Nadzieja pełna nieśmiertelności

Wtorek XXXII tygodnia zwykłego, lit. słowa: Mdr 2,23–3,9; Łk 17,7–10

Nieraz można spotkać się z rozżaleniem uczciwych ludzi, którzy nie widzą „nagrody” za swoją uczciwość. Mało tego, bywa tak, że akurat im przytrafiają się jakieś nieszczęścia losowe typu: choroba, wypadki, brak pracy itp. Dlaczego ludziom, którzy kombinują, oszukują, nie liczą się z Bogiem i Jego prawami, powodzi się dobrze?

Takie rozumowanie czasem prowadzi do zwątpienia, załamania się w wierze, obrażenia się na Pana Boga. Trudne doświadczenia życia potrafią całkowicie załamać człowieka. Zasadnicza trudność polega na sposobie patrzenia i oceniania wartości życia.

Dzisiejsze czytania odsłaniają prawdę życia człowieka sprawiedliwego z perspektywy końca. I taki jest właściwy sposób patrzenia i myślenia w chrześcijaństwie. W Księdze Mądrości autor wyraźnie pisze o doświadczeniu, które Bóg dopuścił na ludzi sprawiedliwych:

Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę (Mdr 3,4–6).

Okazuje się, że doświadczenie cierpienia jest wręcz konieczne do oczyszczenia i poznania czegoś, czego człowiek nie jest w stanie w inny sposób poznać. W Liście do Hebrajczyków autor pisze o Jezusie: A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał (Hbr 5,8). Jeżeli zatem On musiał się czegoś nauczyć przez to, co wycierpiał, to dotyczy to także każdego z nas. Stąd „doświadczenie” nie odnosi się do zwykłego wypróbowania człowieka, ale do autentycznego doświadczenia, które daje poznanie, jakiego nie da się zdobyć inaczej. Odgrywa ono jednocześnie rolę podobną jak oczyszczenie w odniesieniu do ofiar składanych Bogu.

W Ewangelii z kolei Pan Jezus mówi o potrzebie zaakceptowania swojej nieużyteczności: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać (Łk 17,10). Czasem największym cierpieniem człowieka jest brak zauważenia przez innych, brak uznania, właśnie nieużyteczność. Dla zainteresowania sobą jesteśmy w stanie zrobić więcej, niż sobie wyobrażamy. Niektórzy są gotowi zrobić z siebie osobę chorą psychicznie, byle inni zwrócili na nich uwagę; podobnie stajemy się agresywni, nieznośni, wulgarni, wyzywający albo odwrotnie: gramy urażonych, cierpiących, zranionych… Możliwości jest w tej materii bardzo dużo i właściwie wszystkie są na różne sposoby wykorzystywane. Potrzeba bycia kimś jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka i brak jej zaspokojenia prowadzi do bardzo poważnych zaburzeń osobowości. Jednocześnie pokora, skromność, uniżenie należą do najwyższych oznak duchowej dojrzałości. Istnieje bardzo mocne powiązanie prawdziwego znaczenia i pokory. Jeżeli komuś zbytnio zależy na znaczeniu, staje się niewolnikiem tego znaczenia. Samo pragnienie staje się pożądaniem, a on człowiekiem kierowanym pożądaniem. Wcześniej czy później wyrazi się to w zachowaniu, które zrazi innych. Im bardziej czegoś pożądamy, tym trudniej nam tę wartość prawdziwie osiągnąć. W tej dziedzinie istnieje wyraźna dialektyka, którą można wyrazić słowami: „Jeżeli nie potrafisz być nikim, nie potrafisz także być kimś”.

Dopiero akceptacja braku znaczenia otwiera w nas przestrzeń wolności, dzięki której jesteśmy w stanie przyjąć cokolwiek jako niezasłużony dar, a tym samym przyjąć to w ten sposób, w jaki pragnie nam dać Bóg. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zadaje formalne pytanie: Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola:

Pójdź i siądź do stołu? Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? (Łk 17,7–9).

Dla słuchaczy jest oczywiste, że słudze się nie dziękuje i pan nie czyni żadnego gestu wdzięczności za dobrze wykonaną pracę niewolnika. Jednak inaczej jest w relacji Boga do człowieka. W innym miejscu Ewangelii według św. Łukasza, niejako kontynuując ten sam obraz, Pan Jezus mówi:

A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał (Łk 12,36n).

Bez wolności od własnych oczekiwań nie jesteśmy w stanie przyjąć daru, jaki Bóg dla nas przygotował. Uznanie swojej małości wyrasta z uwolnienia się od oczekiwań, aby pozwolić Bogu dać nam to, co sam uważa za dobre dla nas, a zawsze jest to o wiele więcej, niż bylibyśmy sobie w stanie wyobrazić, bo jest na Jego miarę, a nie na miarę naszych wyobrażeń.

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także