O języku i antropocentryzmie (jak zwykle niesystematycznie)

Ostatnimi czasy, z powodów różnych, mam sporo do czynienia z antropologią kulturową, a przez to również z ewolucjonizmem. Chodzi przede wszystkim o antropologiczne koncepcje kultury, które rozumieją tę ostatnią jako szczególne i charakterystyczne dla człowieka narzędzie adaptacji.

Kiedyś wracając z zajęć, na których czytamy książkę jednego z wybitniejszych amerykańskich teoretyków rytuału, Roya Rappaporta, przyszło mi do głowy, że być może współczesny antropocentryzm, obecny również w teologii, ma gdzieś u swoich podstaw, widoczne na tle myślenia o człowieku jako o istocie, która wyewoluowała z form zwierzęcych rozpoznanie języka jako nie tylko narzędzia opisu rzeczywistości, ale również, a może przede wszystkim, jej tworzenia.

Rappaport pisze tak:  

"Jest rzeczą oczywistą, że język umożliwia tryb życia niepojęty dla istot niewerbalnych, i nawet ‚protojęzyk’ – forma komunikacji posługująca się ograniczonym zasobem słów, posiadająca symbole, lecz jedynie prostą lub szczątkową gramatykę – musiał człowiekowatym, wśród których się rozwinął, dawać znaczne korzyści. Dzięki protojęzykowi, być może po raz pierwszy w ewolucji świata komunikacja mogła nie tylko wyrwać się z ograniczeń tu i teraz i zdać sprawę z tego, co przeszłe i odległe, lecz ułatwiając podział pracy oraz umożliwiając dokładniejsze planowanie i koordynację mogła również zacząć w coraz większym stopniu porządkować przyszłość. Proces ten doprowadził do coraz większej skuteczności i wyjątkowej elastyczności, a także do osiągnięcia nowych wymiarów wzajemnego wsparcia i ochrony.

Można pójść o krok dalej i przekonująco założyć, że zwiększone zdolności porozumiewania się z jednej strony wskazują na zwiększone zdolności pojęciowe, a z drugiej strony ich wymagają. Ponadto wyłonienie się symbolu ową zdolność pojęciową nie tylko zwiększyło, lecz również przekształciło umożliwiając nowe formy nauki. Dzięki przekazowi symbolicznemu jednostki mogą się uczyć tak z opowieści innych, jak i z własnego bezpośredniego doświadczenia, zaś relacjonowanie tej nauki innym może ją przekształcić w wiedzę publiczną, która dzięki dalszemu przekazowi zostaje zachowana jako tradycja.

Bezpośrednie korzyści wypływające z posiadania takich umiejętności są oczywiste i w ich świetle uzasadnione jest przekonanie, że zdolność językowa, gdy zaczęła się rozwijać, byłą cechą silnie pożądaną i wzmacnianą: struktury anatomiczne, na których się opiera, mogły z ewolucyjnego punktu widzenia zostać wypracowane i przekształcone w niezwykle szybkim tempie. Protojęzyk i język mogły powstać w stosunkowo krótkim okresie. Do wczesnych czynników energicznie wzmacniających rozwój zdolności językowej musiały bez wątpienia należeć zwiększone umiejętności planowania, koordynacji, opowiadania o wydarzeniach przeszłych i odległych w czasie, kumulacji  i przekazywania wiedzy, uczenia się w nowy i kuteczniejszy sposób.

Znaczenie innych następstw języka, nieco mniej oczywistych, choć żadną miarą niejasnych, mogło na dłuższą metę okazać się równie istotne. Dzięki językowi dyskurs może nie tylko wyrwać się z ograniczeń tu i teraz, by odtworzyć konkretne wydarzenie z przeszłości lub przybliżyć się do przewidywalnej przyszłości. Może również w końcu zupełnie uwolnić się od konkretu. Można wręcz zasugerować, że wyjście poza konkret oraz wyłonienie się gramatyki miały na siebie wzajem sprawczy wpływ, choć tak czy inaczej, wyszedłszy poza to, co konkretne, i poza teraźniejszość, oraz otrzymawszy wsparcie gramatyki, dyskurs może ostatecznie poszukiwać światów równoległych do tego, co faktyczne, takich jak światy tego, co być może było, co powinno być, co mogłoby być, co nigdy nie będzie, co może być zawsze. Może wówczas zgłębiać obszary tego, co pożądane, moralne, właściwe, możliwe, przypadkowe, wyobrażone, ogólne, a także sfery ich przeciwieństw – tego, co niepożądane, niemoralne, niemożliwe. ‚Zgłębianie’ tych światów nie oznacza po prostu odkrywania tego, co w nich jest, lecz tworzenie tego, co w nich jest. Język nie umożliwia jedynie przekazywania tego, co wyobrażone, lecz rozbudowuje – ostatecznie do niebotycznych rozmiarów – to, co można sobie wyobrazić. U podłoża ogólnego ludzkiego sposobu dostosowywania się oraz konkretnych adaptacji wielu społeczeństw, na które nasz gatunek ciągle na nowo się dzieli, leży właśnie ów rozwój zdolności pojęciowej, jak również umiejętność przekazywania innym wytworów tej powiększonej zdolności – opisów, zrozumienia, abstrakcji, sądów" (R. A. Rappaport, Rytuał i religia w rozwoju ludzkości, tłum. A. Musiał, T. Sikora, A. Szyjewski, Kraków 2007, s. 21-24; podkr. – aut.).

Oczywiście istnieje możliwość, aby z takiego ujęcia rzeczywistości wydobyć skrajny językowy relatywizm i konstruktywizm. Nie jest to jednak jedyna możliwa interpretacja. Tym niemniej przesuwa ono punkt ciężkości w kierunku samego człowieka, jako dysponenta tego medium, jakim jest język. Nic nowego, z pewnością ktoś już ten mechanizm rozpracował, ale uderzyło mnie to, że w gruncie rzeczy gdyby chcieć odrzucić to ujęcie, trzeba by odrzucić w ogóle teorię ewolucji. Aporia być może nierozwiązywalna…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.