Odkrywanie tajemnicy Eucharystii

Niemal dwa miesiące temu Ojciec Święty odwiedził nas na polskiej ziemi. Mam jeszcze przed oczyma setki tysięcy młodzieży podczas sobotniego spotkania i milion osób podczas niedzielnej Eucharystii. To niesamowite przeżycie. Już po raz drugi dane mi było patrzeć na tę zgromadzoną rzeszę wiernych, która przyszła aby modlić się razem z Piotrem.

Niezapomniane to wrażenie, gdy stojąc na ołtarzu jak okiem sięgnąć widzi się polskie i papieskie flagi, czyta się transparenty z miejscowościami pochodzenia pielgrzymów, trwa się na wspólnej modlitwie. Ojciec święty zostawił nam wiele wskazówek jak żyć i postępować. Sam budując się naszą wiarą, w tej wierze nas też utwierdził.

Próba telewizyjnaSzczytowymi momentami spotkania z Benedyktem XVI były celebracje eucharystyczne. Obie Msze święte odprawione zostały na historycznych i głęboko symbolicznych miejscach. Wiele by można napisać o słowach, które podczas nich zostały wypowiedziane, o treściach, jakie one ze sobą niosły. Ja jednak pragnę skupić się na sposobie celebracji, niejako na formie, z której jednak wypływa głęboka symboliczna treść. Pragnę napisać o tym, czego sam doświadczyłem, na co patrzyłem swoimi oczyma i czego słuchały moje uszy. Bo po raz kolejny w swoim życiu dane mi było dotknąć owego eucharystycznego misterium fascinosum w obecności Namiestnika Chrystusa.

Jest doprawdy rzeczą zagadkową i niesamowitą jak Bóg na przestrzeni kolejnych wieków objawiał się człowiekowi. Krok po kroku ukazywał mu siebie, tworząc Historię Zbawienia człowieka. Wreszcie zesłał swojego Syna, aby On objawił ludziom całą prawdę o Ojcu. Nikt bowiem nie zna tak Ojca, jak Syn… (por. Mt 11, 27). Także każdy z nas – choć każdy na swój odmienny, indywidualny sposób – doświadcza w swoim życiu przemieniającego działania Boga. Także w nasze życie wchodzi Bóg ze swoją przemieniającą mocą i łaską, i zapisuje karty historii naszego zbawienia. Nieraz jednak nie potrafimy tego Bożego działania zauważyć. Oczekujemy wielkich rzeczy, podczas gdy Pan przychodzi w codziennej ciszy. Tak samo z resztą było przed wiekami w Betlejem… W naszym życiu w sposób szczególny przychodzi w łasce Sakramentów, spośród których Eucharystia jest miejscem szczególnie uprzywilejowanym. Tu bowiem przychodzi sam żywy Chrystus.

Zrozumienie tej prawdy i zauważenie jej w swoim życiu nie jest jednak nieraz wcale takie proste. Wiele tu zależy – i owszem – od naszej pracy i woli, wiele od naszego wysiłku i zapału. Jednak w dużej mierze zrozumienie prawdy objawionej jest Bożym darem.

Wielu ludziom piękno poznania żywego Boga w Eucharystii zostało dane, ale zadane tylko niektórym. Zapewne jednak każdy jeden człowiek, który miłuje „Boga objawiającego się nam poprzez znaki”, musi w pokorze stwierdzić, że wielu rzeczy w niej nie rozumie, że wielu nie jest w stanie pojąć. Bogu niech będą dzięki za ten rąbek tajemnicy, który przed każdym z nas raczył uchylić. To wielka łaska, ale i zadanie, które przed nami postawił. Albowiem komu wiele dano, od tego też wiele wymagać się będzie (por. Łk 12, 48).

Sam w swoim życiu pamiętam okres, kiedy liturgia zaczęła mnie szczególnie interesować. Wówczas zwracałem wielką uwagę na zgodność celebracji z wszelkimi przepisami i normami. Moją postawę cechował często formalizm i pragnienie, aby obrzędy były zawsze zgodne co do joty z przepisami liturgicznymi. Byłem człowiekiem litery, a nie ducha liturgii. Pan jednak prowadzi mnie przedziwną drogą prawdy. Na niej spostrzegłem, że liturgia ma swoją drugą stronę; że przepisy są szalenie ważne, ale ich adaptacja w codzienności nie może być bezduszna i automatyczna. Oczywiście i tu rodzi się pewna pokusa dowolnej interpretacji odpowiednich kanonów. Wierzę jednak, że z pomocą Bożą i mądrością, da się te dwie rzeczy pogodzić.

Ostatnie ustaleniaNa drodze odkrywania Chrystusa Eucharystycznego kamieniami milowymi były dla mnie bez wątpienia dwie Msze święte, podczas których mogłem posługiwać Ojcu świętemu. W 2002 roku Pan, przez posługę Jana Pawła II, ukazał mi piękno i głębię kontemplacji Jego Oblicza w tajemnicy Eucharystii. Nigdy chyba nie zapomnę atencji, z jaką Papież przystępował do sprawowania tego Sakramentu. I Jego skupienie, i modlitwa… W tym roku, szczególnie poprzez liczne spotkania organizacyjne z ks. abp. Marinim i ks. prał. Krajewskim, zobaczyłem praktyczną stronę przygotowań do Eucharystii z udziałem Ojca świętego. Wielkie doprawdy było moje zdziwienie, gdy się okazało, że przygotowania są analogiczne do tych, jakie i my przeprowadzamy w parafii i diecezji przed bardziej uroczystymi celebracjami! Omawiane były (a potem ćwiczone) te same zagadnienia i elementy. Ten czas prób i przygotowań ukazał mi dobitnie jak ważna i niezbędna w liturgii jest prostota. Wiele było problemów, przy których rozwiązywaniu kierowano się tą li właśnie zasadą. Prostota jednak, to nie łatwizna. A zatem każdy element musiał być piękny i wykonany z należytą starannością.

