Nie ustawiajmy barykad

Prezentujemy rozmowę na temat Bractwa św. Piusa X i jego sytuacji prawnej – z o. Janem Śliwą OP, doktorem prawa kanonicznego i wykładowcą dominikańskiego Kolegium Filozoficzno-Teologicznego, rozmawia Michał Koza, redaktor Liturgia.pl.

Michał Koza: Czy zechciałby Ojciec na początek przedstawić historię Bractwa św. Piusa X i opowiedzieć jak zaczęło się to dzieło arcybiskupa Lefebvre’a?

Jan Śliwa OP: Zacznijmy od najbardziej podstawowej wizji Kościoła – tego, czym Kościół jest. Trzeba zwrócić uwagę, że przez Kościół rozumiało się do tej pory i rozumie się dalej wspólnotę wiary, wspólnotę sakramentów, wspólnotę jedności i władzy kościelnej. W tak zorganizowanej społeczności są możliwe wszelkiego rodzaju ruchy, inicjatywy, które będą promować te sektory życia kościelnego, a więc będą wspierać wiarę, pomagać we właściwym sprawowaniu sakramentów, czy we właściwym rozumieniu władzy rządzenia w Kościele.

Wracając do, nazwijmy to, „przygody” abpa Lefebvre’a, rzecz dzieje się tuż po II Soborze Watykańskim, na którym pojawia się nowa wizja Kościoła. Odchodzi się od wizji Kościoła jako społeczności doskonałej, co było bardzo nośne i wygodne, ponieważ ta społeczność doskonała miała mieć swoich podwładnych, swoje terytorium, swoje cele, władzę, środki obronne, które zabezpieczają przed wrogami zewnętrznymi, wewnętrznymi etc. Łatwo było to przenosić na Kościół, bo przecież wierni Kościoła również są obywatelami w znaczeniu państwa świeckiego. Władza? Jest. Środki? Oczywiście, że są. Sakramenty, przede wszystkim, oraz sakramentalia i inne rodzaje wsparcia dla wiernych. Idea ta, bez rozwijania poszczególnych punktów, była więc bardzo nośna. Ale z drugiej strony sprawiało to wrażenie, że Kościół jest już tak zasklepiony, że trzeba wszystko „przewietrzyć” – i to miał robić Sobór. Jednak nie wszystkim się to podobało. Byli ludzie, którzy twierdzili, że to inspiracja pochodząca z zewnątrz Kościoła, ale nie w sensie „z zewnątrz” jako działania Ducha Świętego. Jeżeli już, to raczej złego ducha. Na tym tle powstaje pewne napięcie. Jednym z tych, którzy spektakularnie sprzeciwiali się zmianom, był właśnie abp Lefebvre.

Przede wszystkim chciał on zachować liturgię w „starym stylu”. Po drugie nie odpowiadała mu nowa wizja Kościoła, a zwłaszcza to, co jest prezentowane w Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen Gentium, a także w Konstytucji o Liturgii, w dekrecie o ekumenizmie itd. Abp Lefebvre uważał, że Kościół jest zagrożony, że trzeba formować kapłanów – w związku z tym założył stowarzyszenie życia apostolskiego księży, którzy powinni temu celowi służyć. Ostatecznie Bractwo św. Piusa X zostało założone pierwszego listopada 1970 roku oraz oficjalnie zatwierdzone przez Françoisa Charriere’a, biskupa Lozanny, Genewy i Fryburga.

MK: Zatem Bractwo na początku funkcjonowało w ramach zwyczajnych struktur, które były w Kościele – jako jedno z wielu stowarzyszeń?

JŚ: Tak, jako stowarzyszenie, które miało szczególny cel – pielęgnowanie liturgii (między innymi). Ważnym elementem miała być zwłaszcza wierność doktrynie św. Tomasza z Akwinu. Były to więc takie cele, które nie odbiegały od tego, co znano już w Kościele i bynajmniej nie można tego uznać za coś niewłaściwego, heretyckiego czy schizmatyckiego.

MK: Zwłaszcza, że Bractwo ma dewizę tę samą, co dominikanie, czyli „Contemplare et contemplata allis tradere”.

JŚ: Właśnie. Widać inspirację między innymi tradycją dominikańską. Ponieważ Tomasz z Akwinu jest przez Bractwo bardzo wysoko ceniony, więc zapewne są w tym stowarzyszeniu obecne także pewne wątki dominikańskie.

