików tradycyjnych. Dla przykładu, egzegeza wytworzyła pewne rozwiązania ważne i pewne stanowiska, które są nie do zaakceptowania. Niekiedy odmawia się wszelkiego postępu i widzi się wszędzie herezje, podczas gdy jest pytanie o to, czy mamy do czynienia z prawdziwym postępem, czy ze zwykłymi opiniami, nie stanowiącymi zagrożenia dla jedności lub ortodoksji katolickiej. Niektóre publikacje podejrzewają wszystko, co się mówi w Kościele, o herezję lub niewierność ortodoksji katolickiej. Nawet pisma kardynała Ratzingera były w nich ostro krytykowane. Są to publikacje, w których dokument do tego stopnia ortodoksyjny jak Dominus Iesus nie był dobrze przyjęty, a nawet taki klejnot ortodoksji katolickiej jak encyklika Ecclesia de Eucharistia nie spotkał się z dobrym przyjęciem, gdyż brakło tam słowa „przebłaganie”. Otóż trzeba dobrze rozumieć to słowo, które, jak dobrze wiem, zostało użyte przez sobór trydencki i które należy do doktryny katolickiej – gdyż w sensie rygorystycznym słowo to oznaczałoby uspokojenia zagniewanego Boga, a to jest wizja do gruntu antropomorficzna Boga, który jest przecież przede wszystkim miłością i miłosierdziem. Myślę, że głębokie znaczenie „przebłagania” polega na „zadośćuczynieniu”, „łasce nawrócenia” i wręcz „oczyszczeniu”. W istocie to miłość do Boga daje głęboki sens postawie prawdziwie religijnej. Kwestie tego typu zatruwają dyskusję.

Czy to może zostać pokonane?

— Tak myślę; ale obawiam się, że w przypadku pewnych osób byłyby z tym trudności.

Można mieć nadal wrażenie, że wydawane ostatnio dokumenty, zwłaszcza na temat norm liturgii, nie wywierają rzeczywistego wpływu, szczególnie w Europie. Czy to jest skutek przyzwyczajenia do działania na własną rękę. Czy jest jakiś sposób, by te teksty były przyjęte?

— Pod koniec mojego urzędowania jako prefekta Kongregacji Kultu Bożego zacząłem zbierać z całego świata doświadczenia na temat ars celebrandi, sztuki poprawnego, dokładnego, eleganckiego sprawowania liturgii Kościoła. Przecież liturgia jest aktem publicznym, nie prywatnym, który zależałby od wrażeń lub gustów osobistych. Szafarz Eucharystii jest sługą Kościoła i winien ją sprawować tak, jak Kościół tego chce. Niezależnie od tego reforma liturgiczna ustanowiła pewne normy pozwalające na modyfikacje, zostawiające przestrzeń na roztropne dostosowanie jej do okoliczności, do życzeń księdza lub społeczności. W przypadku małżeństwa rytuał obejmuje około trzydziestu tekstów biblijnych, podług wyboru nupturientów1. Nie ma rygorystycznego schematu, który musiałby być stosowany wszędzie. Są nawet dwa sposoby złożenia oświadczenia woli zawarcia związku. Co się tyczy mszy świętej, są dwie formuły aktu skruchy na początku; możliwość używania Credo Nicejskiego lub Credo Apostolskiego; nader szerokie możliwości, jakie Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego przewiduje dla rozdawania Komunii pod dwiema postaciami… Stąd, w tekstach oficjalnych, jest dużo możliwości nader interesujących, nader pedagogicznych, które ksiądz może wybrać, mając na celu dobro duchowe wiernych a nie swój gust osobisty. W nowej formie rytu rzymskiego jest przynajmniej osiem kanonów mszy świętej2… To odpowiada dążeniu do możliwości wprowadzania rozsądnych modyfikacji. Ale w niektórych kwestiach wykracza się niekiedy poza reguły celebrowania ustalone przez Kościół. Na przykład obowiązkowe stosowanie szat liturgicznych, wszystkich przewidzianych szat liturgicznych. Albo „małe” braki, jak niewłaściwy zwyczaj stawiania ampułek na ołtarzu. Ołtarz nie jest stołem, gdzie się stawia, co się chce, ołtarz jest stołem ofiarnym. Stąd na ołtarzu jest miejsce dla kielicha, hostii, lichtarza, mszału i krzyża; to wystarczy. Reszta nie pasuje do dostojeństwa i szlachetności ołtarza jako części miejsca sprawowania liturgii.

