„Nie lubię poniedziałku”

Papież Benedykt XVI był przekonany, że wizerunek i kondycja Kościoła w przyszłości jest w nierozerwalny sposób związana z żywotnością liturgii. Jak ta przyszłość będzie się kształtować wcale nie jest takie oczywiste.

Rano dotarła wiadomość o dekrecie Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego z 11 lipca, który jest jakby krokiem wstecz ( nawet nie jakby) do postanowiem motu proprio Benedykta XVI Summorum Pontificum z 2007 roku.

Wcale nie dziwię się, że na osoby zaangażowane w promocję starej liturgii oraz na tych, którzy po prostu od wielu lat modlą się w ten sposób ta wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba. Smaczku całej wiadomości dodaje fakt, że konieczność uzyskania zgody na celebrację tzw. Mszy trydenckiej od przełożonych dotyczy zakonników – Franciszkanów Niepokalanej. To zgromadzenie ani nie było niewygodne, ani nie upominało się o nic. Co więcej liturgia przez nich sprawowana nie była wyłącznie liturgią „po staremu”. Osobiście nie rozumiem takiej decyzji kongregacji, która przecież działa w imieniu Ojca świętego. Jeśli jest to zakon to nawet gdyby celebrowali wyłącznie stare Msze to w życiu parafii i diecezji niewiele to zmienia.

Franciszkanie Niepokalanej pokazywali doskonale, że ubóstwo, którego wymagał od swoich braci święty Franciszek nie polegało na używaniu najtańszych ornatów, kielichów z drewna w rytm prostych piosenek. Stara liturgia doskonale pokazuje, że piękne paramenty wcale nie „gryzą” się z habitem i sandałami. Niestety jesteśmy świadkami sprowadzania Świętego z Asyżu do patrona ekologów, który rozmawiał ze zwierzętami i na okrągło leżał na trawie wąchając kwiatki. A dodając do tego zakaz celebrowania „po staremu” to obraz się pięknie uzupełnia, ponieważ jest to rezygnacja z rytuałów, kadzideł na rzecz… No właśnie. Na rzecz czego?

Należy czekać na dalszy rozwój wypadków, ponieważ możemy dojść do tego przed czym ostrzegał Benedykt XVI, gdy mówił, że to co było święte dla poprzednich pokoleń nie może nagle stać się zakazane lub uznane za niestosowne. I wcale nie chodzi tutaj o zbytnie przywiązywanie się do jednego papieża przez określoną grupę wiernych w Kościele (często zarzut taki pada pod adresem osób, dla których papiestwo zaczęło się wraz z wyborem Jana Pawła II – podobną sytuację widać dzisiaj, gdy liberalne media tylko czekają aż Franciszek znowu skrytykuje hierarchię). Benedykt XVI po prostu przypomniał prawdę, która była obecna w życiu Kościoła od wieków i na nowo wprowadził dawny sposób sprawowania liturgii do normalnego „kościelnego krwioobiegu”.

Co będzie dalej czas pokaże.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Paweł Beyga

Student Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Od kilku lat katolik chodzący na starą mszę, ale nie tradycjonalista ekstremalny. Pasjonat teologii liturgii.