Sytuacja abp. Lefebvre’a zaczęła się komplikować w styczniu 1975 roku. 21. stycznia zebrała się komisja kardynałów, którzy omówili raport z wizytacji w Bractwie. Przeprowadzono wizytację, omówiono raport i przedstawiono nie tyle zarzuty, ile po prostu dosyć istotne wątpliwości co do kierunku, w jakim ta nowa forma się rozwija. Potem mieliśmy następne wydarzenie: mianowicie w czerwcu 1976 roku abp Lefebvre dokonał święceń kapłańskich kandydatów z seminarium – jak on uważał, jego seminarium. Jednak tutaj pojawiła się już pewna nieprawidłowość. Mianowicie do wyświęcenia potrzebne by były tzw. dymisoria, czyli po prostu specjalne pozwolenie, które powinien był wydać biskup miejsca. Jeżeli ktoś jest wyświęcony bez nich, to oczywiście święcenia są ważne – co do tego nie ma wątpliwości. Jednak wobec kandydatów oraz tego, kto takich święceń udziela, stosuje się sankcję kanoniczną. Udzielone przez abp. Lefebrvre’a święcenia to zatem pierwsza nieprawidłowość.

MK: Czyli ci neoprezbiterzy byli suspendowani?

JŚ: Tak – jednak kwestia tej kary nie jest taka prosta. Tego rodzaju suspensa nie sprawia nieważności działania, tylko brak godziwości. Ponadto musiałaby być jeszcze odpowiednio deklarowana albo wymierzona. O ile mi wiadomo, chyba takiego aktu nie było. W związku z tym, występuje możliwość kary latae sententiae, w którą się wpada automatycznie, popełniając pewien czyn. Jednak istnieje zasadnicza różnica, gdy chodzi o obowiązek stosowania się do rygoru kary w przypadku kary latae sententiae nie deklarowanej i kary, która już została deklarowana. Mówiąc prościej, jeżeli kara nie jest deklarowana, to czynności są tylko niegodziwe, ale są ważne. A więc stajemy wobec, by użyć takiego określenia, pewnej niesposobności natury moralnej, ale jurydycznie, pod względem prawnym, trudno powiedzieć, by ta kara mogła skutecznie zahamować działania Bractwa.

Później jednak mamy do czynienia ze sprawą, która może budzić głębsze wątpliwości. Nastąpiła nawet wymiana korespondencji między papieżem Pawłem VI a arcybiskupem. Chodziło o to, by tę sytuację uspokoić i nie doprowadzać do kolejnych święceń. Momentem przełomowym stała się data 30 VI 1988 r. Wtedy to abp Lefebvre bez zgody papieża konsekrował czterech biskupów. Dwa dni później Jan Paweł II ogłosił w motu proprio Ecclesia Dei Afflicta, że biskupi ci zaciągnęli na siebie kary kościelne. Tutaj mamy do czynienia z karą ekskomuniki i oczywiście tym razem ta kara jest już deklarowana.

MK: Czy można uznać, że w świetle prawa kościelnego ten akt był aktem schizmy?