Europa cierpi z powodu wyraźnego braku księży. Czym wytłumaczyć ten krwotok?

— Sądzę, że trzeba się nad tym zastanowić. Sytuacja jest różna w zależności od państwa, nawet w Ameryce Łacińskiej. Nie mówię o Chile, skąd pochodzę. Ale proszę spojrzeć na Meksyk: kraj, który doświadczył błogosławieństwa objawienia w Gwadelupe, kraj który wydawał od XVI w. męczenników, wierny przez wieki; kraj, który cieszy się – jeśli się nie mylę co do liczby – trzema milionami ludzi, którzy uczestniczą w nocnej adoracji: trzy miliony Meksykanów, którzy się zrywają w nocy, by adorować Najświętszy Sakrament; kraj, gdzie pobożność ludowa jest bardzo żywa, wspierana przez księży; kraj, w którym zdarzają się, rzecz oczywista, grzechy, ale gdzie ludzie się spowiadają; kraj gdzie zdarzają się uczynki, nawet obyczaje, przeciwne czystości, ale które są uważane za rzeczy złe, za grzechy. W Europie jest wyczuwalna w wielu środowiskach słabość wiary, jest brak przywiązania do Kościoła, zatracono poczucie świętości, czystość nie jest już cnotą…. W Stanach Zjednoczonych organizacja młodych ślubujących dotrwać do małżeństwa w czystości liczy pół miliona członków. Jest więc nad czym się zastanawiać… Diecezja Guadalajara, gdzie są uczestnicy nocnych adoracji, gdzie jest lista setki męczenników ostatnich prześladowań, wyższe seminarium na 500 seminarzystów, niższe seminarium na 700 seminarzystów. Udałem się na kongres eucharystyczny do Guadalajara, w dzień procesji ku czci Dziewicy z Zapopan, na przestrzeni ok. 10 kilometrów między dwoma miastami – dziesięciu kilometrów! – stało cztery miliony mieszkańców. To coś mówi…

Skąd pochodzi odpowiedzialność Europy?

— Jest wiele rodzajów odpowiedzialności I nie można ich określić w sposób matematyczny. To zbyt trudne. Lecz szereg czynników, między nimi, przede wszystkim, słabość wiary i pogarda dla czystości, stanowią najważniejsze źródła sytuacji. Św. Paweł powiedział: „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie” i jest niemożliwe, nie mając wiary, być miłym Bogu. I męczennicy: zostanie wkrótce beatyfikowana grupa męczenników. Zachował się list chłopca rozstrzelanego w wieku 14 lat. W przeddzień egzekucji pozwolono mu napisać list, w którym zawarł słowa: „Mamo, nigdy nie było łatwiej dostać się do nieba, niż teraz: jutro zostanę rozstrzelany. Ściskam Cię. Twój syn”. Jeśli ktokolwiek odczuwa jako prawdziwą radość z perspektywy bycia rozstrzelanym, by pójść do nieba, to przebywamy wówczas w zupełnie innej atmosferze. Ale św. Augustyn powiedział to w jednym z swych kazań: myślimy o niebie jako o czymś, co powinno nadejść jak najszybciej!

Czym jest zatem stan wyższej konieczności, na który powołuje się Bractwo Św. Piusa X na uzasadnienie swego stanowiska?

