O upadku Liturgii Godzin i marzeniach sennych…

Jakiś czas temu zebrało mi się i na przemyślenia w tej materii.  Myślałem, myślałem, aż zasnąłem....

 

Jakiś czas temu zebrało mi się i na przemyślenia w tej materii.  Myślałem, myślałem, aż zasnąłem….

 

….W Polsce w wielu parafiach do prawdziwej rzadkości należy zwyczaj publicznego celebrowania Liturgii Godzin – chociażby nieszporów niedzielnych. Rzadko gdzie celebrowane są nawet tak wyjątkowe, a zarazem istotne godziny liturgiczne oficjów dni Triduum Paschalnego, jak „ciemna” jutrznia czy nieszpory chrzcielne. Często, jeśli nawet są celebrowane, to na sposób „ludowy”. Co bardzo dla mnie niepokojące – brakuje zwyczaju stałego wspólnotowego celebrowania Liturgii Godzin również wśród duchowieństwa, szczególnie diecezjalnego. Tymczasem Ogólne Wprowadzenie do Liturgii Godzin (OWLG) w numerze 9. silnie wskazuje, na znaczenie modlitwy wspólnotowej: Bez wątpienia modlitwa w odosobnieniu i przy drzwiach zamkniętych jest zawsze konieczna i zalecana, bo jest modlitwą członka Kościoła przez Chrystusa i w Duchu Świętym. Jednakże modlitwa wspólnoty ma szczególną wartość, bo przecież Chrystus powiedział: "Gdzie dwaj lub trzej zebrani są w imię moje, tam jestem pośród nich" (Mt 18, 20). Liturgia Godzin z natury swojej jest modlitwą wspólnotową. Niestety, w praktyce codziennej stała się całkowicie modlitwą indywidualną. Wykonywana w formie śpiewanej, prawidłowo i liturgicznie w realiach duszpasterstw parafialnych właściwie nie istnieje. Nie podejmuje się też dających się zauważyć (z mojego – zwykłego laika punktu widzenia) prób zmiany tego stanu rzeczy.

Podczas różnych spotkań kapłanów mojej i sąsiednich diecezji czy też poszczególnych dekanatów, zwyczajowo celebruje się mszę święta koncelebrowaną (wyjątkiem są tu chyba spotkania relatorów synodalnych). W wielu przypadkach – szczególnie przy spotkaniach lokalnych – prowadzi ona do tego, że bez duszpasterskiego powodu prezbiterzy binują, trynują czy nawet kwadrynują – mają bowiem ponadto msze, które muszą celebrować pro populo w parafii. Czy niekiedy nie byłoby lepiej zastąpić tę koncelebrację wspólnotową modlitwą Liturgią Godzin – na sposób uroczysty, pod przewodnictwem jednego z kapłanów? A może skoro już się msze celebruje, warto byłoby ją połączyć z jutrznią lub nieszporami?

Oczywiście uważam, że bardzo dobrze by było, gdyby przykład szedł z góry. Szczególnie moim zdaniem było by wskazane, aby zgodnie z wielowiekową tradycją modlitwę Liturgią Godzin praktykowali kanonicy kapituł katedralnych, konkatedralnych, kolegiackich itp. Pięknym przykładem było by celebrowanie chociażby raz w miesiącu pod przewodnictwem jednego z biskupów lub członków takiej kapituły I nieszporów niedzieli, z udziałem, w strojach chórowych, tychże członków kapituły (którym inne obowiązki naturalnie w tym nie przeszkadzają), z udziałem duchowieństwa okolicznych parafii, może alumnów seminarium, członków zgromadzeń, oraz przede wszystkim zachęconych przez odpowiednie ogłoszenia wiernych danych okolic.

Istotne, by było to trwale i systematycznie realizowane.
Chyba dobrze byłoby, gdyby co tydzień podobne nabożeństwa celebrowano w kościołach farnych (siedzibach dziekanów). Można  by było organizować I nieszpory z udziałem duchownych danego dekanatu (np. o 16:00) i zapraszać wiernych z całego okręgu.

Niewątpliwie wielki wymiar miałby wtedy przykład modlitwy wspólnotowej duchownych. Poza  licznymi duchowymi łaskami, jakie niosłyby ze sobą te praktyki modlitewne, wychowywały by one wiernych do tego, by w przyszłości w każdej parafii można było w liturgiczny sposób celebrować Liturgię Godzin. Co więcej, organiści, ministranci i wszyscy zaangażowani w życie duszpasterskie w parafii mieliby okazję zobaczyć, jak prawidłowo celebruje się Liturgię Godzin w sposób liturgiczny. Wśród duchownych zdarzają się nierzadko i tacy, który od czasów seminaryjnych nie uczestniczyli w tak sprawowanej liturgii, bądź brali w niej udział sporadycznie i mieliby obecnie prawdziwy problem z prawidłowym jej sprawowaniem. Myślę w końcu, że takie praktyki umacniałyby znajomości i więzi również pomiędzy samymi kapłanami oraz rozwijały ich pobożność, co zawsze jest przecież nie do przecenienia….
 

Eh, no ale w końcu przyszłop przebudzenie. Marzenia sobie, a życie sobie… Przecież za to nie ma iura stole.. No tak ;-( Jak mogłem o tym zapomnieć… ! Niestety. Może jednak czyta to jeden czy inny prezbiter, który kiedyś z Bożej łaski w takiej kapituje zasiądzie, zostanie może biskupem…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Łukasz Wolański

Łukasz Wolański na Liturgia.pl

Chemik-biotechnolog. Pasjonat teologii, liturgista-praktyk. Czas dzieli między Legnicę i Wrocław. Szczęśliwie żonaty.