Niebezpieczne przekroczenie granicy

To trochę kontynuacja wpisu „O sztuce debatowania” z 11 września. Chodzi mi tutaj o sondę z portalu wpolityce.pl sprzed tygodnia. Uznałem, że trzeba jej poświęcić nieco uwagi, bo jest to bardzo groźny znak. Nie wchodzę w meritum sporu historycznego, interesuje mnie etyczny wymiar tej sprawy.

Dla przypomnienia, odnośna sonda wyglądała następująco:

Czy polski obóz patriotyczny będzie w stanie jednoznacznie odciąć się od marginalnej grupki prawicy pronazistowskiej, coraz agresywniej promującej tezę o konieczności sojuszu ze zbrodniarzem Hitlerem w 1939 roku?

NIE, to już nurt zbyt silny, zaangażowane są w niego silne osobowości.
TAK, coraz wyraźniej widać, że ten nurt kompromituje cały obóz niepodległościowy i atakuje narodową tożsamość.
TRUDNO POWIEDZIEĆ, na razie ta grupka nie ujawniła jeszcze swoich prawdziwych celów
”.

W pierwszym momencie uznałem tę sondę za coś groteskowego. Oczami wyobraźni ujrzałem jedynie słuszny obóz patriotyczny jak zbiera się na wiecu (pytanie gdzie: pod pomnikiem marszałka Piłsudskiego?) i jednoznacznie się odcina, wołając gromko: „Marginalnej grupce pronazistowskiej prawicy mówimy zdecydowane: NIE!” i, szczerze mówiąc, przyszedł mi na pamięć film „Miś” i wiec przeciwko parówkowym skrytożercom.

Jeszcze jedno wspomnienie: w jednym z odcinków kultowej audycji „Rycerzy trzech” Andrzeja Waligórskiego, pan hetman dobrodziej przysłał taki temat do obowiązujących rozważań: „Dlaczego chciałbym być we wszystkiem podobien do sławnego pana Skrzetuskiego?” Wachmistrz srogi Luśnia (Jerzy Skoczylas) odpowiedział na to: „A ja melduję, iże w ogóle nie chciałbym być do niego podobien”, a na krzyki oburzenia Zagłoby, Baśki, Azji i Muszalskiego odpowiedział: „Pan hetman powinien najsampierw zapytać czy kto chce być podobien, a dopiero potem dlaczego”.

Zacząłem humorystycznie, ale to wszystko wcale nie jest zabawne.

Sprawa pierwsza: sonda jest przykładem intelektualnej tandety, gdyż opiera się na trzech następujących założeniach przyjętych całkowicie dowolnie: (1) Tzw. rewizjoniści historyczni promują tezę o konieczności sojuszu z Hitlerem (pierwsza zasada dyskusji: powtórz tezę adwersarza, tak żeby adwersarz się w tym odnalazł, żebyś ty sam wiedział, czy go w ogóle zrozumiałeś); (2) promują tę tezę agresywnie (co to znaczy? czyżby Zychowicz z Ziemkiewiczem kogokolwiek przymuszali do przyjęcia swoich tez? może na spotkaniach autorskich posługują się przemocą? nic o tym nie słyszałem, sam dotąd nie byłem na żadnym ich spotkaniu, w październiku, jeśli czas pozwoli, wybiorę się na spotkanie z Rafałem Ziemkiewiczem w Lublinie, przekonam się); (3) Mają poglądy pronazistowskie (może jakieś dowody? ich publicystyka żadnych takich poglądów nie zawiera i nie propaguje).

Wzorem wachmistrza Luśni proponowałbym więc autorom sondy, żeby najpierw starannie wyjaśnili te trzy wstępne kwestie i ustalili czy w ogóle jest sens od czegokolwiek się odcinać, a dopiero potem formułowali sondę. W przeciwnym razie popełniają bardzo grubą nieuczciwość.

Sprawa druga: ta sonda to bardzo groźne przekroczenie pewnej granicy. To co robią autorzy sondy nazwałbym „depersonalizacją” adwersarza sporu. Dyskutantem przestaje być Piotr Zychowicz, Rafał Ziemkiewicz, Sławomir Cenckiewicz czy jeszcze ktoś inny, w ich miejscu pojawia się cała wroga grupa, i to grupa prawdopodobnie mająca jakieś swoje ukryte cele, których jeszcze nie znamy, być może także ukrytych mocodawców. Dlatego nie trzeba już ich uważnie słuchać, okazywać im respektu, bo my już „wiemy”, że są oni ekspozyturą wrażych sił. Po prostu przestają wobec nich obowiązywać  normalne zasady międzyludzkie. Bardzo niebezpieczne przekroczenie granicy, oby na tym się skończyło. Czy szanowni autorzy sondy widzą, że w ten sposób, mieniąc się rzecznikami polskiego obozu patriotycznego, sami zeszli do poziomu ni mniej ni więcej, tylko bolszewickich komisarzy? Albo, biorąc przykład nieco bliższy czasowo, czy tak bardzo teraz różnią się od tych, co mówili jakiś czas temu o „bydle” czy o „dorzynaniu watahy”? Czy tymi metodami chcą promować nową jakość naszego życia publicznego?

Pamiętam, że przy okazji swego zeszłorocznego wpisu „Na marginesie sprawy Agnieszki Radwańskiej”, przywołałem filmik z youtube z angielskim trenerem piłkarskim Grahamem Taylorem, który w czasie meczu w pewnym momencie strofował krewkiego kibica z pierwszego rzędu: „Ej ty, pamiętaj, że mówisz o ludziach, więc uważaj na to, co mówisz!” (filmik jest tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=uW0ebsf7ZRs – wspomniany epizod jest od 4:20 filmiku) Drodzy redaktorzy portalu wpolityce.pl, wy też pamiętajcie, że piszecie o ludziach, nie o jakiejś anonimowej grupie! Więc bardzo uważajcie na to, co piszecie, bo wasze słowa mają konsekwencje!

Wszystko co napisałem powyżej, może mieć zastosowanie, mutatis mutandis, także do dyskusji liturgicznych. Tu też niekiedy zdarza się wspomniana depersonalizacja. Nie ma dyskutanta X czy Y, jest „lefebrysta” albo „bugninista”, ktoś kto nie ma już swojej własnej tożsamości i twarzy, tylko jest członkiem wrogiej grupy, którą się zwalcza. Dlatego ja tym bardziej sobie cenię moje doświadczenie obecności w bardzo różnych środowiskach katolickich, także takich, które zwykle nie patrzą na siebie nazwzajem zbyt chętnie.

p.s. Tak przy okazji, zupełnie nie spodziewałem się, że mój wpis z 11 września zostanie szerzej zauważony. Myślałem, że piszę trochę „sobie a muzom”, a tu nieoczekiwanie trafiłem do „Subotnika Ziemkiewicza”. Znaczy się, trzeba uważać na to co się pisze, bo ktoś to naprawdę może czytać… Panu Rafałowi za życzliwe słowa bardzo dziękuję, zwłaszcza miło przeczytać ciepłe słowo o Marianach. Tak a propos, Góra Kalwaria była moją pierwszą parafią po święceniach, lata 1992/1993.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.
Niebezpieczne przekroczenie granicy

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....