Najfajniejsza Pani

Pani Iwonka mnie nie uczyła. Była wychowawczynią innych klas na poziomie 1-3. Gdy sama byłam uczennicą rzadko z nią rozmawiałam. Grzecznie mówiłam „dzień dobry” na korytarzu. Koleżanki i koledzy z jej klasy zawsze mówili o niej „najfajniejsza pani”. Trochę im nawet zazdrościłam.

Gdy po latach przyszłam do mojej podstawówki na praktyki to właśnie Pani Iwonka pierwsza do mnie zagadnęła. Zaofiarowała pomoc, często pytała jak sobie radzę. Podglądałam ją przy pracy, podziwiałam jej oddanie dzieciom, anielską cierpliwość i ogromne ciepło, które zawsze od niej biło. Była uśmiechnięta, zadbana. Po prostu piękna. I taka dobra. Nigdy nie widziałam jej zdenerwowanej, zniecierpliwionej. Nie bez powodu wszyscy o niej mówiliśmy „Iwonka”. Wypicie z nią kawy na przerwie było dla mnie świętem.

Gdy skończyłam praktyki życzyła mi powodzenia. Mówiła, że sprawdzę się jako nauczyciel. Powtarzała, żebym się nie bała, bo to najlepsza praca na świecie. Miała rację.

Napisałam jej nawet o tym w mailu gdy rozpoczęłam pracę jako nauczycielka w liceum. Jakoś nie mogłam wtedy jej spotkać na ulicy mimo że dość często się widywałyśmy. Chciałam ją o tyle rzeczy zapytać, ciągle chciałam się od niej uczyć. Wiedziałam, że ona doradzi najlepiej i wysłucha najuważniej.

Długo nie odpisywała. To było do niej niepodobne, nigdy nie ignorowała ludzi – ani małych ani dorosłych. Pomyślałam: może nie ma czasu, zawsze pracowała za dwoje.

Nie odpisała na tamtego maila. Potem dowiedziałam się dlaczego. Okazało się, że uczy już nie tylko najmłodsze dzieci w podstawówce ale i innych, dorosłych: swoją rodzinę, przyjaciół, kolegów i koleżanki z pracy, sąsiadów, znajomych,  nawet tych, których nie znała osobiście, ba, nie widziała na oczy. W sumie – nas wszystkich.

Bo Pani Iwonka zaczęła uczyć walki. Siły. Wiary. Nadziei. Pogody ducha. Życia.

„Pomagał” jej w tym najsurowszy nauczyciel.  Rak.

Chciał ją pewnie nauczyć też umierania i wydawało się, że to osiągnął, gdy Pani Iwonka odeszła. Razem z pierwszym dzwonkiem, 1 września 2014.

Ale rak nie nauczył Jej umierania. Nas też tego nie nauczył.  To jedno mu się nie udało. Bo nawet na Jej pogrzebie nie było śmierci. Było życie, które, jak mówi prefacja:  zmienia się, ale się nie kończy.

Pamiętam, gdy już w zaawansowanym stadium choroby Pani Iwonka przysłała mi życzenia na urodziny: „Bądź tak dobrym nauczycielem jak jesteś”.  Cierpiała, a pamiętała o mnie. Cierpiała, a wierzyła we mnie. Taka właśnie była. Płakałam wtedy jak głupia.

Dziś, na Eucharystii w jej intencji, pewne było jedno – Pani Iwonka wciąż żyje wśród nas. Bo takiego dobra, jakie wszyscy mamy od niej –  nie da się uśmiercić. Ona to wiedziała i wie – najlepiej z nas wszystkich:

Dobroć jest bezbronna
ale nie bezsilna
Dobroci nie trzeba siły
Dobroć sama jest siłą
Dobroć nie musi zwyciężać
dobroć jest
nieśmiertelna

Pani Iwonko, wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Nauczyciela!

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Małgorzata Janiec

Małgorzata Janiec na Liturgia.pl

Teolog i dziennikarka. Na świecie obecna od ponad 30 lat. W szkole jako katechetka – 10 razy krócej. Na lekcjach pyta z pytającymi. Szuka z szukającymi. Wierzy z wierzącymi i wierzy w „niewierzących”. Modli się ze wszystkimi i za wszystkich. Do pracy ma pod górkę. A w pracy uczy siebie i innych, że do nieba idzie się zwyczajnie – pod górkę lub nie – po ziemi.