— Trzeba uznać w Bractwie Św. Piusa X troskę o zachowanie pewnych rzeczywistych wartości. To, czego nie mogę zaakceptować, to odrzucenie prawowitego autorytetu Kościoła i odrzucenie rozwiązania proponowanego za pontyfikatu Sługi Bożego, papieża Jana Pawła II, za pośrednictwem kardynała Ratzingera – rozwiązania które było rękojmią równowagi, ortodoksji, szczerości. Pewne osoby doszły aż do uznania Stolicy Apostolskiej za wakującą. Broszura opublikowana przez Bractwo z okazji z okazji Jubileuszu wymienia 260 papieży wiernych Tradycji, stąd czterej ostatni mają jej być niewiernymi, w tym, bez żadnej wątpliwości, również aktualny papież. Jeśli się dojdzie do tego punktu, sprawy stają się nader trudne.

Jest problem – centralny, który Ksiądz Kardynał wspomniał uprzednio – w dyskusjach nad liberalizacją stosunku do tzw. mszy tradycyjnej, która, nie będąc zakazaną, wymaga zgody…

— Sądzę osobiście, że nie można utrzymywać, że stary ryt został zniesiony. Jest wiele dobrych powodów, by uznać, że jest on wciąż żywy. Inni uważają inaczej. Ale skoro są wątpliwości, powinniśmy przyznać wolność. Jest jednak problem duszpasterski, nad którym należy się pochylić z troską, ponieważ jeśli w jednej parafii używa się różnych rytów bez żadnego porządku, może powstać zamęt wśród wiernych. Trzeba zachować pewną elastyczność z jednej strony, pewien porządek z drugiej. Myślę, że Indult Ecclesia Dei należy postrzegać jako pewną próbę ustalenia kryteriów dobrego ładu kościelnego. Myślę zresztą, że gdyby wprowadzić jakieś powszechne pozwolenie na używanie starego rytu, byłoby mało księży, chcących według niego odprawiać Mszę, może najwyżej setki. Większość księży wolałaby odprawiać zgodnie z rytem Pawła VI. Pozostaje życzyć sobie, aby pewne elementy starego rytu zostały dozwolone w nowym rycie; na przykład modlitwy na ofiarowanie, modlitwy na zakończenie mszy świętej, mówiące o złożeniu ofiary Trójcy Świętej – modlitwy, moim zdaniem, wyjątkowo piękne i wychowawcze.

Ksiądz Kardynał mówi że raczej mało księży wróciłoby do starego rytu. Czy to jest wrażenie, czy też chodzi o coś bardziej namacalnego?

— Sądzę, że księża, tak jak każdy, mają nader wyczulone poczucie praktyczności. Stary ryt jest bardziej złożony; od starego rytu, jeśli mógłbym użyć tego określenia, odzwyczajono się: nie widzi się go zbyt często, nie jest się do niego przyzwyczajonym i każdy woli czynić coś, co czego przywykł. Stąd myślę, że gdyby przyznać powszechne prawo do odprawiania mszy według starego rytu, wolnego od konieczności uzyskiwania indultu od biskupa miejsca, byłoby bardzo mało księży chcących z tego skorzystać. Takie jest moje wrażenie, ale mogę się mylić.

Ksiądz Kardynał przywołuje złożoność starego rytu…

— Reguły starego rytu były bardzo złożone. Na przykład, było wiele przyklęknięć, wiele znaków krzyża nad kielichem i hostią; było wiele pozycji nader rygorystycznych. Dzisiaj ludzie są przyzwyczajeni do większej swobody, co nie stanowi moim zdaniem braku respektu dla Najświętszego Sakramentu; stąd też ludzie nie byliby radzi wracać do tak rygorystycznych zasad – zasad skądinąd godnych szacunku. Mnie samemu, kiedy odprawiam Mszę według starego rytu, zdarza się zapominać, że powinienem trzymać palce złączone, ponieważ jestem przyzwyczajony do odprawiania jej zgodnie z nowym rytem.

Kościoły wschodnie zachowały tę wielość znaków krzyża i inne odmienności…

— To nie jest dokładnie ten sam przypadek, gdyż ryt bizantyjski jest jednym rytem i był zawsze taki sam: nie ma dwóch form. Natomiast co się tyczy rytu rzymskiego, istnieją dwie formy. U nas ludzie są przyzwyczajeni do formy uproszczonej.

