Nie możemy nie żyć Miłością

Dzisiejszy poranek to znowu, to ciągle poranek Zmartwychwstania, poranek, który już się nie skończy. Liturgia Godzin tego dnia, tak jak we wszystkie dni tego okresu, podkreśla, że jest właśnie ten dzień, dzień, w którym Chrystus powstał z martwych, ukazał swą chwałę, odkupił nas i dał nam nowe życie. Dzisiaj znowu o poranku wybrzmiała radosna antyfona; „Chrystus prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja”. Z tej prawdy mamy czerpać nadzieję i szczęście, ona jest niewyczerpanym źródłem miłości, bo Bóg ukochał nas tak bardzo, że złamał wszelkie słabości, przekroczył granicę śmierci, starł uśmiercający nas grzech i wiedzie nas ku światłu życia wiecznego.

Boża miłość jaśniejąca tego, niegasnącego już, poranka Zmartwychwstania, przenika wszystko, całe stworzenie, przemienia je, nadaje sens życiu i śmierci, pokrzepia nadzieją zmartwychwstania, pewnością zmartwychwstania, bo Bóg nie zmartwychwstał, by pognębić swoje stworzenie, lecz by je odkupić, by otworzyć mu bramy zbawienia i obdarzyć Swą nieskończoną miłością, bo, jak mówi List do Rzymian, czytany podczas dzisiejszej jutrzni: „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeśli bowiem żyjemy, żyjemy dla pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by panować tak nad umarłymi, jak nad żywymi”. Panowanie to jednak, nie jest podobne do żadnego ludzkiego panowania, bo panowanie Chrystusa to królowanie Miłości. Nasz Bóg nie jest sędzią czyhającym na każde nasze potknięcie, by nas osądzić i skazać, nasz Bóg jest Bogiem miłosierdzia, pochylającym się nad naszą słabością, ocierającym nam łzy i rozświetlającym nasze smutki. Bóg czeka tylko na naszą miłość, ofiarowuje nam swą nieskończoną Miłość, byśmy się nią dzielili, byśmy potrafili się wzajemnie tak miłować, jak on nas umiłował.

Chrystus nie odchodzi daleko, szuka nas, Zmartwychwstały i Królujący szuka każdego, przychodzi jak niegdyś do uczniów i jak niegdyś uczniowie, ciągle nie możemy uwierzyć, że to naprawdę On. Jak w dzisiejszej ewangelii pogrążeni w smutku i płaczący uczniowie nie wierzą, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał, że Maria Magdalena naprawdę Go widziała, że On prawdziwie do niej przyszedł, tak nam nasz smutek nie pozwala dostrzec, że każdy dzień jest porankiem Zmartwychwstania, a każda Eucharystia spotkaniem z Panem prawdziwym. Płaczemy nad sobą, nad swoją samotnością, nad swą słabością, nad tym, co mamy i czego nam brakuje, i łzy nierzadko przesłaniają nam prawdziwą Jasność i prawdziwe Życie, jedyną Miłość, nieskończoną. Chrystus każe wyjść i głosić Ewangelię całemu stworzeniu, głosić Dobrą Nowinę, świadczyć o Miłości. A ci, którzy Go spotkali i poznali nie mogą powiedzieć niczego innego, jak to, co rzekli Piotr i Jan: „Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4, 21), nie możemy nie żyć Miłością.

Małgorzata Poździk

 

Zobacz także