O świętości dzisiaj – nauka płynąca z życia św. Dominika

Święty Dominik...Przyglądając się świętym i traktując ich jako wzorce, łatwo popaść w kompleksy. Z jednej strony, Kościół wzywa nas do ich naśladowania, z drugiej – sami czujemy, że chcielibyśmy coś mieć z ich ducha, ale – niestety – z trzeciej strony, widzimy, że to co osiągnęli, jest poza naszym zasięgiem… Szacunek i podziw dla świętych miesza się czasem ze zniechęceniem i poczuciem winy.

Fra Angelico, Święty Dominik adorujący krzyżAby uniknąć tych trudnych, oddalających nas od świętych emocji, dobrze jest zdać sobie sprawę, że oni po prostu byli sobą. Nie realizowali narysowanego przez kogoś planu, a szli za tym, co pomagało im coraz bardziej doświadczać pełni siebie. To co dla nich wspólne, to odkrycie, że człowiek jest tym bardziej sobą, im bardziej kocha – to znaczy stara się podejść jak najbliżej Boga i ludzi. Są dla nas wzorcami przede wszystkim właśnie w tym – w odwadze odkrywania swojej własnej drogi i w determinacji w podążaniu nią. Najlepiej i najowocniej będziemy ich naśladować, szukając własnej pełni, a nie próbując kopiować ich życie.

Współcześni dominikanie żyją w sposób bardzo odległy od tego, jak żył św. Dominik. Czy oznacza to wyłącznie brak wierności charyzmatowi założyciela i zdradę pierwotnych ideałów? Nie sądzę. XIII wiek bardzo różnił się od XXI. Ludzie żyli wówczas zupełnie inaczej – inna była ich mentalność. Inaczej była rozumiana rola księdza, zakonnika, kaznodziei… Sądzę, że bycie dominikaninem było wówczas o wiele łatwiejsze. Przede wszystkim z tego powodu, iż ludzie, do których Dominik i jego bracia wówczas szli, byli na wskroś religijni. Może pogubieni, może zabobonni, może niedouczeni, ale ich świat był światem religijnym. O tym, że dziś jest inaczej, nikogo chyba nie trzeba przekonywać. Nie sądzę więc, by ślepe naśladowanie Ojca Dominika było dzisiaj czymś właściwym. Co natomiast możemy od niego wziąć? Co jest w jego świętości, w jego osobistym charyzmacie ciągle i zawsze aktualne?

Cechą, która mnie w św. Dominiku najbardziej uderza i pociąga, jest elastyczność. Dominik nie trzymał się starych, uświęconych tradycją, schematów. Nie bał się robić rzeczy, które współczesnym wydawały się gorszące czy niemal szalone. Takim właśnie szalonym pomysłem było przecież założenie zakonu, którego członkowie żyjąc w całkowitym ubóstwie, zajmowaliby się wyłącznie głoszeniem Ewangelii.

Dominik odkrył, że właśnie taka jego forma jest potrzebna współczesnemu światu i Kościołowi. Nie oglądał się na to, co było – patrzył na otaczający go świat, na ludzi, do których czuł się posłany i szukał odpowiedzi na pytanie: jak do nich najlepiej dotrzeć? Sądzę, że w tej elastyczności, łamaniu „świętych” schematów możemy go zawsze naśladować – niezależnie od tego, jak wygląda świat, w którym żyjemy i niezależnie od tego, jaką w życiu obraliśmy drogę.

 

Zobacz także