O muzyce chrześcijańskiej – wywiad KAI z o. Andrzejem Bujnowskim OP

Żyjemy w czasach wolności, o Bogu może śpiewać każdy, również niechrześcijanin. Są nawet artyści obojętni religijnie, którzy śpiewają o Bogu, jest bowiem wśród ich odbiorców jakaś na to koniunktura.

KAI: Co to jest muzyka chrześcijańska?

Terminem tym dziennikarze określają szeroko pojętą współczesną muzykę rozrywkową, powstałą z inspiracji Biblią, chrześcijaństwem. Teksty lub forma muzyczna wykonywanych utworów są w niej poświęcone Bogu. O ile jednak znam trochę muzyków tego środowiska, wiem, że nie lubią tej nazwy, zdają sobie bowiem sprawę z tego, że współczesny świat chciałby ich w ten sposób „zaszufladkować” i zepchnąć na margines. W dzisiejszych mediach „chrześcijańskie” – znaczy – „gorsze”, stąd wielu ludzi dziś, niestety, traktuje tę muzykę jako zjawisko niszowe. Odbiera się jej w ten sposób siłę ewangelizacyjną, na jakiej zależy twórcom. Na szczęście, od dawien dawna wiadomo, że muzyka może być po prostu – dobra lub zła – i to powinno być głównym kryterium jej klasyfikowania. Moim zdaniem, zamiast o „muzyce chrześcijańskiej” warto mówić o „muzyce artystów-chrześcijan” lub o „scenie chrześcijańskiej”, brzmi to czytelniej i prościej.

KAI: Zatem nie każdy, kto śpiewa pozytywnie o Bogu jest muzykiem chrześcijańskim?

Żyjemy w czasach wolności, o Bogu może śpiewać każdy, również niechrześcijanin. Są nawet artyści obojętni religijnie, którzy śpiewają o Bogu, jest bowiem wśród ich odbiorców jakaś na to koniunktura. W ostatnich czasach wytworzyła ją na przykład spontanicznie postać Jana Pawła II. Gdy papież zmarł, wielu muzyków sięgnęło po jego teksty, wykorzystując szum medialny wokół jego osoby. Nie mnie oceniać ich szczerość, ale z pewnością wielu podparło się w swej muzyce jego autorytetem. Dla mnie najcenniejsi są ci, którzy śpiewali o Bogu od wielu lat, są w tym autentyczni, a często – bardzo profesjonalni. To właśnie oni tworzą prawdziwą scenę chrześcijańską. 

KAI: Scena chrześcijańska to polski fenomen, czy rozwija się ona także gdzie indziej?

Jest to fenomen ogólnoświatowy, ale najwięcej dzieje się na niej w Stanach Zjednoczonych. Tam w środowiskach murzyńskich ponad 100 lat temu zrodził się gospel, a dziś jego różne odmiany kształtują duchowo nowe pokolenia. Gospel jest wypadkową bardzo wielu gatunków muzyki, od muzyki religijnej i ludowej przywiezionej na Nowy Kontynent z Europy, przez blues, jazz, soul, rhythm`n`blues, funk, a ostatnio nawet hip-hop. Za Oceanem gra się go głównie w kościołach baptystów. W Polsce, w której od zawsze słucha się i przyswaja różne trendy, muzyka ta trafiła do Kościoła katolickiego, bo w naszej strefie geograficznej odgrywa on główną rolę. Żywe zainteresowanie gospelem trwa u nas od czasów powojennych, a w latach 70. promowała tę muzykę nawet radiowa Trójka. Muzycy na dobre zajęli się nią od czasu pojawienia się ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Charyzmatycy modlą się wspaniałymi pieśniami chwały, których źródła tkwią w muzyce gospel. Pieśni te są nowym elementem naszego repertuaru religijnego obok tradycyjnych i pięknych starych pieśni liturgicznych.

KAI: Jakie gatunki muzyczne dominują na scenie chrześcijańskiej?

