Od szczegółu do… Boga?

Wielką różnorodność wśród ludzi uczynił Pan Bóg. Oto jeden wspina się na palce, wygląda a oczy wypatruje aż hen po krańce widnokręgu - gdzie szczyty gór niedostępnych, wiekowe zaś smreki dziecięcemi bawidełkami być się zdają, i bacząc na chmury orzeka o pogodzie na następne dnie.

Wielką różnorodność wśród ludzi uczynił Pan Bóg. Oto jeden wspina się na palce, wygląda a oczy wypatruje aż hen po krańce widnokręgu – gdzie szczyty gór niedostępnych, wiekowe zaś smreki dziecięcemi bawidełkami być się zdają, i bacząc na chmury orzeka o pogodzie na następne dnie. Drugi pochyla się nad źdźbłem co pod nogami, klęka i patrząc przez szkiełko zlicza nogi spacerującego poń zielonoskrzydłego insekta, by zapisawszy to w kajecie obok innych pożytecznych danych wnioskować… choćby o roli tego gatunku w miejscowym ekosystemie. Jeden i drugi dziwują się jak składnie, jak pięknie to wszystko urządzone, a myśl ta prędzej czy później kieruje ich umysły i serca do Stwórcy tych oczywistych lub zaskakujących rzeczy – ordynaryjnych niezwykłości.

Nie inaczej u choralistów.

Był szary, jesienny dzień, a dwaj przyjaciele w muzykologii, Bartosz i Jakób, zostawiwszy swoje rodziny, przebyli setki kilometrów, by odwiedzić bibliotekę znajdującą się nieopodal wiekowej katedry w mieście W. Tam kilka ksiąg pamiętających panowanie ostatnich Jagiellonów uniknęło kradzieży, pożogi czy zniszczenia wynikłego z innych dopustów, których Opatrzność nie szczędziła naszym ziemiom. Celem było przejrzenie antyfonarza, a właściwie dwóch opasłych tomów (zimowego i letniego) zawierających komplet śpiewów liturgii brewiarzowej na cały rok kościelny. Przejrzenie to jednak za mało – należało odnaleźć wyselekcjonowane przez Jakóba drogą żmudnych porównań antyfony i responsoria odbiegające w polskich źródłach od kanonu, a więc stanowiące w uniwersalności repertuaru ową swoistość, która – odpowiednio opracowana – może być użytecznym narzędziem badań nad proweniencją, filiacją, zależnością rękopisów, a co za tym idzie również i liturgii poszczególnych ośrodków. Pasjonujące, n’est-ce pas?

A wyglądało to mniej więcej tak:

Najpierw Jakób podawał incipit śpiewu ze swoich tajnych notatek. Następnie obaj rzucaliśmy się na rękopis. Było w tym coś z zabawy – dwóch dużych chłopców (z doktoratami, a jakże) ścigało się – kto pierwszy znajdzie wyczytane przed chwilą słowa. Szeleściły delikatnie przewracane karty średniowiecznej księgi. Jest! Dałbym głowę, że nieco więcej razy byłem pierwszy, ale nie byłbym zdziwiony, gdyby Jakób to samo powiedział o sobie (no niech będzie, że był remis ;). Teraz zdjęcie (szczegółową analizę podejmie już Jakób w zaciszu uczelnianej salki w pałacyku na Westerplatte 10). Taki manuskrypt to jednak nie jakaś książczyna, czy nawet encyklopedia – aby objąć całą kartę trzeba skorzystać z drabinki lub być odpowiednio słusznego wzrostu (na palcach dałem radę). I dalej, dalej, następny śpiew, i następny, czasu nie ma, bo lista Jakóba długa, bibliotekę kiedyś zamykają, a do domu daleko… Sto kart za nami, dwieście, czasem jakiegoś tytułu nie ma, wracamy o kilkanaście kart, rzeczywiście nie ma. Idziemy dalej. Następny… Jest. O! Znalazł się i ten poprzedni. Trzysta za nami. Bibliotekarz taszczy drugie tomiszcze. Pismo i neumy coś bardziej kanciaste. Dalej, dalej, następny śpiew… Jakób wetknął nos w notatki, zmrużył oczy pod gustownymi okularami…

– Czego szukamy? – spytałem niecierpliwie.
Adonai Domine Deus…, powinno być zaraz po…

Zaszeleściła odwracana karta i… pewnie sprawy potoczyłyby się jak dotychczas, gdyby poszukiwawczego pędu nie przerwał nieco skrzekliwy głos bibliotekarza:

– Czego szukacie??? Boga samego??? To dobrze, to dobrze, synaczkowie moi, to się chwali…

Dopiero teraz przyjaciele zwrócili uwagę, że był to nie kto inny tylko Brat Horhe.

A Ty, Łaskawy Czytelniku, czego szukasz w życiu?

Z tym pytaniem i otwartym antyfonarzem, zostawiam Cię.

Twój B.

Adonay Domine Deus magne et mirabilis qui dedisti salutem in manu femine exaudi preces servorum tuorum.

Adonai
Adonai


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Bartosz Izbicki

Bartosz Izbicki na Liturgia.pl

Miłośnik wypowiedzi Msgr Domenico Bartolucciego, przyjaciel Jakóba (zwanego czasem Lwie Ucho) i Brata Horhe, z którymi przeżywa moc przygód