Nadal nie ma miejsca w gospodzie – czyli trochę o praktykowaniu bezdomności i miłosierdzia

Początek Adwentu - dobrze troche popraktykować bezdomność. Niemożliwe? Otóż nie. Bardzo możliwe. Przerażająco możliwe.

Najprawdopodobniej będe miała okazję praktykować bezdomność przez najbliższy tydzień. Wystarczy, że nie zatrybi mały element w Twoich planach. I już. Zostajesz z niczym. Właśnie spędzam noc na Victoria Coach Station. Dobrze, że mam bilet, wiec mogę zostać w poczekalni, ale gdybym nie miała? A gdzie będe spać jutro? Tego nie wiem.

Pomyślałam – przecież to niemożliwe. Przecież mogę poprosić o pomoc (serce się buntuje, bo dumne, ale rozum nakazuje spokój). Przecież w Kościół jest rodziną, jest moim domem, więc mogę poprosić o nocleg w klasztorze – oczywiście nie za darmo, nie jestem darmozjadem. Mogę to odpracować – w kuchni, w pralni, gdziekolwiek. Obdzwoniłam kilkanaście żeńskich klasztorów w Londynie. Wszędzie mi odmówiono. Zostałam na ulicy. Właściwie nie wiadomo, co powiedzieć.

Nic się nie zmieniło od czasu, kiedy Józef i Maria szukali noclegu dla siebie i Mającego Się Narodzić. Zupełnie nic. Pozostaje mi modlić się za tych, którzy mi odmówili. Pozostaje mi dziękować Wciąż Dobremu Bogu, że pozwala mi tak pełnie uczestniczyć w swoim Krzyżu. W swojej samotności i odrzuceniu.

Myślisz, że Ciebie to nie dotyczy? Że nigdy nie będziesz bezdomny? Że to nic, kiedy z obrzydzeniem zmieniasz miejsce w autobusie, kiedy wsiada bezdomna osoba i po prostu śmierdzi? Otóż to jest przerażająco możliwe i proste. Wystarczy, że stracisz pracę, a nie masz oddanej rodziny i przyjaciół, którzy mogą Ci pomóc. Wystarczy, żę będąc w podróży, ktoś Cię okradnie i nie będziesz mieć pieniędzy na nocleg. Wystarczy, że ktoś bliski zawiedzie.

Popraktykuj bezdomność. Prześpij się na dworcu. Spróbuj żyć, mając kilka złotych na tydzień lub na miesiąc. Spróbuj nie korzystać z ciepłej wody przez tydzień. Spróbuj zrozumieć Jezusa, który urodził się nie mając nic i umarł nie mając nic.

Pustynia w sercu. Ogołocenie. Samotność w sercu wielkiego miasta. Być z tymi, którzy stracili wszystko, odrzuceni przez wszystkich. Modlę się moimi ukochanymi słowami Karola de Foucauld z Tamanrasset:

Ojcze
oddaję się Tobie.
Uczyń ze mną, co zechcesz.
Dzięuję za wszystko, cokolwiek ze mną uczynisz.
Jestem gotów na wszystko,
przyjmuję wszystko.

Niech Twoja wola spełnia się we mnie
i we wszystkich Twoich stworzeniach,
nie pragnę niczego innego, mój Boże.
Skłądam moją duszę w Twoje ręce,
oddaję Ci ją Boże z całą miłością mego serca.

Kocham Cię
i to jest potrzebą mojej miłości,
żeby się dawać,
oddawać się w Twoje ręce bez ograniczeń,
z nieskończona ufnością,
bo Ty jesteś moim Ojcem.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

  • Dom

    „Wiemy, że Jego Ciało nie może być obecne, jeśli nie odbyła się przedtem konsekracja przez... więcej

  • Urlop na Wielki Piątek

    Episkopat zadbał o to, by uroczystość Objawienia Pańskiego była dniem wolnym od pracy. Z pewnością była to... więcej

  • Ze wspomnień ministranta. Amory

    „Ministrant ma być ministrantem nie tylko przy ołtarzu, ale i poza kościołem” − grzmiała nam... więcej

pesah

Urodzona w 1981 r. i wychowana w Krakowie, z wyboru wciąż w drodze (obecnie w Wielkiej Brytanii), zainteresowana naśladowaniem Mistrza z Nazaretu.