O wierze prawdziwej, chociaż zabobonnej

Mówiła bowiem: „Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa".

A wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w [swym] ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął”. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości”. (Mk 5. 24 – 34)

Myślę, że rację ma kard. Newman piszący w „Kazaniach uniwersyteckich”: „Kobieta, która cierpiała na upływ krwi, i która sądziła, że zostanie wyleczona dzięki sekretnemu dotknięciu się szat naszego Pana, być może bardziej zasługiwałaby na miano zabobonnej niż barbarzyńcy z Malty. [Chodzi o (Dz 28. 1 – 6) – M.G.]… Uważała bowiem, że skraj Jego płaszcza jest pierwotnym źródłem cudownej mocy, i w ten sposób stanęła niemalże  na pozycji tych, którzy oddają cześć bałwochwalczą stworzeniom.” (str. 228 – 229) 

Któż z nas nie spotkał w swoim życiu ludzi tego pokroju? Cierpią, najczęściej nieuleczalnie i ciągle poszukują uzdrowicieli, cudownych lekarzy, leków. Ufni, ale łatwowierni stają się łupem oszustów, lekarzy wydrwigroszów, szarlatanów. Skorzy do dawania wiary aż po zabobon.
 
Wiara tej kobiety w odniesieniu do Jezusa ma znamiona wiary w cudowną moc pewnych przedmiotów. Uzdrawia dotyk rzeczy cudownej, a Jezus jest źródłem wielorakiej cudowności. Cudowny jest Jego płaszcz, frędzle szaty. Czyż nie przed takim rozgrywaniem wiary ostrzega się dzisiaj w chrześcijaństwie? Nie wierzyć zabobonom, uważać na swoją wiarę w sferze tego, co niezwykłe, cudowne, sensacyjne. Ilu chrześcijan podobnie jak ta schorowana kobieta nic sobie z tych ostrzeżeń i nawoływań nie robi.
 
I ta zabobonna, chora kobieta zostaje uzdrowiona, a jej wiara pochwalona. A przecież ona tylko miała szczęście, że zamiast Kaszpirowskiego, Harry’ego, tego, „kogo ręce leczą”, czy jeszcze innego uzdrowiciela spotkała Jezusa.
 
W cóż to i komuż to ludzie w biegu swoich dziejów nie wierzyli! Wierzyli wiarą zabobonną, magiczną, bałwochwalczą, wiarą w ideologię, w tysiące konfabulacji religijnych, wierzyli swoim wodzom, królom, kapłanom. Wiara tej kobiety należy do tego mnóstwa wiar, jest aktem tego samego rodzaju. Od nich wszystkich odróżnia ją tylko przedmiot jej wiary – Jezus Chrystus. „Przedmiot”, na który natrafiła przypadkowo.
 
Wiara, która ją sprowadziła do Jezusa, jest wiarą zabobonną, maksymalnie interesowną, jest wiarą marną, a przecież o tej wierze Jezus powie, że uratowała ona tę kobietę.
 
Lubię w perspektywie tego zdarzenia myśleć o zabobonnych kobietach spotykanych w dzieciństwie pojących swoje chore dzieci wodą, którą ktoś przywiózł z Lourdes, o ludziach noszących przy sobie święte obrazki, „bo chronią”, ludziach wierzących w Pana Jezusa i Najświętszą Panienkę, że pomogą, ochronią, bo przecież są.
 
I to jest tajemnica pierwsza tego spotkania Jezusa i kobiety cierpiącej na upływ krwi. W całej mizerii i pobłądzeniu ludzkich wiar jedna okazuje się prawdziwa, gdyż jest wiarą w Niego. Tajemnicą drugą jest tajemnica dotknięcia Jezusa – Jego wrażliwość na dotyk. Dotyka tłum, dotykają inni podobnie interesowni, dotyka ta kobieta. Charakter dotknięcia człowieka przez człowieka ustala bliskość i oddalenie w ludzkim świecie. Ma moc stworzyć intymność, ale umie też boleć – dystansuje. Dotyk drapieżny, zachłanny, pełen czci… – mowa ludzkich rąk, która mówi o człowieku więcej niż mowa jego ust. Tajemnicą trzecią jest to „córko”. Z jednej strony kwestia zwyczaju językowego, jaki był, z drugiej precyzja nazywania ludzi przez Jezusa. Nie gwałci języka swoich czasów i miejsca nadmiarem semantycznej innowacji, ale nie używa go też martwo, a więc ostatecznie nieprawdziwie. Co to słowo tu znaczy, co wyraża? Mówi coś o relacji pomiędzy tą kobietą i Jezusem, która powstała na bazie jej zabobonnej wiary. Ale co?


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".