O symbolach i śmierci

Przeczytałem niedawno książkę fantasy, w której jednym z głównych bohaterów był dotknięty szczególną przypadłością mag. W czasie prób, jakie musiał przejść chcąc zyskać miano pełnoprawnego czarodzieja wyszła na jaw jego bezwzględność, brak współczucia i potworna ambicja. Przeprowadzający próbę postanowili przekląć jego wzrok. W wyniku klątwy jego źrenice przybrały kształt klepsydr i tak przemienionym wzrokiem widział wszystko tak, jak gdyby nieuchronny proces starzenia się i rozkładu zachodził w zwielokrotnionym tempie. Na cokolwiek czy kogokolwiek patrzył - widział jak rozpada się i umiera. Miało go to nauczyć współczucia.

Skojarzenie z tą postacią przyszło mi do głowy, kiedy próbowałem analizować własne myśli i odczucia w związku z katastrofą pod Smoleńskiem. Mi też włącza się czasami rodzaj takiego wzroku, zwykle w sytuacji kiedy spotykam się z wzmożoną aktywnością symbolotwórczą i hipertrofią sensu. A z czymś takim mamy od dwóch tygodni do czynienia. Oczywiście dekonstrukcja tego rodzaju symboli jest bardzo prostą operacją umysłową. Ja jednak nie robię jej celowo, to jest jak wbudowany mechanizm. Nie widzę symbolu niezależnie od tego czy mowa o Janie Pawle II czy o Lechu Kaczyńskim, delegacji katyńskiej czy o kimkolwiek innym. Widzę zwykłego człowieka, który umarł. Cały (nad)sens, do tworzenia którego nasze umysły mają wrodzone chyba tendencje (choćby przez zwykłe procesy asocjacyjne, które przecież nie łączą tylko danych rozumowych, ale też zmysłowe, emocjonalne itd.) ulega w moich oczach rozpadowi. Zostaje człowiek w tej swojej wartości i sensie, który zamknęła śmierć. 

Jakiś tydzień temu przeczytałem w necie tekst, w którym ktoś kiwał głową nad niedostatkami współczesnego duszpasterstwa. Było to związane m.in. z tym, że na jakiejś mszy młodzieżowej nie było słowa o Ojczyźnie, za to modlono się za ofiary trzęsienia ziemi w Chinach. Jakkolwiek rozumiem i podzielam potrzebę mówienia w tym czasie o Ojczyźnie (albo raczej modlenia się za Nią), to, mówiąc dosadnie, nie widzę dlaczego śmierć tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem miałaby być na jakimkolwiek obiektywnym planie ważniejsza czy inna od śmierci jakichkolwiek innych ludzi  w każdej niemal kolejnej sekundzie istnienia naszego świata umierających, ginących masowo i pojedynczo w katastrofach czy kataklizmach, zabijanych w łonach matek, popełniających samobójstwo, niszczonych przez choroby, głód, czyjąś nienawiść.

Rozumiem wszystkie partykularne powody, dla których poszczególni ludzie, czy ich grupy widzą te kilkadziesiąt śmierci jako ważnych (i przed częścią tych powodów – jak ból bliskich – pochylam bardzo nisko głowę), ale poza tym jakże ograniczonym i wewnętrznie niejednorodnym kontekstem są to śmierci identyczne z wszystkimi innymi. Nie mają żadnego innego znaczenia. Tylko tyle. Aż tyle.

Aż tyle, bo każda śmierć jest momentem, kiedy człowiek w pełni staje się sobą, zamkniętą całością zawierającą całą przeszłość zamkniętą w teraźniejszości. Całością niepowtarzalną (nawet jeśli ta przeszłość zamyka się w kilku miesiącach spędzonych pod sercem matki), nie zaś symbolem, pojemnikiem na kolektywne emocje i sensy. I osąd tej całości, jej ostateczna ewaluacja jest sprawą Bożego sądu, nie zaś naszej symbolopoei, która z jednej strony reifikuje zmarłego, a z drugiej, tam, gdzie prawdziwa religia obumiera, ma tendencje do stawania się eidolopoeią.

Pochwalony bądź, o Panie, przez naszą siostrę śmierć cielesną, której żaden żywy człowiek ujść nie może…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.