Przejdźmy do zdarzeń, które miały miejsce ostatnimi miesiącami: śmierć siostry Łucji, Jana Pawła II i wybór Benedykta XVI… Niektórzy byli zdumieni, że nie wymienił on Soboru Watykańskiego II w swym kazaniu podczas mszy inauguracyjnej… Myśli Ksiądz Kardynał, że nowy Najwyższy Pasterz będzie w pewnym sensie przedłużeniem kardynała Ratzingera?

— Nie można tak do końca powiedzieć. To, że kardynał Ratzinger nie przywoływał Soboru Watykańskiego II, nie znaczy, że go nie aprobuje; jestem pewien, że Benedykt XVI przywitał z radością Sobór, w którym uczestniczył jako teolog. Ale każdy papież jest inny, nie może być całkowitą kontynuacją swojego poprzednika. Jeśli porównać Leona XIII z Piusem IX, to jest to zmiana, jeśli porównać Piusa X z Leonem XIII to jest to zmiana; jeśli porównać Jana XXIII z Piusem XII to jest to zmiana. Zmiany są rzeczą ludzką i są, ja tak uważam, częścią zamierzeń Bożej Opatrzności. Każdy otrzymuje od Boga dary, charyzmaty, które ubogacają Kościół. Stąd Benedykt XVI będzie sobą. Ale trzeba stwierdzić bardzo ważną rzecz – powiedział: będę sługą wiary Kościoła, nie moich prywatnych idei. Zaznaczył to przynajmniej dwa razy, zwłaszcza na Lateranie. To jest kapitalne, ponieważ Papież jest strażnikiem wiary, wiary katolickiej, wiary Kościoła, i jeśli ma jakieś kontrowersyjne osobiste idee, winien się wystrzegać przedstawiania ich jako wiary Kościoła. Nawet jeśli Papież ma diagnozę osobistą sytuacji, to może być ona słuszna, ale nie jest obowiązkowa dla wszystkich. Mam całkowitą ufność, że Benedykt XVI będzie człowiekiem nadzwyczaj wiernym tradycji katolickiej, a na Stolicy Piotrowej będzie troskliwie strzegł wiary Kościoła i czynił wszystko co w jego mocy dla utrzymywania i umacniania ortodoksji, która stanowi podstawowy filar jedności Kościoła.

Przywołuje Ksiądz Kardynał długą znajomość z kardynałem Ratzingerem. Przy okazji jego wyboru przypominano pewne jego opinie pochodzące z czasów, gdy był uznawany za reformatora; dzisiaj jest postrzegany jako konserwatysta. Czy zaszła tutaj ewolucja, czy też nie można o niej w gruncie rzeczy mówić?

— W momencie Soboru Watykańskiego II istniał prąd, który chciał pewnych zmian w Kościele, zmian słusznych i uzasadnionych, moim zdaniem. Znalazł on wyraz przede wszystkim w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele, w Konstytucji Dogmatycznej o Objawieniu Bożym, w Konstytucji o Liturgii, w Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele w Świecie Współczesnym. Te cztery dokumenty, które stanowią kościec Soboru – z Lumen Gentium w jego centrum – odzwierciedlają zdrowe pragnienie włączenia do Kościoła dorobku myśli, która otworzyła horyzonty szersze, ale w zupełności ortodoksyjne. Jeśli mógłbym przywołać przykład osoby, która reprezentuje, moim zdaniem, najczystszy sens tych pozytywnych zmian, byłby to kardynał Henri de Lubac. Znałem go osobiście; traktował mnie jak przyjaciela – mimo że była różnica wieku między nami; składałem mu wizyty jak tylko często mogłem. Lubac był człowiekiem całkowicie ortodoksyjnym. Niektórzy wyrażali wątpliwości co do jego ortodoksji, która została w wyraźny sposób uznana przez Kościół, skoro Papież uczynił go kardynałem. Myślę, że kardynał Ratzinger reprezentuje dokładnie ten sam punkt widzenia, co kardynał Lubac. Pośród dzieł kardynała Lubaca jest jedna praca szczególnie znacząca: „Medytacje o Kościele”, która stanowi prawdziwe arcydzieło. I myślę, że „Medytacje” reprezentują dokładnie sens myśli kardynała Ratzingera. Podobnie jest w przypadku kardynała (mimo że nie otrzymał kapelusza) Ursa von Balthasara. Po Soborze pojawili się ludzie, którzy powołując się na ducha Soboru, poszli dużo dalej i proponowali rzeczy nie do zaakceptowania. Ci ludzie nie są przedłużeniem myśli Ratzingera, to są ludzie, którzy ją zniekształcili. To jest przypadek linii skrajnej teologii wyzwolenia; ludzie opowiadający się za wyświęcaniem kobiet; ludzie chcący zmienić do głębi nauczanie moralne Kościoła w kwestii życia seksualnego etc. Moim zdaniem, każdy katolik powinien być konserwatystą, ponieważ ma zachowywać depozyt wiary. Tak właśnie mówił św. Paweł: „Depositum custodi”. Jeśli ktoś nie chce zachowywać depozytu wiary, nie jest katolikiem.

