O dniu zadusznym (2 listopada)

Kościół przypomina nam tajemnicę czyśćca i mobilizuje wszystkie swoje dzieci na ziemi do niesienia pomocy tym zmarłym braciom, którzy potrzebują od nas pomocy. Tak przeto liturgia dnia dzisiejszego jest uzupełnieniem i rozszerzeniem tajemnicy świętych obcowania.

Geneza dnia i jego treść

Martyrologium Rzymskim czytamy na ten dzień: „Dzisiaj wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Kościół, wspólna i kochająca Matka, oddawszy należną cześć wszystkim swoim dzieciom, radującym się już w niebie, stara się teraz gorącymi modłami do Chrystusa, swego Pana i Oblubieńca, przyjść z pomocą wszystkim jeszcze w czyśćcu cierpiącym, aby jak najrychlej mogli dojść do społeczności z błogosławionymi w radości wiekuistej”.

W tym jednym zdaniu mamy wytłumaczony cały sens dzisiejszego święta. Kościół przypomina nam tajemnicę czyśćca i mobilizuje wszystkie swoje dzieci na ziemi do niesienia pomocy tym zmarłym braciom, którzy potrzebują od nas pomocy. Tak przeto liturgia dnia dzisiejszego jest uzupełnieniem i rozszerzeniem tajemnicy świętych obcowania.

Anioł przynoszący ulgę duszom czyśćcowymUroczystość dzisiejszą zainicjował św. Odilon (zm. 1048), czwarty z kolei opat słynnego klasztoru benedyktynów z Cluny we Francji. Rychło ten szczęśliwy pomysł przejęły wszystkie klasztory, zależne od Cluny, potem wszystkie klasztory benedyktyńskie. W ślad za ich przykładem poszły inne zakony i diecezje, także w wieku XIII święto stało się zwyczajem powszechnego Kościoła na Zachodzie. Geneza przeto dnia obecnego jest wręcz przeciwna od dziejów historii uroczystości Wszystkich Świętych. Tam inicjatywa wyszła odgórnie, od zwierzchności Kościoła. Tu natomiast powstało dzięki prywatnej inicjatywie a potem powszechnemu zwyczajowi. Na dzień modłów za zmarłych św. Odilon wyznaczył dzień najbliższy po Wszystkich Świętych. Kościół ten zwyczaj usankcjonował przez ustanowienia święta, obowiązującego cały Kościół łaciński. Papież Benedykt XV w 1915 roku zezwolił, aby każdy kapłan tego dnia mógł odprawiać trzy Msze święte w intencji zmarłych.

Teologia czyśćca

1. Przez czyściec rozumiemy miejsce i stan. w którym dusze sprawiedliwych, które zeszły z tego świata w grzechach powszednich lub nie odbyły jeszcze na ziemi całej doczesnej kary, cierpią męki, dopóki sprawiedliwości Bożej nie oddadzą pełnego zadośćuczynienia. Jak więc widzimy, chodzi o dusze święte, które zmarły w łasce przyjaźni Bożej. Nie mogą jednak wejść do chwały, zanim sprawiedliwości Bożej nie uczynią zadość.

2. Prawdę o istnieniu czyśćca ogłosił Kościół katolicki jako dogmat na soborze w Lyonie w 1274 roku, a potwierdził ją i szczegółowo wyjaśnił na soborze trydenckim, odbywającym się w latach 1545–1563, na sesji XXV w osobnym dekrecie o czyśćcu. W tymże dekrecie sobór trydencki zaakcentował dwie prawdy: istnienie czyśćca jako pośmiertnej kary oraz to, że możemy duszom czyśćcowym dopomagać.

