O problemie rzeczywistości jednorodnej (na kanwie Uroczystości Wcielenia)

Uczono mnie na studiach, że terminy sacrum i sacer mają dużo wspólnego z secare (ciąć, odcinać). Nie wiem jak to wygląda z filologicznego punktu widzenia, ale przyglądając się religiom starożytnym i wierzeniom społeczności tradycyjnych/plemiennych z ich systemami tabuizacji, identyfikacja świętości z czymś "odciętym", "wyodrębnionym" wręcz się narzuca.

Bodajże Mircea Eliade, w którejś ze swoich licznych prac (niestety nie pamiętam której, część lektur już blednie w mojej pamięci), rozważając czym różni się czas i przestrzeń profaniczna od czasu i przestrzeni sakralnej, ich odmienność widział w tym, iż te pierwsze są jednorodne (płaskie, zawsze takie same itd.), podczas gdy drugie nie. Narzędziem uniejednorodniania (przepraszam za neologizm) jest właśnie sakralizacja: wyodrębnienie czy wycięcie pewnych momentów (kairoi), okresów, miejsc itd. To jest też podstawa jednego z głównych zadań religii – wydaje mi się, że nikt się w tym wypadku nie oburzy na takie funkcjonalistyczne podejście – a mianowicie nadawania rzeczywistości sensu. Rzeczywistość jednorodna jest pozbawioną sensu czasoprzestrzenną magmą (może dobrą metaforą byłaby tu postępująca nicość z Niekończącej się opowieści Michaela Endego).

Myślenie o czasie i przestrzeni w kategoriach jednorodności jest dla nas chyba czymś normalnym. Wchodzi to bez wątpienia również w liturgię, czyli tam, gdzie teoretycznie nie ma prawa być, ponieważ rolą rytuału jest być medium sakralizacji. Wiem, że tradycjonaliści mogliby wymienić dużo więcej tego rodzaju rzeczy, ale dla mnie najbardziej dojmującym symptomem tego procesu na naszym podwórku jest rezygnacja z upadnięcia na kolana wobec Prawdy o Wcieleniu, a więc na słowa "za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem" w Credo. Tej decyzji reformatorów (?) ni w ząb nie rozumiem. Szczęśliwie jakiś czas temu zaobserwowałem, że niektórzy dominikanie robią wówczas mniej lub bardziej głęboki skłon, co z radością zaadaptowałem do mojej własnej pobożności. 

Można powiedzieć, że Wcielenie jest największą wyrwą w naturalnej po grzechu jednorodności świata, największą "czasoprzestrzenią" sacrum. A my przechodzimy (żeby nie powiedzieć: przelatujemy) nad nią do porządku dziennego jak nad każdą inną rzeczą. "Porządek dzienny" potrafi być zabójczy. Dla ducha na pewno. 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.