Nowe spojrzenia na Boga

Komentarz do liturgii uroczystości Objawienia Pańskiego

„Dzisiaj się Kościół złączył z Chrystusem, swoim Oblubieńcem, który go z grzechów obmył w Jordanie; biegną mędrcy z darami na królewskie gody, a woda przemieniona w wino cieszy biesiadników. Alleluja” (antyfona z jutrzni). Przez wieki świętowano w tym dniu tzw. tria miracula (trzy cuda), czyli pokłon Trzech Mędrców, Chrzest Jezusa w Jordanie oraz cud w Kanie Galilejskiej.

W każdym z tych wydarzeń objawiła się prawdziwa Światłość Wschodzącego Słońca. Ukazała się ona nie tylko w Betlejem, ale nad Jordanem oraz w Kanie. Jan mówi: „oglądaliśmy Jego chwałę”. Nawet jeśli chwała Chrystusa zajaśniała w tych cudach, a najpełniej objawiła się w Męce i Zmartwychwstaniu Jezusa, to przecież chce ona zajaśnieć także w każdym miejscu i w każdym sercu bez wyjątku. Jednak aby tak się stało, niekiedy potrzeba długiej drogi; z dalekich krain do Betlejem, z ciemności do przedziwnego światła, ze śmierci do życia. Trzej królowie również musieli przebyć długą drogę do celu, jakim było spotkanie z Mesjaszem; oddanie Mu pokłonu i ofiarowanie swoich darów.

„Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę” (Mt 2,11). W syryjskiej, apokryficznej Opowieści o magach mędrcy najpierw zdejmują diademy królewskie i składają je u stóp dziecięcia i dopiero wtedy oddają Mu pokłon oraz ofiarują dary. Dopiero przed Bogiem mogę naprawdę być tym, kim jestem. I taki mogę prawdziwie Go uwielbić: mogę upaść na twarz i oddać Mu pokłon. W opowiadaniu kilkakrotnie pojawia się czasownik proskynesin odpowiadający hebrajskiemu słowu, które oznacza „upaść na twarz przed objawiającym się Bogiem” [i tylko przed Nim] – Wj 24,1: „I rzekł [Pan] do Mojżesza: <Wstąp do Pana, ty oraz Aaron, Nadab i Abihu i siedemdziesięciu ze starszych Izraela i oddajcie pokłon z daleka>”

Mędrcy jako pierwsi z ludzi oddają Jezusowi boską cześć. Potem wracają tam, skąd przybyli. Co się w nich tak naprawdę wydarzyło? Czy zaszła w nich duchowa przemiana?

„Ustalmy to
Jedno: co nas wiodło przez całą tę drogę, 
Narodzenie czy śmierć? (…)
to zaś Narodzenie dla nas 
Było trudnym konaniem w goryczy, niby śmierć, nasza śmierć.
Powróciliśmy w nasze strony, do tych Królestw,
Lecz było nam tu już nieswojo, w starej wierze
Wśród obcych ludzi, trzymających się swoich bogów (…)” (T.S. Eliot, Podróż magów)

Przyjęcie Narodzenia-Objawienia – jeśli jest dogłębne i prawdziwe – prowadzi nieuchronnie do śmierci, czyli do przemiany duchowej. To, co stare musi umrzeć, aby mogło się narodzić to, co nowe. Stara wiara ustępuje miejsca nowej. Starzy bogowie odchodzą, aby mógł zajaśnieć Bóg Jedyny.

To święto chce mnie uczyć nowego spojrzenia na Boga, który się objawia. Jestem zaproszony do oglądania Jego chwały, to znaczy dostrzeżenia Jego obecności „tu i teraz”. Bóg chce ukazać się w moim życiu niezależnie od tego, jakie ono jest i co ja sam o nim myślę. Chrystus się wcielił, a to znaczy, że mogę odkrywać Jego obecność w każdym moim doświadczeniu. Tak zaczyna się kontemplacja, która jest wypatrywaniem Boga, odkrywaniem Jego chwały już teraz.

Radosław Broniek OP

 

Zobacz także