Oczyszczanie Pisma zamiast oczyszczania serca

W drugim wieku niejaki Marcjon starał się oczyścić naukę chrześcijańską z niepotrzebnych, jego zdaniem, dodatków, mających swe źródło w Starym Testamencie. Ewangeliści bowiem, nauczał, połączyli prawdziwy przekaz Jezusa, dobrego zbawcy, z okrutnymi obrazami starotestamentalnego złego demiurga, czyli Jahwe.

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach znalazłoby się miejsce dla anty-Marcjona. Ileż to mamy w Ewangelii niepotrzebnych dodatków! Skalpel w dłoń i tnijmy żywe Słowo Boga!

Weźmy np. J 3:17: Bóg bowiem [nie] posłał swego Syna na świat po to, aby osądził świat, [ale po to, aby świat zbawił]. Wyciąć trzeba pierwsze [nie] i cały fragment od [ale]. Taka wersja jest przecież bardziej prawdopodobna.

Albo Mt 9:13: Zrozumiejcie, co znaczy: Chcę [miłosierdzia, a nie] ofiary; [nie] przyszedłem bowiem, aby wezwać sprawiedliwych, [lecz grzeszników]. Wycinamy [miłosierdzia, a nie], dalej drugie [nie] i [lecz grzeszników]. Jesteśmy wszak sprawiedliwi, do nas przyszedł Pan.

Czy chociażby Mt 7:1-5 – wyciąć cały fragment, zostanie nam piękne zdanie nie dawajcie psom tego, co święte,  i nie  rzucajcie pereł przed prosiaki. Od razu poczujemy się lepiej, bo przecież tego właśnie nie robimy, więc spełniamy nakaz samego Pana. A wezwanie, by nie sądzić innych, belki i drzazgi – kto by się przejmował…

A Mt 13:28-30? Przypowieść o kąkolu w pszenicy. Mówią mu niewolnicy: Czy chcesz, abyśmy poszli i zebrali kąkol? On zaś rzecze: [Nie, bo wyrywając kąkol, wyrwalibyście wraz z nim pszenicę. Pozwólcie obu rosnąć aż do żniwa, a w czasie żniwa powiem żeńcom:] Zbierzcie najpierw kąkol i powiążcie w pęczki, aby je spalić, pszenicę zaś zbierzcie do mojego spichlerza. Musimy wyciąć od [nie] aż do [żeńcom]. Po co czekać aż do żniw?

Jeszcze Łk 18:9-14: przypowieść o faryzeuszu i poborcy podatkowym (czyli, w polskim przekładzie, celniku). Ostatni werset mówi, że to celnik odszedł do domu usprawiedliwiony, nie faryzeusz. Wyciąć to! Jeszcze sobie ktoś pomyśli, że w bólu i żalu uniżając się przed Bogiem, uznając własną grzeszność, można uzyskać przebaczenie! Nie, powinnością człowieka jest stać przed Bogiem i wyliczać swoje dobre uczynki, jednocześnie opowiadając Mu o grzechach innych.

Uprzedzając prawdopodobną krytykę powiem, że nie zamierzam wycinać z Ewangelii fragmentów, które mówią o sądzie, o potępieniu, płaczu i zgrzytaniu zębów, nieugaszonym ogniu… Nie, one są ważną częścią Jezusowego przesłania, ale mają sens tylko wtedy, kiedy stoją obok słów mówiących o miłosierdziu, nawróceniu, szukaniu tego, co zginęło. Nawrócić się trzeba nie z lęku przed sądem Bożym, ale z miłości; kochać, bo jest się kochanym. Gdyby Bogu zależało – w obecnych czasach – bardziej na sądzie i potępieniu niż na miłosierdziu i przebaczeniu, czy posyłałby do ludzi św. Faustynę Kowalską? Jaki sens miałoby zapowiadanie Bożego gniewu, jeśli nie zapowiedziałoby się najpierw Jego miłosierdzia, które jest ocaleniem przed gniewem? Czy apostoł Jakub nie napisał, że miłosierdzie triumfuje nad sądem, chlubi się, okazuje swą dumę przed sądem (Jk 2:13)? Po co Ojciec posłał na świat Syna jako Zbawiciela – nie lepiej było posłać Go od razu jako Sędziego, który zmiótłby cały świat, może ze cztery osoby by się ostały?

Jacyż musimy być święci i doskonali, i sprawiedliwi, jeśli rościmy sobie prawo do sądzenia, w kategoriach tak śmiertelnie poważnych jak wieczne zbawienie lub wieczne potępienie, innych. Nawet Najświętsza Maryja, wolna od jakiegokolwiek grzechu, prawdziwie święta, doskonała i sprawiedliwa (dzięki łasce i miłosierdziu Boga), nie rości sobie takich praw. Jest zbyt pokorna.

Jeśli mówimy o sądzie, czy mamy pewność, że się wobec niego ostaniemy? Nie wchodź na sąd ze swym sługą, Panie, bo żaden żyjący człowiek nie ostoi się wobec Twego sądu, modlił się psalmista (Ps 143:2). Mówiąc o wiecznym potępieniu, czy jesteśmy pewni, że go unikniemy? Wszak Bóg nawet w aniołach i gwiazdach może znaleźć winę (cf. 2P 2:4; Hi 25:5) – jakimiż zatem świętymi powinniśmy być, jeśli oczekujemy przyjścia Pana na sąd, co więcej, jeśli pragniemy je przyśpieszyć (cf. 2P 3:11sq)! A może jesteśmy na tyle przebiegli, że tylko dla siebie zachowujemy słowa Pana o miłosierdziu, dla innych mamy tylko te o sądzie i potępieniu?


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.