Nikt ich nie szukał

„Tragedia powodzi. (...) oblatywałem helikopterem zalane tereny, wożono mnie wojskowymi pontonami do najbardziej zagrożonych powodzian, potem żebrałem i zbierałem za granicą... Prosiłem nawet o prosięta, cielaki i zboże na wysiew dla tych rolników, którzy wszystko utracili... (...). Skutki tego kataklizmu wciąż trwają. Przedwczoraj meldowało Radio (...), iż odsetek samobójstw na zalanych terenach podniósł się aż o 80 proc.!”.

 *
„To jest cholernie trudny kawałek chleba, straszna robota” – mówi juhas. Potoczne wyobrażenie o sielance pasterza wygrzewającego się na słońcu i leniwie pykającego fajkę w otoczeniu bieluśkich owieczek ma się nijak do realiów życia na hali. Pasterze zrywają się o świcie, po czwartej, by przez dwie godziny doić stado. Potem doją owce jeszcze raz, po południu. Doświadczają wielkiej samotności. A kiedy ich zapytać, co najbardziej zagraża stadu, odpowiadają: „Wilki! Pokazują się coraz częściej. Idą za owcami. W zeszłym roku w Łapszach wilk zabił siedem matek. Podkradł się o drugiej w nocy, rozbił stado na trzy części”. Przypominam sobie sędziwego górala z Łopusznej, który wyznał przed kamerą, że przeżył już w górach niejedno i nic nie jest mu straszne. Boi się tylko jednego – śmierci od wilczych kłów.
Znane motywy sztuki religijnej (jakże ulubione przez autorów kiczu religijnego): Dobry Pasterz niesie baranka na ramionach. Dobry Pasterz przytula jagniątko do piersi. Albo je głaszcze. Błogosławi. Dobry Pasterz wyplątuje zagubioną owcę z cierni.
I jeszcze jeden obraz, chyba najmniej popularny, a przypisywany zdaje się Breughlowi. Widać na nim w oddali rozproszone, zalęknione stado, a na pierwszym planie powalonego na ziemię pasterza, któremu wilk rzuca się do gardła.
 *
Rozproszyły się owce moje, bo nie miały pasterza, i stały się żerem wszelkiego dzikiego zwierza polnego. Rozproszyły się, błądzą moje owce po wszystkich górach i po wszelkim wysokim pagórku, i po całej krainie były owce moje rozproszone, a nikt się o nie nie pytał i nikt ich nie szukał. […] owce moje stały się łupem i owce moje służyły za żer wszelkiemu dzikiemu zwierzęciu polnemu, bo nie było pasterza” (dzisiejsze czytanie z Księgi Ezechiela).
 *
Całkiem przypadkowo wpadła mi w ręce gazeta z relacją z powodzi w 1997 roku, zawierająca fragmenty cytowanego wyżej listu. Jego autorem jest Alfons Nossol, wówczas ordynariusz opolski, który na wieść o wielkiej wodzie przerwał kurację w Niemczech (chorował poważnie na serce) i wrócił do swoich, by razem z nimi stawić czoło kataklizmowi.
Gdy oglądam wieczorem migawki spod Pałacu Prezydenckiego, przypomina mi się najpierw postać biskupa opolskiego, a potem słowa proroka: „nikt się o nie nie pytał i nikt ich nie szukał”.
 

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także