Nihil novi sub sole liturgico

Na dworze śnieg i mróz. Śnieg miejscami niemal po kolana, mróz dochodził do minus siedemnastu stopni. Taka pogoda sprawia, że czuję się lepiej, i zupełnie nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy idiotycznie dziwią się, że o tej porze roku jest mróz i śnieg. Co w tym dziwnego? Normalna kolej rzeczy. Ale cóż, czasy teraz takie, że wszędzie oczekuje się tropikalnych plaż i lazurowych ciepłych mórz.

Śnieg i mróz kierują też moje myśli ku praojczystej Północy, ku zimnej Northumbrii, i ku czasom, które pseudo-oświeceni nazwali i nazywają Ciemnymi Wiekami. Widać prawdziwej ciemności nigdy nie widzieli, albo też oślepia ich światło. A szkoda, bo warto czasami sięgnąć w przeszłość dalszą niż sto lat.

Na dalekiej Północy, w wieku ósmym, Beda pisał do biskupa Yorku, Ecgberhta: Jakże zbawienne jest dla każdego chrześcijanina codzienne przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskiej! Zauważmy: Beda, mnich, pisze tu także o wiernych świeckich – kilka linijek dalej wymienia chłopców i dziewczęta, młodzieńców i panny, starców i staruszki, którzy bez żadnej przeszkody powinni komunikować przynajmniej w każdą niedzielę i święta apostołów i męczenników.

W swojej Historii opatów wspomina Beda niejakiego Wigharda, który w Rzymie miał przyjąć święcenia biskupie z rąk papieża. Wysłał go do Wiecznego Miasta Egbert, król Kentu, świadomy, że dzięki biskupowi, pochodzącemu z angielskiego rodu, znającemu język swoich wiernych, będą oni mogli głębiej wniknąć w kościelne nauczanie i w święte misteria, poznając je nie przez tłumacza, lecz przez człowieka z własnego swego narodu i języka. (Niestety, Wighard w Rzymie zachorował i zmarł, a do Anglii, jako arcybiskupa Canterbury, wysłano Teodora, mnicha z greckiej wspólnoty w Rzymie.)

I wreszcie, w tzw. Staroangielskim Martyrologium, z nieco późniejszego okresu, znaleźć możemy odniesienia do starych/starszych i nowych/nowszych sakramentarzy (czyli, można rzec, ówczesnych mszałów). Jak widać, współistnienie dwóch wersji tego samego rytu znano już przed wiekami.
 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.