JŚ.: W pewnym stopniu tak, z tym jednak, że jeżeli popatrzymy chociażby na kanon 751, to przekonamy się, że nie do końca. Kanon brzmi tak: „Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej; apostazją – całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej, schizmą – odmowa uznania zwierzchnictwa Biskupa Rzymskiego lub utrzymywania wspólnoty z członkami Kościoła, uznającymi to zwierzchnictwo”. Co do schizmy, w działaniu Bractwa można dopatrzeć się elementów, które to zwierzchnictwo w jakiś sposób obrażają, czy są aktami przeciwko niemu. Niemniej członkowie Bractwa cały czas podkreślali, zresztą czynią to do dnia dzisiejszego, że nie występują i nie chcieliby nigdy występować przeciw autorytetowi papieskiemu jako takiemu. Mają pewne wątpliwości co do niektórych decyzji, ale nie jest to negacja całkowita. Są więc tutaj elementy, które można by nazwać schizmatyckimi, ale z drugiej strony widać również, że pod względem prawnym trudno byłoby się dopatrzeć znamion przestępstwa schizmy. Zresztą znalazłem bardzo ciekawą wypowiedź kard. Edwarda Idris Cassidy na ten temat: „Chciałbym od razu podkreślić, że Dyrektywy Ekumeniczne nie obejmują Bractwa św. Piusa X. Sytuacja członków tego Bractwa jest wewnętrzną sprawą Kościoła katolickiego. Bractwo nie jest innym Kościołem lub związkiem wyznaniowym w znaczeniu używanym w Dyrektywach. Bez wątpienia Msza św. i sakramenty św. udzielane przez księży Bractwa są ważne”. Przytoczę też komentarz innego autora, Michaela Daviesa: „Duchowieństwo Bractwa Św. Piusa X i związani z nim wierni, przyjmujący cały depozyt katolickiej doktryny w sprawach wiary i obyczajów, mogą być z niemalże całą pewnością określani jako najmniej schizmatycka grupa w dzisiejszym Kościele katolickim”. To dosyć ciekawe sformułowanie, ponieważ z jednej strony wydaje mi się, że jest tutaj pewien nieporządek, ale na tle innych postaw czy wypowiedzi, ten sposób zachowania Bractwa trudno byłoby nazwać z całą pewnością schizmą. Przynajmniej co do zamiaru, intencji – nie wydaje się.

MK: Sprawa jest dosyć istotna, ponieważ w dyskusjach na temat Bractwa zarzut schizmy pojawiał się i pojawia niestety bardzo często. Z pewnością zaważył na tym m.in. komunikat Episkopatu Polski z 1998 r., w którym wprost padają słowa o „grupie schizmatyckiej”.

JŚ: Nie chciałbym odnosić się do sformułowania, którego używa KEP – z pewnością łatwiej jest to orzekać takie sądy na potrzeby pouczenia, listu, jakiejś instrukcji, natomiast wydaje mi się, że znacznie trudniej byłoby uzasadnić je na płaszczyźnie prawnej.

MK: Wróćmy jeszcze do kwestii „wewnętrznego” charakteru sporu o Bractwo św. Piusa X w Kościele. Czy można tu mówić o pełnej jedności?

JŚ: Z pewnością te podstawowe więzy są utrzymane. Przecież jeżeli mówimy o wspólnocie wiary, to trudno byłoby udowodnić, że Bractwo odrzuca lub neguje depozyt wiary, czy że chce to robić. Jest wręcz przeciwnie, grupa ta stara się wykazywać wierność wierze katolickiej. Gdy chodzi o sakramenty, Bractwo stara się ich udzielać i korzystać z nich w sposób jak najpobożniejszy. Po zdjęciu ekskomuniki, po deklaracjach (które pojawiły się także ze strony władzy kościelnej), że nie ma wątpliwości co do ważności, można słusznie mówić, że ta więź została utrzymana. Natomiast jest pewne powikłanie, gdy chodzi o uznanie we wszystkich szczegółach zwierzchności, władzy namiestnika Chrystusowego, czyli papieża. Warto tu przypomnieć o obowiązku przyjęcia depozytu wiary, który spoczywa na wiernych. Kanon 748 § 1 Kodeksu Prawa Kanonicznego mówi, że „Wszyscy ludzie obowiązani są szukać prawdy dotyczącej Boga i Jego Kościoła, a poznane mają obowiązek i prawo z mocy prawa Bożego przyjąć i zachowywać.” Dalej znajdujemy i takie postanowienie: „Nieomylnością w nauczaniu, na mocy swego urzędu, cieszy się Biskup Rzymski, kiedy jako najwyższy Pasterz i Nauczyciel wszystkich wiernych, którego zadaniem jest utwierdzać braci w wierze, w sposób definitywny głosi obowiązującą naukę w sprawach wiary i obyczajów” (749 § 1). Ta nieomylność jest potem przywołana w § 2 tegoż kanonu: „Nieomylnością w nauczaniu cieszy się również Kolegium Biskupów, kiedy biskupi wypełniają urząd nauczycielski zebrani na soborze powszechnym (…)”. Mówimy więc o pewnych elementach, które jeżeli przez wymienione w Kodeksie osoby czy podmioty zostaną w jakiś sposób zdefiniowane, powinny być przyjęte. Mamy tutaj do czynienia z dosyć delikatną kwestią przyjęcia przez członków Bractwa pełnego nauczania i postanowień II Soboru Watykańskiego. Nie chciałbym tego do końca oceniać, ale jak się wydaje, mają oni z tym pewne kłopoty. I wreszcie: mamy jeszcze jedno bardzo istotne stwierdzenie, że także i inne elementy Magisterium powinny być przyjmowane przez wierzących. Jest to po prostu obowiązek. Sobór naucza o wierze, ale także o liturgii i także o pozycji papieża. Widzimy więc, że pomimo deklaracji, iż członkowie Bractwa chcą jak najwierniej przyjmować ten depozyt, to jednak we wspomnianej kwestii mają pewne kłopoty. Dlatego nadal prowadzone są rozmowy. W styczniu media donosiły nawet o tych kolejnych inicjatywach, kiedy to biskup Fellay, który teraz kieruje Bractwem, przedstawił deklarację Stolicy Apostolskiej, ale ta deklaracja nie została w pełni zaakceptowana. Wciąż są tutaj pewne momenty niedookreślone albo tak sformułowane, że nie zadowalają przedstawicieli odpowiednich dykasterii działających w imieniu papieża.

