O biskupie co wody się nie bał

Ósmy dzień tygodnia trwa. Pan Bóg wszystko stwarza na nowo, codziennie i każdego dnia na nowo powołuje wszystko do istnienia. Przez ostatnie dwa dni odnowił nasze człowieczeństwo, odnowił nas jako mężczyznę i kobietę. Przywrócił nam obraz i podobieństwo swojego Syna, którego wskrzesił z martwych, abyśmy mogli na nowo ożyć. Teraz kiedy jesteśmy już zanurzeni w zmartwychwstaniu naszego brata Jezusa Chrystusa może uczynić z nas najdoskonalszy swój obraz, czyli wspólnotę miłości – Kościół. I dzisiaj w Ewangelii rozpoczyna to dzieło. Dziś na początku na nowo stwarza tych, którzy mają tej wspólnocie przewodzić. Dziś Ewangelia dla biskupów, kapłanów, diakonów, ale również dla wszystkich, którzy kogoś do Pana prowadzą, czyli dla wszystkich tak naprawdę.

I zaczyna się od tego, co zawsze, czyli od sytuacji, w której się najczęściej znajdujemy. Jak zawsze i jak we wszystkich czasach jesteśmy tam, gdzie nie trzeba i robimy to, czego robić nie trzeba. Bośmy znów poszli na ryby. I choć to dobre i pewnie z pobożności płynące zaangażowanie, to łowimy nie tam, nie to i nie wtedy. I na szczęście jak zawsze, kiedy nie bardzo wiemy co ze sobą zrobić, zjawia się Jezus. I zaczyna się nauka łowienia.

Pierwsze o czym pamiętać muszą wszyscy kościelni przewodnicy to fakt, że niekoniecznie oni jako pierwsi widzą Jezusa. Powtarza się historia z pierwszego dnia, kiedy Piotr i Jan biegli do grobu. Znowu młodszy i mniej doświadczony pierwszy widzi Pana, pierwszy Go rozpoznaje. I jest pokorą przełożonych zgodzić się na to, skorzystać z gorącego serca i płonących oczu, nie gasić ich, a rozbudzać i zachęcać. A potem rzucić się do wody. Piotr był tak zaaferowany tym nagłym spotkaniem, że potrafił rzucić wszystko, aby być u Niego pierwszy. I nie bał się ośmieszenia, nie bał się, że pomyślą, że zachowuje się niepoważnie. Nie bał się nawet rozsądku zostawić i wdział na siebie wierzchnią szatę, choć niewygodnie się w niej pływa, ale chciał godnie przed Zmartwychwstałym stanąć.

I tu kolejna niespodzianka. Jezus przygotował dla nich posiłek! To nie oni, nie ich zaradność i łowieckie umiejętności, ale sam Pan zastawia dla nich stół. Jak gospodarz. Bo Kościół to Jego dom, a nie nasza własność, w której można się panoszyć, jak się komu podoba. Bo nawet jak przynosimy coś od siebie, to od Niego to mamy, bo On powiedział gdzie sieci zarzucić. I prawdziwi przewodnicy wiedzą, że są tylko od przyprowadzania. I tak, jak ryb było sto pięćdziesiąt trzy, czyli jak pisze św. Hieronim była to liczba wszystkich gatunków ryb pływających w wodzie, tak do domu Chrystusa wszystkich trzeba przyprowadzać, bo sieć jest mocna i nie rozerwie się od takiej ilości. I nikogo nie wolno zostawić, bo to Pan pokazuje gdzie sieć zarzucać.

I ostatnia wreszcie rybacka nauka. Żaden z nich nie odważył się zadać Mu pytania, kim jest, choć wiedzieli, że to jest Pan. To jest pokora niewiedzy. To jest pokora przewodników, którzy się nie wymądrzają, ale którzy siedzą wpatrzeni w Pana, nie mając śmiałości nic powiedzieć. Bo słów brak.

Niech nam Zmartwychwstały da łaskę, abyśmy się takiego rybołówstwa kiedyś wreszcie nauczyli.

Adam Szustak OP

 

Zobacz także