Niedojrzałość uczniów

Jaki jest sens „gromić wicher” i mówić do jeziora? Są to siły nieosobowe i przemawianie do nich jest czynnością jałową. Nie posłuchają, bo tego nie potrafią. Jezus mówi w ciemność, ale do kogo?

Owego dnia, gdy zapadł wieczór, rzekł do nich: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniala [wodą]. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię nie obchodzi, że giniemy?” On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: Milcz, ucisz się!” Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary!” Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?” (Mk 4. 35 – 41)
 
Sama wypowiedź Jezusa – Milcz, (dosł. załóż kaganiec) nie pozwala twierdzić, że Jezus przemawia do wichru i jeziora. Stwierdzenie On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora jest już interpretacją uczestników zdarzenia – uczniów. Czy trafną?
 
Każdy, kto był w niebezpieczeństwie, wie, że można je znosić mężnie, ale można też panikować. Może być nawet tak, że wiele razy znosiłem niebezpieczeństwo mężnie, a tego jednego razu spanikowałem. Strach ma wielkie oczy – powiada przysłowie. Spanikowany przecenia niebezpieczeństwo.
 
Szymon, Jan, Andrzej, Jakub – rybacy, którzy wielokrotnie zmagali się z wiatrem i wysoką falą. I, sądzę, nie panikowali. Byli mężni, bo jak inaczej mogliby żyć z tego burzliwego jeziora. Czemu akurat teraz dopadł ich irracjonalny, paniczny strach, który ma wielkie oczy.
 
Nie przyznają się, że wpadli w panikę. Któż z nas przyzna się do tego, że spanikował? Zwykle winien jest dentysta, kierowca, „straszliwa” burza – przyczyna strachu. A tymczasem dentysa nie robił nic innego niż zwykle, kierowca z przeciwka był nieostrożny, ale znowu nie aż tak jak się wydawało, nie było żadnej burzy, tylko naprawdę silnie wiało. Jeśli spanikowali, to nie ma co liczyć na to, że się dobrowolnie do tego przyznają. Takie wyznania domagają się osobowej dojrzałości, której brakuje.
 
Marek, który jest ustami Piotra, nie wspomina prośby,  jaka jest w okrzyku uczniów (Mateusz, Łukasz). Sprawozdaje natomiast pytanie, będące wyrzutem Nauczycielu, nic Cię nie obchodzi, że giniemy. Czy wobec autentycznego niebezpieczeństwa, rzeczywistego zagrożenia jest czas na wyrzuty?
 
Jezus u Marka mówi: Jeszcze nie macie wiary, czego BT nie oddaje. Spontanicznie traktujemy tę reakcję jako wyrzut – stwierdzenie braku zaufania do Jezusa. Myślimy wtedy o Nim jak dzieci, które ojciec strofuje, że niepotrzebnie się bały, bo i tak zdążyłby przyjść im z pomocą Nasza niedojrzałość nakłada się na niedojrzałość uczniów i już naprawdę nic  nie widać.
 
A jakby tak mniej na odruchach i emocjach a bardziej rzeczowo? Wypływając, mogli spytać, dlaczego Jezusowi tak się spieszy na drugi brzeg do krainy Gerazeńczyków, że każe im wypłynąć na noc, coż jest tak pilnego, że nie można poczekać do rana. Przecież nie wypływają w ciemność, by hartować swoją dzielność jak harcerze, nie biorą udziału w nocnych ćwiczeniach. Zwykle udajemy się w podróż w niekorzystnych warunkach, bo sprawa tego wymaga, pilna.
 
Gdyby nie byli tak spanikowani, skojarzyliby, że Jezus mówi w ciemność dokładnie tak samo i pewnie dokładnie tym tonem, którym przemówił do złego ducha w synagodze w Kafarnaum (Mk 1.25) włóż kaganiec! Gdyby wreszcie byli duchowo dojrzalsi, to zauważyliby, że po słowach Jezusa cisza nastaje najpierw w ich przestraszonych sercach. Cisza wielka – pokój. Dostrzegliby, że demon usiłujący wykorzystać ich strachliwość, by nie dopuścić do spotkania Jezusa i Legionu, został odpędzony.
 
A tak widzą tylko spokojne jezioro. Nie mają najmniejszych szans zrozumieć, że wicher zesłał Najwyższy, by na jego skrzydłach nieść łódź, w której jest Wysłannik słyszący wołanie udręczonego przez demony serca, Wysłannik Zbawiający.
 
Naprawdę jeszcze nie mają wiary, brak im duchowego doświadczenia z nią związanego. Są jak dzieci, które widzą zdarzenia, ale nie mają pojęcia o ich podszewce. Przez pryzmat swej niedojrzałości dostrzegają tylko to, co widzą oczy – uspokojone jezioro. Ciągle niewiele różnią się od tłumów, które zdumiewają się niezwykłością efektów czynów Jezusa, niezwykłością widoczną w materialnym konkrecie. Tylko w tym widzą związek Jezusa z Bogiem. I dobrze, i na tym etapie tak musi być. Źle byłoby dopiero wtedy, gdyby uznali, że tak patrząc widzą już wszystko, widzą najważniejsze.

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".