Głównym z nich jest właśnie gospel i szeroko pojęta „czarna muzyka”. Z niej wywodzi się współczesny dobry pop. Drugi nurt, popularny głównie w Ameryce, to muzyka tkwiąca korzeniami w country. Trzecim jest, o dziwo, rock, który jeszcze nie tak dawno był głównym nurtem muzyki rozrywkowej. Oprócz nich na scenie chrześcijańskiej słyszy się dziś w zasadzie wszystko czego słucha młodzież – od poetyckich ballad, przez jazz i muzykę reggae, modny hip-hop, czy różne odmiany folku. Nie słyszałem chyba tylko religijnego techno, jest to gatunek zupełnie obcy duchowi chrześcijaństwa.

KAI: Co w muzyce chrześcijańskiej jest ważniejsze – muzyka, czy przekaz słowny? A może są to elementy równie istotne?

Niewątpliwie ważniejsze jest w niej słowo, bo dzięki niemu rozpoznajemy jednoznacznie intencje autora czy wykonawcy. Twórca piosenki, chrześcijanin, wie jednak, że, by dotarło ono do serca człowieka, trzeba „ubrać je we właściwe szaty”, znaleźć odpowiednią formę muzyczną. Najmocniejszy przekaz mają utwory, w których muzyka jest adekwatna do treści zawartej w słowach.

KAI: Narodzinom i rozwojowi muzyki chrześcijańskiej w Polsce towarzyszyło nawracanie się artystów wcześniej nie inspirujących się w swej twórczości wiarą w Boga. Czy to zjawisko miało wpływ na kształt całego nurtu?

Rzeczywiście, o potędze obecnej sceny chrześcijańskiej w Polsce decyduje fakt tworzenia jej w istotny sposób przez ludzi kojarzonych do niedawna z muzyką zupełnie „świecką”, z jazzem, bluesem, rockiem, punkiem, metalem, hardcor’em itd. Chodzi tu często o czołowe gwiazdy wymienionych nurtów. W ostatnich latach w ich życiu nastąpił znaczący zwrot. Wielu muzyków z obojętnych religijnie, a czasem nawet wrogich Kościołowi, zmieniło się, nierzadko na drodze trudnych przemian, w prawdziwie wierzących. Myślę, że nie można tu mówić o przypadku, to wyraźna ingerencja Ducha Świętego, który działa jak chce i kiedy chce. To On posługuje się muzykami w obecnych czasach intensywnego rozwoju nowych mediów, a zarazem nowych zjawisk w Kościele. Po Soborze Watykańskim II bardzo wzrosła w nim rola świeckich, którzy tworząc różne grupy modlitewne – charyzmatyczne, oazowe, neokatechumenalne itp. coraz bardziej świadomie włączają się w ewangelizację świata będącą przez wieki domeną hierarchii kościelnej. W obecnych czasach, gdy masową wyobraźnię społeczeństw kształtują media i prezentowana w nich muzyka, dla młodych ważnymi autorytetami duchowymi stali się jej wykonawcy – rockowcy, hip-hopowcy, rastamani itp. Dzięki ich nawróceniom Duch Święty może nadal opowiadać młodym w „interesujący sposób” o Chrystusie, może przyciągać do Niego. To niewątpliwie jedno z najniezwyklejszych zjawisk naszych czasów i jakiś wielki znak od Boga. Kościół jest nim sam zaskoczony i przygląda mu się z uwagą.

KAI: Jaka jest relacja muzyki chrześcijańskiej do muzyki liturgicznej wykonywanej w kościołach?

Ta pierwsza odgrywa podstawową rolę w ewangelizacji młodych, Grana jest głównie poza kościołami, wychodzi „na ulice” by przyprowadzać do Kościoła tych, którzy w ostatnich latach z niego odchodzą. Nie ma ambicji ani zadania kopiowania muzyki liturgicznej. Specyfiką tej drugiej jest duch chorału gregoriańskiego, którego piękno odkrywają młodzi zdecydowani na zadomowienie się w Kościele i na uczestnictwo w mszy świętej. Siłą chorału jest jego inność od tego czego słucha się w świecie, cechuje go ogromna czystość i tajemnica. Absolutnie nie warto i nie można mieszać chorału z muzyką pop czy rock w trakcie nabożeństw liturgicznych. Nie oszukujmy się, msza św. z muzyką rockową będzie odstraszała wiernych od uroczystości kościelnych. Mam wrażenie, że coraz więcej ludzi to rozumie, nie chcemy słuchać w trakcie modlitw w świątyniach tego, co każdego dnia serwują nam na okrągło media.