3. Na czym oparł Kościół swoją decyzję, gdy jako dogmat ogłosił prawdę o istnieniu czyśćca? Trzeba przyznać, że w Ewangeliach tej prawdy jasno wyrażonej nie ma. Za to mamy w Piśmie świętym inne miejsca, które nas na istnienie tej tajemnicy naprowadzają.

a) W Starym Testamencie czytamy następujące wydarzenie. Po bitwie pod miastem Adulla (dzisiaj Chirbet Id–el–Ma) znalazł Juda Machabeusz u wielu swoich zabitych żołnierzy posążki bożków zabrane z Jamnii. Dlatego Machabeusz nabrał przekonania, że śmierć spotkała ich jako kara za grzech bałwochwalstwa. Nie chciało mu się jednak w głowie pomieścić, aby mieli być na wieki potępieni ci, którzy przecież walczyli w obronie ojczyzny i wiary, a już i tak otrzymali zasłużoną karę, iż od miecza polegli. Co więc czyni Juda Machabeusz jako naczelny wódz narodu? „Mężny Juda upomniał lud, aby strzegli samych siebie i byli bez grzechu, mając przed oczyma to, co stało się na skutek grzechu tych. którzy zginęli. Uczyniwszy zaś składkę pomiędzy ludźmi posłał do Jerozolimy około dwu tysięcy srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda to była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu” (2 Mach 12,42–45).

Z powyższego opisu jasno wynika, że w II wieku przed Chrystusem Izraelici wierzyli, iż istnieje poza grobem miejsce, w którym przebywają dusze odbywające pokutę za grzechy. Co więcej, można tym duszom iść z pomocą, aby na końcu świata, przy powszechnym ciał zmartwychwstaniu, mogły być zaliczone do zbawionych. Autor solidaryzuje się z czynem Judy Machabeusza i pochwala go. Gdyby bowiem Juda nie wierzył w życie wieczne „to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym”.

b) Św. Paweł Apostoł ma tajemnicze zdanie w jednym ze swoich Listów. Pisze bowiem, że przyjście Chrystusa Pana okaże się w ogniu, przez który będą musieli przejść wszyscy ludzie, nawet sprawiedliwi (1 Kor 12,32). W tym wypadku jest zapewne mowa o ogniu, który na końcu świata spali ziemię, o którym także wspomina św. Piotr Apostoł (2 P 3,10–12). Niemniej niektórzy z pisarzy Kościoła upatrują w tym zdaniu aluzji do płomieni czyśćcowych.

c) Dogmat Kościoła katolickiego opiera się przede wszystkim na tradycji, na powszechnej i od początków chrześcijaństwa sięgającej praktyce odprawiania modłów za zmarłych. Już Tertulian (160 240) pisze: „W dzień rocznicy składamy za zmarłych ofiary”. Nie pisze, że składa się ofiary ku czci zmarłych, gdyż byłoby to uważane w pierwotnym Kościele za bałwochwalstwo, ale podaje, że „za zmarłych” składano ofiary. Było więc już wtedy przekonanie, że zmarli potrzebują od nas pomocy? Gdzie indziej przytacza tenże pisarz chrześcijański informację o pewnej niewieście, która modli się za swojego męża, prosząc dla niego o ochłodę.

W katakumbach na grobach chrześcijańskich spotykamy często napisy, gdzie w usta zmarłego lub jego rodziny kładzie się słowa prośby o modlitwę do w intencji tego. który odszedł z tej ziemi. Nie spotykamy natomiast podobnych napisów na grobach męczenników, co świadczy wyraźnie o przekonaniu wiernych z modłów naszych już nie potrzebują. Jeszcze jaśniej pisze o czyśćcu Św. Cyprian (ok. 210–258), biskup Kartaginy, żyjący w tym samym czasie co Tertulian: „Co innego jest być zatrzymanym, a co innego wejść do chwały; co innego jest być zesłanym do więzienia i nie wyjść z niego, aż nie będzie wypłacony ostatni pieniążek; a co innego natychmiast otrzymać nagrodę wiary i cnoty; co innego przez długi czas oczyszczać się w ogniu z grzechów swoich”. Po raz pierwszy napotykamy w tym tekście porównanie czyśćca do więzienia a piekła do kary skazania na śmierć. Św. Efrem (zm. 373) poleca w swoim testamencie, aby dnia trzydziestego od jego śmierci odbyło się nabożeństwo za niego, „bowiem ofiary złożone przez żywych pomagają zmarłym”. O istnieniu czyśćca piszą niemniej jasno św. Augustyn (zm. 430), św. Cezariusz z Arles (zm. 543) i św. Grzegorz Wielki (zm. 604). Przytaczamy tylko świadectwa pierwszych wieków.

