O „Mysterium fascinans” parafialnie.

Nie uczestniczyłem w żadnej z dotychczasowych trzech edycji tytułowych rekolekcji. A jednak okazało się, że mam coś o nich do opowiedzenia.

W moje parafii od kilkunastu lat istnieje tradycja pieszego pielgrzymowania w sobotę poprzedzającą święto narodzenia NMP do sanktuarium Matki Boskiej w Byszewie. Zwyczaj zrodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Bydgoszczy wśród osób zaangażowanych w ówczesną działalność solidarnościową. Po kilku latach niektóre z tych osób przeprowadziły się do mojej obecnej parafii i tak oprócz grupy bydgoskiej, powstała osielska. W drodze spotykają się po mniej więcej 17 kilometrach marszu. O ile ta pierwsza zachowała swój pierwotny charyzmat, nasza grupa parafialna zyskała swój własny, odmienny charakter, raczej młodzieżowy. Pewnie z tej racji uczestnictwo w pielgrzymce stało się obowiązkiem każdorazowego wikariusza. A także dla kleryków czwartego roku z bydgoskiego seminarium, jeśli któryś z nich akurat do nas trafi na praktykę duszpasterską. Tak też było w tym roku. W ubiegłą sobotę do Byszewa pielgrzymował kleryk Marcin. Ponieważ przez blisko 40 kilometrów jest czas nie tylko na modlitwę i katechezy uciąłem sobie z nim dość długą pogawędkę. Dość szybko rozmowa zeszła na tematy liturgiczne. Kiedy okazało się, że nam obu zależy na godnym jej sprawowaniu, mój rozmówca zaczął mi opowiadać w jak znakomitych rekolekcjach liturgicznych uczestniczył w zeszłym roku. Wyraził przy tym żal, że w tym roku praktyka w mojej parafii uniemożliwiła mu uczestnictwo w ich kolejnej edycji, która „dziś właśnie się odbywa”. Zapytałem więc czy przypadkiem nie ma na myśli „Mysterium fascinans”? Oczywiście miał!

Usłyszałem opinie o „znakomitym wykładzie Pawła Milcarka”, o zaintrygowaniu dawniejsza mszą, z którą zetknął się tam po raz pierwszy, o starannym przygotowywaniu liturgii, które marzyłoby mu się na poziomie parafialnym i do którego stara się, raz z większym a raz z mniejszym sukcesem, przekonywać proboszcza swojej rodzinnej parafii, o seminaryjnej scholi której jest członkiem i o tym, że chciałby z kolegami móc w niej śpiewać więcej chorału. I jeszcze mała dygresja o wspomnianym żalu. Był on połączony z nadzieją, że uwarunkowania życiowe głównego organizatora, czyli rozpoczęcie przez niego praktyk duszpasterskich, wymuszą w przyszłym roku korzystniejszy termin, co, jak czytam na blogu kl. Krzysztofa rzeczywiście się stało 😉

Dla mnie z tego naszego spotkania płynie kilka wniosków. Pierwszy jest to pocieszenie płynące z faktu, że światło powstające w wielkim tradycją i kulturą Krakowie dociera i na nasze skromne bydgoskie opłotki, że dla coraz większej ilości ludzi, także dla młodego duchowieństwa liturgia jest bardzo ważna. Drugi to kolejne potwierdzenie znaczenia Summorum Pontificum.  Nie oczekuję, że wszyscy od pierwszego uczestnictwa w mszy „trydenckiej” wpadną w nieustający zachwyt. Chodzi o to, że młodzi ludzie, tak jak kl. Marcin,  rozpoznają w tym część własnego dziedzictwa, które jest ważne także w myśleniu o codziennej, parafialnej liturgii. Trzeba też pamiętać o modlitwie, żeby ta gorliwość o Służbę Bożą nie zanikła, żeby ostała się, już po święceniach, podczas parafialnej pracy, gdzie proboszczowie albo jeszcze będą promować pseudo-soborowe nowinkarstwo, albo będą już całkiem zniechęceni.

I wreszcie – trzeba sobie kupić księgę z materiałami z ubiegłorocznych rekolekcji, żeby zapoznać się w całości z tak gorąco zarekomendowanym wykładem.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Piotr Chrzanowski

Z wykształcenia inżynier mechanik, od dłuższego czasu z zawodu dyrektor. Mieszka pod Bydgoszczą. Mąż z ponad dwudziestoletnim stażem i ojciec dwóch synów w wieku licealnym.