Kardynał Ratzinger odprawiał Msze według starego rytu. Czy można myśleć, że Benedykt XVI wykaże taką samą życzliwość?

— Nie wiem, co zrobi Ojciec Święty, ponieważ to zależy od okoliczności i od współpracy z jaką się spotka. Ale pozwolę sobie zwrócić Panu uwagę, że Papież mnie mianował swoim wysłannikiem specjalnym (termin „legat” zachowuje się dla kardynała Sekretarza Stanu) na poświęcenie opactwa benedyktyńskiego w Barroux. Przyjechałem w imieniu Papieża, a nie tylko dlatego, że byłem osobiście przychylny sytuacji w Barroux. Papież zademonstrował swoją życzliwość. Zostałem upoważniony do reprezentowania Najwyższego Pasterza. Ale moja nominacja nie została opublikowana w „Osservatore Romano”…

Ksiądz kardynał był głosem konklawe, ogłaszając wybór papieża (…). To był prawie przypadek, że to Ksiądz Kardynał oznajmiał…

— Jeśli można mówić o przypadku, to był to przypadek; jako że byłem 5 w kolejności starszeństwa spośród kardynałów diakonów. Jeden zmarł: kardynał Schotte; trzej inni skończyli 10 lat jako kardynałowie diakoni i zostali kardynałami prezbiterami. I tak ja stałem się pierwszym, a tym samym protodiakonem. I Jan Paweł II potwierdził, w dniu swojej hospitalizacji, że jestem najstarszy… Co się tyczy konklawe, wiąże tutaj obowiązek zachowania najściślejszej tajemnicy; ale pewne rzeczy są mimo wszystko publiczne. Wyszedłem ze swojego apartamentu na konklawe zabierając zmianę bielizny na 6 dni; wybór został dokonany w ciągu 24 godzin. Uważam, że jest to fakt nadzwyczaj szczęśliwy, użyteczny, który pokazuje, że jedność Kościoła jest radosną rzeczywistością. Mimo, że są różnice stanowisk tu i ówdzie, wybór papieża poszedł nader szybko. Można powiedzieć z pewną złośliwością, że w Domu Św. Marty byliśmy bardzo wygodnie zakwaterowani, karmiono nas doskonale, obsługa była bez porównania. To nie tak jak konklawe, które wybrało Pawła VI. Byłem jego uczestnikiem: małe pokoje, mała umywalnia, naczynie nocne, łóżko, krzesło, mały stolik. Odprawialiśmy Msze jeden po drugim. Tym razem wygody były doskonałe; z racji znakomitej gościnności można było zwlekać z wyborem. I wszystko poszło nadzwyczaj szybko…. To bardzo, bardzo dobrze.

Rozmawiał Olivier Figueras
Tłum. mg, tekst za Christianitas.pl

Wywiad ukazał się w dzienniku PRESENT z dnia 19/22 listopada 2005.


1 Nupturient (daw.) osoba, która zamierza zawrzeć związek małżeński (przyp. red).

2 W „Mszale Rzymskim dla diecezji polskich” jest ich dziesięć (przyp. red).

 

Zobacz także