(Nie)dyskretny urok toalety

Wracając nocą z zajęć na Służewiu, zerknąłem w metrze na ekran z wiadomościami, umieszczony w wagonie. Prognoza pogody - niestety, robi się ciepło. Kursy walut - utwierdziłem się w przekonaniu, że do Anglii jechać nie należy.

A potem pojawiła się taka oto wiadomość: Pewien znany amerykański aktor od jakiegoś czasu musi płacić swej żonie pięć dolarów za każdym razem, kiedy nie opuści deski klozetowej.

"Mój Boże", pomyślałem, "Jakiż to musi być fascynujący temat konwersacji na spotkaniach towarzyskich! I jakiż ja jestem zacofany! Agatha Christie wspominała, że uczono ją, iż nie wypada, aby goście zobaczyli gospodarza wychodzącego z toalety – trzeba było czekać, aż z hallu przejdą do salonu. A teraz…"

Ale może żona aktora uzbierane pieniądze przeznacza na jakiś szczytny cel charytatywny? Kto wie.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.