O ruchu liturgicznym – cz. 1

Początkowo to miał być tylko komentarz pod wpisem p. Marcina Morawskiego. Kiedy, już po napisaniu a przed zapisaniem, komputer nagle się zawiesił i tekst został stracony, a na pisanie od nowa nie miałem już sił i czasu, postanowiłem zrobić z tego osobny wpis na blogu.

To nie jest żaden wykład na temat ruchu liturgicznego. Cały czas chodzi mi o konkretne pytanie, które postawił p. Marcin: skąd i dlaczego się wziął ruch liturgiczny, skoro  liturgia znajdowała się podobno w stanie idealnym?

Mówiąc najogólniej i najprościej, ruch liturgiczny powstał jako reakcja na totalny rozziew między liturgią a pobożnością, a jego celem było zniwelowanie tego rozziewu. Kard. Joseph Ratzinger porównywał liturgię do zakrytego fresku, a o. Bernard Botte OSB (1893-1980) w pierwszym rozdziale swej książki „Le mouvement liturgique. Temoignage et souvenirs” (Ruch liturgiczny. Świadectwo i wspomnienia) barwnie i nie bez uszczypliwego humoru (choć bez złośliwości) opisał typową praktykę liturgiczną z przełomu XIX i XX w. Książka powstała w 1973 r.

Może parę kawałków z tego rozdziału (moje tłumaczenie z wydania włoskiego: Il movimento liturgico. Testimonianza e ricordi, Cantalupa 2009):

„Jaka była praktyka liturgiczna na początku XX wieku? (…) Dla mnie był to czas pierwszych lat college’u (…). Muszę natychmiast zaznaczyć, że nie należałem do tych dzieci-męczenników, dla których college był rodzajem więzienia, skąd wyniosły traumę na resztę swych dni. Zatem moja krytyka nie wynika z żadnych osobistych zranień. Bardzo lubiłem swój college i dobrze się w nim czułem. (…) Codziennie o ósmej rano była Msza w kaplicy dla studentów (…), odprawiana przez starego księdza, który był prawie niemową. Nawet z pierwszego rzędu słyszało się tylko jakieś mruczenie. Wstawało się na Ewangelię, ale nikt nawet nie myślał, by nam powiedzieć czym jest ta Ewangelia. Nie mieliśmy również pojęcia jakich świętych danego dnia wspomina się we Mszy albo za jakiego zmarłego odprawia się w czarnym kolorze. (…) Od czasu do czasu byliśmy wyrywani z naszej senności żeby odmówić dziesiątek różańca albo odśpiewać jakiś motet łaciński czy kantyk po francusku. Jedyny moment wspólnej modlitwy z kapłanem przypadał już po Mszy, kiedy kapłan klękał na stopniach ołtarza, żeby odmówić trzy Ave Maria, Salve Regina i inne modlitwy, przepisane przez Leona XIII. O przystępowaniu do Komunii podczas tych Mszy w ogóle nie było mowy. Zresztą w tamtym czasie w ogóle nie dostrzegało się związku między Mszą a Komunią.

W dwóch parafiach mego rodzinnego miasta nie było szczególnie lepiej. Były Msze śpiewane, ale one polegały na dialogu między księdzem a organistą, ludzie pozostawali milczący i bierni. Każdy mógł, według swego gustu, odmówić różaniec albo zanurzyć się w „Najpiękniejszych modlitwach św. Alfonsa Liguori” czy w „O naśladowaniu Chrystusa”. Gdy chodzi o Komunię, można było ją przyjąć przed Mszą, po Mszy albo w środku Mszy, ale nigdy w momencie przewidzianym przez liturgię. To była kwestia planu: Komunii udzielało się kwadrans po pełnej godzinie. Jeśli Msza rozpoczynała się o pełnej godzinie, po kwadransie wychodził drugi ksiądz z zakrystii, szedł do ołtarza, przerywał księdzu odprawiającemu Mszę, aby wyjąć puszkę z tabernakulum. Celebrans kontynuował Mszę do czasu aż ksiądz przerywał mu po raz drugi, aby po udzieleniu Komunii umieścić puszkę z powrotem w tabernakulum. Dziekan Lalieu z Ville-Haute di Charleroi, doktor teologii i autor książki o Mszy, zapytany przez jedną z moich sióstr o najlepszy czas przyjmowania Komunii, poradził jej, aby przyjmowała Komunię przed Mszą, a samą Mszę traktowała jako dziękczynienie po Komunii” (s. 19-21).

Dalej Botte pisze o ówczesnej formacji seminaryjnej. Formacja liturgiczna polegała na nauczeniu wiernego przestrzegania rubryk, co było oczywiście ze wszech miar słuszne, natomiast nikt nie tłumaczył kandydatom do kapłaństwa ani sensu wykonywanych obrzędów ani nie wskazywał na treść i bogactwo liturgicznych modlitw. W efekcie normą było mechaniczne i jak najszybsze odczytywanie modlitw, w których treść w ogóle się nie wnikało. Osobna kwestia to formacja biblijna. Najogólniej mówiąc, Biblia była traktowana jak czcigodny zabytek, którego bezpieczniej nie dotykać. I uwaga o. Botte’a na temat kaznodziejstwa: „Ubóstwo nauczania seminaryjnego źle przygotowywało kleryków do posługi słowa. Ani kursy teologii, ani Biblii, ani liturgii nie dawały im materii do kazań. Dlatego nie mieli nic do powiedzenia, z wyjątkiem moralizujących pouczeń, którymi sami zostali napełnieni. Głosili kazania z obowiązku, bo tak trzeba, tak jak z obowiązku przestrzegali rubryk. Pamiętam szczere wyznanie pewnego starego jezuity, którego zawsze bardzo ceniłem: ‘Głoszenie kazań jest nudne. Ciągle się powtarza to samo i to zanudza wszystkich’. Sami księża nie wierzyli już w sens tych kazań. (…) Mogliby przez swoje przepowiadanie przybliżać ludziom choćby część bogactw zawartych w lekturach biblijnych i modlitwach liturgicznych, ale oni sami tych bogactw nie znali” (s. 26-27). Wreszcie konkluzja całego rozdziału: „I właśnie jako reakcja na tę sytuację narodził się ruch liturgiczny” (s. 28).

W dalszej części książka belgijskiego benedyktyna dostarcza ciekawego materiału do przemyśleń na temat blasków i cieni samego ruchu liturgicznego, ale w tym momencie chodzi tylko o kontekst narodzin tegoż ruchu. Powrócę do pytania p. Marcina, bo zawiera ono w sobie pewną dwuznaczność, na którą zwrócił już uwagę Tomasz Dekert. Po co ruch liturgiczny, skoro liturgia była w stanie doskonałym? Ruch liturgiczny narodził się, ponieważ w stanie katastrofalnym znajdowała się pobożność liturgiczna. Jeśli natomiast chodzi o stosunek ruchu liturgicznego do kształtu liturgii, tak jak był on skodyfikowany w księgach liturgicznych  – ha! to już oddzielna kwestia. I o tym nieco w następnym wpisie.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....