O liniach podziału czyli niechęć do określenia się

"Epizod, który przez 11 lat dawał mi wiele do myślenia i od którego chcę rozpocząć, wydarzył się pod koniec mojego pierwszego pobytu w Dominican House of Studies w Waszyngtonie. Pewnego popołudnia do mej celi gwałtownie zastukał i prawie wtargnął jeden z jego mieszkańców.

Pamiętając o klauzurze celi oraz o tym, że w kulturze anglosaskiej prawo do prywatności jest nader ściśle przestrzegane, zdziwiłem się, widząc w mym pokoju dość wzburzonego współbrata. Maciej, ty się musisz określić — powiedział zdenerwowany. — Przychodzisz często w habicie na adorację Najświętszego Sakramentu — jak konserwatyści, a na horkę przychodzisz bez habitu — jak liberałowie. Czasami wypowiadasz w modlitwie intencję za Ojca Świętego — tak jak konserwatyści, a czasami modlisz się za Biskupa Rzymu — jak liberałowie; odmawiasz różaniec jak konserwatyści, ale nigdy nie nosisz białych skarpetek, które oni noszą. Kim ty jesteś?”.

Ten fragment artykułu o. Macieja Zięby OP, który kiedyś przeczytałem we "W drodze" przypomniał mi się, kiedy ostatnio usłyszałem, że przez niektórych odbiorców, nastawionych, hm, "postępowo" (prosze to potraktować jako skrót myślowy), liturgia.pl jest postrzegana jako portal tradycjonalistyczny. Jak na ironię, w jednym z pierwszych numerów "Nova et Vetera" czyli bliuletynu Instytutu Summorum Pontificum znalazł się spis polskich portali tradycjonalistycznych ("Tradisieć"), w którym również liturgia.pl się znalazła. Co prawda była to prawdopodobnie pomyłka (na Forum Krzyz została wyrażona wątpliwość co mają "postępowi dominikanie" do "bycia tradi"), ale na czymś musiała się ona opierać.

Zbieżność tych dwóch ocen jest paradoksalna a jej implikacje niepokojące (choć nie zaskakujące). Oczywiste jest bowiem, że w oczach tych pierwszych "tradycjonalizm" liturgia.pl świadczy o tym, że coś jest z nią nie tak, natomiast tych drugich – wręcz odwrotnie. W obu przypadkach ujawnia się bardzo jaskrawo myślenie w kategoriach my-oni, z tym że w pierwszym przypadku w grę wchodzi separacja, zaś w drugim afiliacja. Jeden Kościół, nie ma co.

Czy powinniśmy się określić w podobny sposób, jakiego żądał od o. Macieja jego amerykański współbrat? Wleźć w utarte koleiny i schematy dzielące Kościół de facto na co najmniej dwie części (patrząc tylko po kwestii liturgii)? W wartościach, które chce za swoje przyjąć nasz Ośrodek jest również to, że  interesuje nas Kościół, a nie przynależność do któregokolwiek z ideologicznych nurtów. Oczywiście w obliczu jaskrawości i głębokości podziałów jest to ciągle balasowanie na cienkiej linie, albo stanie na dwóch łódkach mając po jednej nodze w każdej. Ale w moim odczuciu jest to droga sensowna.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.