Ważne jest właściwe rozumienie tego pluralizmu. Oba wspomniane nurty wzajemnie się w naszych czasach dopełniają, oba są potrzebne. Miejscem prezentacji „muzyki chrześcijańskiej” są sale koncertowe, szkoły, puby, kluby, place miast, stadiony, więzienia itp. – przestrzeń jak najbardziej świecka, którą warto uświęcać. Z doświadczenia wiem, że na koncertach takiej muzyki u wielu młodych pojawia się refleksja na temat wiary, wielu nawraca się, wielu utwierdza w wierze. Efektem często jest zmiana życia, poszukiwanie ludzi przeżywających i myślących podobnie, odnalezienie się w jakiejś parafialnej wspólnocie.

KAI: Muzyka chrześcijańska to także letnie festiwale, strony internetowe jak np. magazyn RUaH, czy zaprzyjaźnione stacje radiowe. Jak udaje się promować tę twórczość w polskich mediach?

To bardzo obszerny temat. Muzyka artystów chrześcijan jest, jak myślę, wciąż za mało obecna w mediach. Brak jej nawet nieraz w radio katolickim, gdzie prezentuje się świecką muzykę pop, tę samą co w większości mediów. Muzykom chrześcijanom trudno się w takiej sytuacji przebić i zostać zauważonym. W związku z tym są wciąż słabo znani przez społeczeństwo i nieumiejętnie przez Kościół „zagospodarowani”.

KAI: 15 grudnia 2007 roku New Life Music, pierwszy zespół muzyki chrześcijańskiej w Polsce, obchodził 15-lecie istnienia. Jubileusz uświetnił specjalnym koncertem w Studiu TOYA w Łodzi. Jak działalność tej grupy wpłynęła na rozwój sceny chrześcijańskiej w naszym kraju?

Powiedzmy tak: już wcześniej istniały w Polsce próby tworzenia muzyki poświęconej Ewangelii przez profesjonalistów. Pamiętamy np. „Mszę bitową” Katarzyny Gaertner i zespołu Czerwono Czarni w latach 60., Festiwale „Sacrosongi” w latach 70, muzykę Grupy Mojego Brata, jednak dopiero New Life Music otworzył szeroko drzwi sceny chrześcijańskiej w Polsce. W 1992 roku zespół wydał płytę „Stoisz u naszych drzwi”. Piosenki na niej zawarte, znakomicie zagrane i nasycone duchem, także pełne energii koncerty zespołu spowodowały przełom w świadomości wielu muzyków w naszym kraju. Wielu pytało: Jak to? Można grać tak dobrą i zawodową muzykę i zarazem śpiewać o Bogu? NLM dało impuls zaistnieniu całej fali zespołów, które mocno zaangażowały się w promowanie wartości chrześcijańskich w środowiskach niereligijnych. Od tamtego czasu powstało setki znakomitych płyt, zorganizowano tysiące koncertów i kilkanaście wielkich festiwali tej muzyki w różnych miejscach Polski. Grupa New Life M zainicjowała ideę Rekolekcji Muzyków Chrześcijan „Strefa Chwały”, które gromadzą elitę tego środowiska od 16 już lat, zaangażowała się też w tworzenie warsztatów muzycznych dla młodych zdolnych muzyków ze środowisk charyzmatycznych. Wkład muzyków NLM w ewangelizację naszego kraju jest na tyle duży, że mógłby stać się tematem niejednej solidnej analizy socjologicznej. Muzycy grupy znani są jednak ze swej skromności i autentyzmu, dalecy są od gloryfikacji swego sukcesu, nieprzerwanie zaangażowani w granie na chwałę Pana.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także