Nasze wspomożenie

Środa XXX tygodnia zwykłego, lit. słowa: Rz 8,26–30; Łk 13,22–30

Duch przychodzi z pomocą naszej słabości (Rz 8,26).

Ósmy rozdział Listu do Rzymian należy do najbardziej optymistycznych tekstów Pisma Świętego. Polecam go wszystkim, którzy czują się przygnębieni i nie widzą dla siebie perspektyw. Rozdział ten jest odpowiedzią na dramatyczną świadomość własnej bezsilności wobec grzechu.

Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała [tzn. z grzechu], [co wiedzie ku] tej śmierci? (Rz 7,24). Odpowiedzią jest Osoba Jezusa Chrystusa, która teraz działa na świecie przez Ducha Świętego. Właśnie Duch nas wyzwala. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami (Rz 8,26).

W 7 rozdziale Listu do Rzymian św. Paweł uświadamia, że wewnątrz nas toczy się walka sił, które nas przerastają. Uświadamia nam to fakt, że grzeszymy, mimo że nie chcemy grzeszyć i wiemy, na czym polega sprawiedliwość. Jeżeli jednak grzeszymy, to siła grzechu „mieszkającego w nas”, jak pisze św. Paweł, jest większa od nas. Wobec niej sami jesteśmy bezsilni. Potrzeba innej mocy, potężniejszej od mocy złego. I ta moc jest nam dana przez Jezusa. Jest nią Duch Święty, Duch samego Jezusa, który w Nim zwyciężył świat.

Nasz dramat polega przede wszystkim na mniemaniu, że sami sobie mamy dać radę. Nawet uważamy to za szlachetny, wspaniały ideał doskonałości moralnej: ideał bycia bezgrzesznym. Niestety, rzeczywistość pokazuje, że wcale nie jest to takie proste. Im większą mamy ambicję być doskonałymi, tym trudniej jest się nam przyznać do prawdy o własnej słabości, a potem, nawet po przyznaniu się do słabości, w pokorze szukać pomocy u kogoś, w szczególności u Boga. Pojawia się wówczas pokusa zwątpienia i rozpaczy.

O ile „mieszkający w nas grzech” pokonuje nas w naszym duchu, o tyle Duch Święty przyczynia się za nami we wszystkim i daje moc duchową, która pozwala zwyciężyć grzech. Doświadczenie słabości staje się punktem zwrotnym w otwarciu się na Ducha. Wtedy dopiero wiemy, że tylko On może nas przeprowadzić bezpiecznie do domu Ojca, bo On przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą (Rz 8,27). Już nie tylko stajemy się wolni od grzechu, ale zwróceni całkowicie na Boga, poszukujący Jego woli. Grzech odsłania nasze błędne nastawienie. Duch natomiast leczy nie tylko sam grzech, ale nasze zasadnicze ukierunkowanie duchowe.

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus ostrzega przed fałszywą drogą. Nie wystarczy zewnętrzna znajomość Jezusa, znajomość Jego nauki, nawet głoszenie jej… Mimo tego wszystkiego wielu usłyszy na sądzie: Nie wiem, skąd jesteście (Łk 13,27). „Jesteście innego ducha. Nie znam was”. Wszystko zależy od właściwego ducha. Czy mamy ducha Chrystusowego, czyli czy dajemy się prowadzić Duchowi Świętemu. To jest jedyne wymaganie Pana Jezusa. Ten duch wyraża się sprawiedliwością. Nie chodzi o sprawiedliwość formalno–prawną, ale o ducha sprawiedliwości, który przede wszystkim wyraża się w uznaniu prawdy, że nie jesteśmy doskonali, że nie zbawiamy się przez naszą wspaniałość, ale zbawienie jest dziełem Boga, dziełem Ducha Świętego. Nie jesteśmy lepsi od innych, i dlatego nie możemy się nad nich wynosić.

Warto w dzisiejszych czytaniach zwrócić uwagę na prawdę dotyczącą przeznaczenia, o jakim pisze św. Paweł. Sprawa przeznaczenia budzi wiele kontrowersji, a w historii Kościoła prowadziła do wielu błędów wiary. Święty Paweł pisze o przeznaczeniu następująco:

Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą (Rz 8,29n).

Zobaczmy, że mowa jest jedynie o przeznaczeniu do chwały. Święty Paweł nic nie mówi o przeznaczeniu do potępienia. Przeznaczenie odnosi się do tych, których od wieków poznał. Co to znaczy? Bóg przeznacza do zbawienia człowieka, którego stworzył i takiego, jakiego stworzył. W Liście do Efezjan czytamy, że Bóg nas w Chrystusie „wybrał” jeszcze przed założeniem świata, byśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem (Ef 1,4). W drugim rozdziale tego listu mówi o celu tego wybrania: Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2,10).

Otóż ci wybrani i stworzeni w Chrystusie są owymi poznanymi od wieków. I tych Bóg przeznacza do zbawienia. Jeżeli nami rządzi fałszywe „ja”, które pragnie się kreować na kogoś innego niż jest w istocie, tego „ja” Bóg nie zna i tego „ja” nie przeznacza do chwały. Ono właśnie usłyszy: nie wiem, skąd jesteście (Łk 13,25). Od nas zależy, które „ja” wybierzemy, z którym się utożsamimy. Nieustannie stajemy przed wyborem samego siebie: Ja stworzonego w Chrystusie przez Boga i prowadzonego przez Ducha albo fałszywego „ja”, które samo chce siebie wykreować. Jedno i drugie „ja” może iść za Chrystusem, ale będzie to zupełnie inne chodzenie za Nim. „Ja” fałszywe jest w stanie pójść jedynie zewnętrznie, szukać poparcia dla siebie przez znajomości, uważać własne pomysły za „Bożą wolę”. Natomiast autentyczne „Ja”, pełne pokory, wsłuchuje się w głos Ducha. Świadome swej słabości i być może upadków, pokłada nadzieję jedynie w Panu i u Niego szuka wyzwolenia. W przeciwieństwie do fałszywego „ja” nie potrzebuje porównywać się z innymi, by wykazać swoją wyższość nad nimi. Ono żyje całkowicie ukierunkowane na Chrystusa, którego oczekuje.

Niech „Amen”, podczas przyjmowania Komunii będzie naszą autentyczną odpowiedzią na oznajmienie kapłana: „Ciało Chrystusa”.

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także