Tajemnica czyśćcowych mąk

Kościół katolicki ostrzega swoich kapłanów, aby nie kładli nacisku na zmysłowe i cielesne wyobrażenia kary. Nie można sobie wyobrazić Pana Boga jako tyrana, który mści się na biednych duszach ludzkich i nawet najmniejszego przewinienia ludzkiego nie puści płazem. Byłby to wypaczony i wręcz bluźnierczy obraz Pana Boga. Czyściec jest wielkim darem i dobrodziejstwem ze strony niebieskiego Ojca. Gdyby bowiem nie było czyśćca, przygniatająca większość ludzi byłaby zapewne skazana na wieczne potępienie. Chrystus Pan bowiem napomina, że nic nieczystego nie wejdzie do Królestwa Bożego; że będziemy musieli zdać sprawę z każdego nawet słowa powiedzianego na próżno (Mt 12,36). W takiej sytuacji tylko wybrane jednostki miałyby nadzieję nieba. Ileż to bowiem wypowiadamy niepotrzebnych, a nawet grzesznych słów! Ileż uczuć, myśli i pożądań złych mamy każdego dna! Cóż dopiero, kiedy dodamy do tego jeszcze złe czyny, grzechy zaniedbania itp.

Czyściec jednak to nie jakiś nieludzki obóz koncentracyjny, gdzie dusze są udręczane nieznośnymi mękami. Najtrafniej może ze wszystkich pisarzy omawiających tajemnicę czyśćca ujęła problem św. Katarzyna Genueńska. Według jej zdana największą karą dla duszy czyśćcowej będzie jej tymczasowa rozłąka z Bogiem. Dusza dopiero po śmierci pozna, kim jest Pan Bóg, pozna Go jako pełnię miłości, piękna i świętości. Za wszelką cenę będzie chciała z Nim się połączyć. A jednak widzi, że nie jest jeszcze tego godna, że ma długi winy nieodpokutowane, że nie jest godna zasiąść ze świętymi w niebie. Sama więc będzie szukała miejsca, gdzie by się mogła oczyścić. Tvm właśnie miejscem jest czyściec. Ogniem zaś, który będzie ją palił i zadawał jej niezmierna katusze – będzie miłość, pragnąca nieprzeparcie połączyć z Bogiem a czująca, że jeszcze tego nie jest godna. Dusze czyśćcowe cierpią ogień, ale jest on zupełnie innej natury: ból rozłąki, żar pragnienia, aby się połączyć z podmiotem swojej najwyższej miłości. Dusze czyśćcowe równocześnie będą opływały w szczęście, że są miłowane, że Bóg je uważa za swoich przyjaciół i czeka na nie. Być może. że znają one także dzień swojego wybawienia, co im przysparza dodatkową radość. Nadto wiedzą, że bracia na ziemi oraz święci w niebie mogą ich wspomagać.

I tu jest wielki dowód Bożej łaskawości, bo On w nasze ręce złożył losy naszych zmarłych braci i dał nam tak wiele potężnych środków dla ratowania dusz czyśćcowych.


Przedruk za: Ks. Wincenty Zaleski OSB, Rok kościelny, t. 2, Warszawa 1993, s. 490-494.

 

O dniu zadusznym (2 listopada)

Zobacz także