MK: Jakie znaczenie miało dla tych rozmów i dla sytuacji Bractwa zdjęcie ekskomuniki z biskupów przez papieża Benedykta XVI?

JŚ: To po prostu bardzo ułatwia dialog. Po pierwsze, udzielane przez nich święcenia czy też podejmowane przez nich akty władzy rządzenia trzeba widzieć teraz w innym świetle. Można powiedzieć, że są pozbawione wady, skażenia, które niosła ze sobą ekskomunika – a więc owszem, widać, że są pewne braki, trudności lub wątpliwości, ale zarazem ten akt oznacza, że przybliżamy się do momentu pojednania (o ile tak to można nazwać) czy uspokojenia obaw i konfliktów, które powstają wokół stanowiska Bractwa.

MK: Jak w obecnej sytuacji wierni mają postrzegać sprawowanie sakramentów w Bractwie?

JŚ: Nie sądzę, żeby to można było ściśle zmierzyć. Wierni, jeżeli z należytym szacunkiem przystępują do sakramentów sprawowanych przez członków Bractwa, nie popełniają niczego niewłaściwego. Nie oznacza to, że chcieliby uczestniczyć w jakiejś schizmie. Byle tylko przyjmowali cały depozyt wiary, zwłaszcza co do sakramentów i co do zwierzchnictwa papieża. Mogą nimi kierować pewne upodobania, czasem względy estetyczne (choć nie chciałbym tego sprowadzać do tej płaszczyzny), a czasem ten rodzaj wyrażania pobożności jest dla kogoś bardziej atrakcyjny itd. Nie ulega wątpliwości, że jeśli wierni, uczestnicząc w tych sakramentach, zachowują podstawowe wymagania, nie czynią tego na przykład z pogardy dla tych, którzy sprawują je w nowym rycie, czyli jeśli jest tylko pragnienie jakiegoś głębszego przeżycia, to nie należy w tym upatrywać niczego nagannego. Wierni czynią też zadość na przykład obowiązkowi Mszy niedzielnej – co do tego nie powinno być żadnych wątpliwości.

MK: Zatem ci wierni mogą być spokojni, że idą jedną ze ścieżek w Kościele – tą, którą proponuje Bractwo św. Piusa X?

JŚ: Jest to z pewnością droga w Kościele, ale nie do końca być może jasno objaśniona tak, by nie budziła pewnych wątpliwości czy zastrzeżeń. Ale zauważmy, że Kościół przez swoją władzę, mam tu na myśli przede wszystkim papieża, nie jest skłonny do jakiegoś szybkiego ich osądzania czy odsądzania od dobrych intencji, a raczej idzie w kierunku, by nie zniszczyć tego, co dobre, co może posłużyć rozwojowi duchowemu. Innymi słowy – by nie wylać dziecka z kąpielą. Natomiast nie ma wątpliwości, że potrzebne jest doprecyzowanie. Miejmy nadzieję, że oba stanowiska będą się coraz bardziej zbliżać.

MK: Myślę, że ku temu zbliżeniu miało zmierzać już uregulowanie przez Benedykta XVI sytuacji Mszału Jana XXIII, jeszcze przed zdjęciem ekskomunik.

