O pewnym zdarzeniu

Na początku trzeba sobie szczerze powiedzieć o zderzeniu ideału z rzeczywistością. Ideałem jest cisza, skupienie, czas na modlitwę i przeżycie. Rzeczywistością jest w tym miejscu zmęczenie, pośpiech, stres i paraliżujące poczucie nieumiejętności przeżycia. Tak mniej więcej próbuję opisać sobie moje dotychczasowe doświadczenie Wielkiej Soboty.

Scenerią wspomnianego zderzenia jest liturgia godzin tego dnia. Jedyna liturgia, jaka nam pozostaje. Liczyć godziny i się nimi modlić. Godziny odliczają ci, którzy na coś czekają. Do wypełnienia oczekiwania służy mi więc 11 psalmów i cztery pieśni z obydwu Testamentów. Śpiewamy jeszcze fragmenty z księgi Lamentacji. Sporo treści do przeczytania i przyswojenia jak na dzień pełen ciszy.

Zaskakuje mnie to, że wiele z tych psalmów to błaganie Boga o wysłuchanie mojej modlitwy, żalu, krzyku, kwilenia i przepełnionego strachem wołania. Dużo tego jak na dzień wyciszenia i nabożnego skupienia. Zadaję sobie dla pewności to pytanie: czyja to modlitwa, krzyki i wołania? Moje? Chrystusa? Kościoła? Pewnie wszystkie odpowiedzi są poprawne. Można je wytłumaczyć. Myślę jednak o tych moich braciach i siostrach, którzy wchodzą do kościoła tylko, albo prawie tylko, w Wielką Sobotę. Popatrzeć na grób ze święconką w koszyczku. Może jeszcze do spowiedzi, po tej ostatniej rok lub więcej lat temu. To jest ich dzień. Wchodzą i wychodzą. W zgiełku, pośpiechu, w poczuciu spełnionej tradycji. A może z jeszcze silniejszym poczuciem nieumiejętności uwierzenia, pomodlenia się szczerze, zaufania Bogu i Kościołowi? Te psalmy to ich modlitwa, ich krzyk, kwilenie, wołanie, żal i tęsknota… „Codzienna modlitwa Ludu Bożego” – jak czytam na stronie tytułowej brewiarza.

Poruszają mnie jeszcze te słowa:

Zmęczone są me oczy od patrzenia w górę – czytam w pieśni z Izajasza na jutrzni. Niekoniecznie od patrzenia w górę, dopowiadam. Mogą być też zmęczone od ekranu komputera, potoku informacji przy drogach i chodnikach, wodzących wyobraźnię reklam w telewizji, mijanych codziennie w niezliczonej ilości ludzkich twarzy. Ale w brewiarzu mam napisane wyraźnie o „patrzeniu w górę”. Więc to modlitwa kogoś poniżonego, dosłownie: zdołowanego, zrównanego z gruntem. Dobry tekst na dzień złożenia do grobu. Dobry tekst dla zmęczonych i pogrzebanych za żywota. Dobry tekst na dzień poprzedzający z martwych wstanie.

A także ten werset:

Jestem w wielkim ucisku – z pierwszego psalmu na nieszporach. Uciska mnie stres i narastające przez cały dzień rzeczy do zrobienia: jeszcze przed „świętami”. Sam sobie zawiązuję na szyi tę pętlę przez odkładanie spraw na ostatni moment i łudzenie się, że kiedyś będzie na to wszystko czas. Czy jak powstawał ten psalm wieki temu ludzie też nie mieli na nic czasu? Czy to tylko nasza, moja przypadłość? Nie wiem. „Wielki ucisk” z wielkosobotniego psalmu to dobry tekst dla zestresowanych i rozgoryczonych swoim lenistwem i zmarnowanym czasem. Dobry tekst na wieczór zaczynający Wielką Noc. Jak w każdej nocy, tak i w tej: czas zostaje uspokojony.

Zderzenie takiego ideału i takiej rzeczywistości, o których była mowa na początku, jest więc nieuniknione i przewidziane w psalmach. W liturgii Wielkiej Soboty. To jest zatem dobry dzień na to, by już się na takie zderzenie nie obrażać. Ale następnym razem w psalmach znaleźć swoje życie czekające na zmartwychwstanie razem z Chrystusem.

 

Zobacz także