JŚ: Tak, zostało wyraźnie dozwolone, by według tej tradycji sprawować Mszę Świętą. To bardzo dobre działanie dla rozwiązania sporu o Bractwo. Zresztą tych wysiłków przywracania pełnej jedności, czy też wyjaśniania pozycji, mamy dużo. Poczynając od 1984 roku, mamy list Quattuor Abhinc Annos Kongregacji do spraw Kultu Bożego, następnie mamy list apostolski Ecclesia Dei Afflicta (dokument Jana Pawła II z 2 lipca 1988 roku, o którym już mówiłem), list motu proprio Summorum Pontificum z 2007 roku i wreszcie ostatnie odpowiedzi na różnego rodzaju wątpliwości biskupów. Cały czas widać, że podejmowane są wysiłki w kierunku wyjaśnienia wątpliwości, by się porozumieć – i to zabiegi delikatne. Nie jest tak, że ogłasza się jakąś ekskomunikę czy inną karę i to jeszcze w sposób nieodwołalny. Raczej jest to spokojne, krok po kroku, zbliżanie się do porozumienia i wyjaśnienia sprawy.

MK: Być może właśnie przez to, że ten proces jest taki rozbudowany, wielostopniowy i długi, niektórzy oczekują od papieża radykalnych rozstrzygnięć.

JŚ: Ten proces, jeżeli patrzymy na niego od początku do dnia dzisiejszego, ma miejsce już ponad 20 lat. Gdyby była potrzeba radykalnego działania, nie wyobrażam sobie, by papieże nie reagowali. W ich działaniu widać raczej troskę i cierpliwość, a także nadzieję, że ta sprawa zostanie wyjaśniona, jeżeli będzie się dostatecznie cierpliwie nad nią pracować. To jest jak drążenie skały małymi kroplami: Gutta cavat lapidem, non vi, sed saepe cadendo – kropla drąży skałę nie siłą, ale ciągłym kapaniem. W tym kierunku chyba należałoby to rozumieć.

MK: Myślę, że ujawnia się tu mądrość Benedykta XVI, który z jednej strony jest łagodny, a z drugiej zdeterminowany, by działać w kierunku osiągnięcia porozumienia.

JŚ: Jest łagodność, ale też konsekwentne działanie. Ważne dla Papieża jest zachowanie jasnych linii – porozumienie nie może się dokonać po prostu na zasadzie, że coś pominiemy, tylko trzeba doprowadzić do stanu, by wątpliwości co do pełnej jedności były zażegnane.

Nie należałoby się tutaj niepotrzebnie zacietrzewiać i ustawiać barykad, bo one są w tym wypadku niepotrzebne. Jest tyle zagrożeń autentycznych i bardzo groźnych dla życia chrześcijańskiego, że można raczej z nadzieją oczekiwać, że ten problem zostanie wyjaśniony, choćby wymagało to większego czasu. Nie musi się to stać natychmiast.

MK: Czasem myli się ten proces z ekumenizmem, choć ekumenizm jest działaniem skierowanym do tych wspólnot, które utraciły jedność z Kościołem. Natomiast dialog z Bractwem św. Piusa X jest jednak czymś, co z pewnością rozgrywa się w samym Kościele.

JŚ: Oczywiście. Nie trzeba tu używać pojęcia, że uprawiamy jakąś ekumenię z Bractwem, bo to nie ten obszar. Jeżeli można by coś z idei ekumenii zastosować do jego sytuacji, to chyba to, że w dialogu powinna być żywa postawa poszukiwania, zrozumienia się i wyjaśniania. Natomiast z pewnością Bractwo nie jest poza wspólnotą Kościoła.

MK: Na koniec chciałbym zapytać o wątek dominikański. Jak traktowane są w Zakonie wspólnoty tradycjonalistyczne?

JŚ: Wiem, że we Francji, w Avrillé koło miasta Angers, jest jakaś grupa takich dominikanów. Ale jak to u nas bywa, nikt nie kontestuje ich do tego stopnia, by uważał, że są poza Zakonem, chociaż z pewnością ich odmienność może dziwić czy zastanawiać. Myślę, że mieści się to w granicach dominikańskiej różnorodności.

oprac. Dawid Gospodarek


Fot. na stronie głównej: Dawid Gospodarek

 

Zobacz także