Podczas spotkań przygotowujących padało wiele pytań – to naturalne. Jednak odpowiedzi, jakich udzielali papiescy Ceremoniarze były często genialne w swojej prostocie. I tak np.:

Czy dla kardynałów przygotować inne ornaty niż dla pozostałych biskupów? – A co zrobicie, gdy zamiast dziesięciu, którzy zapowiedzieli swoje przybycie, zjawi się pięciu kolejnych?

Czy dla kardynałów przygotować inne siedzenia niż dla pozostałych koncelebransów? – Będzie znowu problem, gdy zjawi się ich więcej niż się zapowiedziało. I wtedy, gdy przyjdą na swoje miejsca, może być konsternacja, gdy okaże się, że jeden albo dwóch ma inne siedzenia. A poza tym, gdy już wszyscy usiądą, to i tak nie będzie widoczne na jakim fotelu siedzi każdy z nich.

Czy w zakrystii przygotować podpisane alby i ornaty dla poszczególnych koncelebransów? – Nie ma co sobie komplikować życia. Byłoby to bowiem utrudnienie, a nie pomoc. Wszyscy biskupi przyjeżdżają razem autokarami. Jakaż olbrzymia musiała by być zakrystia, aby móc godziwie rozłożyć szaty dla tylu koncelebransów, którzy mniej więcej w tym samym czasie zaczną się ubierać. A w dodatku czy jesteśmy w stanie ustalić wzrost wszystkich z nich? Najlepiej zatem, aby w zakrystii stali alumni i w momencie gdy będzie wchodził dany biskup oceniali jego wzrost i od razu podawali szaty liturgiczne zgodne z jego posturą.

Takie refleksje towarzyszyły mi podczas przygotowań do Eucharystii odprawianej przez Ojca świętego Benedykta XVI na Krakowskich Błoniach w dniu 28. maja b.r.. Czyż zasłyszane uwagi nie są tak naprawdę oczywiste? Czyż nie nasuwają się same? Po co zatem tak często sami komplikujemy sobie życie i przebieg liturgii? Wydaje mi się, że często nadgorliwością można sprawić, że celebracja stanie się mniej czytelna, a znaki jej towarzyszące – mniej wyraźne. A zatem na zakończenie pragnę się podzielić radością płynącą z troski o czytelność znaków objawiających się podczas liturgii. Nie wiem, czy podczas Eucharystii na Błoniach wszyscy byli w stanie zauważyć wszystkie elementy i zwrócić na nie swoją uwagę. Mnie zaś wydają się one być szalenie istotne. Co więcej: uważam, że ta wzorcowa liturgia powinna być inspiracją do adaptacji poszczególnych rozwiązań na płaszczyźnie parafii.

Próba asystyProcesja z Ewangeliarzem: ukazuje znaczenie słów Chrystusowych, które zaraz zostaną proklamowane; procesja była prawdziwie uroczysta, a nie zastąpiona krótkim przejściem; w trakcie niej ukazany został ludowi Ewangeliarz (nie przypadkowy lekcjonarz, ale specjalna księga w zdobnej oprawie).

Paschał i świece: ich spalanie symbolizuje „spalanie się” dla nas Chrystusa; były całe woskowe; choć ich pielęgnacja wymaga więcej wysiłku niż w przypadku tych z wkładem olejowym, jednak zdecydowanie bardziej wyraziście ukazują swą symbolikę.

Procesja z darami: ograniczyła się zasadniczo do darów chleba i wina, które zawierają w sobie pełnię symboliki ofiarnej: zanosimy bowiem Panu to, co sami od Niego otrzymaliśmy; tak jest z każdym darem (także duchowym), który zanosimy przed oblicze Boże – poprzedza go uprzedzająca łaska Boża; ta sytuacja budzi refleksję nad kształtem i jakością procesji z darami w naszych parafiach: czy aby nieraz nie dodajemy do procesji różnych zbędnych elementów, nie zwracając należytej uwagi na chleb i wino?

Kadzidło: Nie było wykonane ze sztucznych fabrykantów, ale na bazie naturalnej żywicy i suszu kwiatowego. Trybularz, łódka, lawaterz: urządzenia nie przypadkowe (roli lawaterza nie pełniła często stosowana ampułka z wodą, ale specjalny zestaw do obmycia rąk), ale specjalnie przygotowane i artystycznie wykonane

Stroje liturgiczne: ornaty były wykonane z naturalnych tkanin, haftowanych i skromnie, choć pięknie ozdobionych; lektorskie alby zostały specjalnie uszyte na tę okazję, by stroje posługujących były identyczne.

Jakość stosowanych w liturgii elementów świadczy zarówno o nas samych, o naszym do niej stosunku, ale i o stosunku, jakim darzymy samego Boga. Jeśli bowiem liturgia oznacza wspólne dzieło, w którym uwielbiamy Boga, sami się przy tym uświęcając, to powinno być ono wykonywane ze szczególną troską o stronę estetyczną. Wreszcie: jeśli Bóg jest dla nas najważniejszy, to powinniśmy Mu dawać tylko to, co najlepsze.

Wymienione tu elementy liturgii eucharystycznej sprawowanej na Błoniach przez Ojca świętego Benedykta XVI stanowią ważny wkład w dyskusję o pięknie liturgii. Wydaje mi się bowiem, że powinniśmy szczodrze czerpać z tych najlepszych wzorców, nie zapominając jednakże tym samym o naszej polskiej wielowiekowej tradycji liturgicznej.

Liturgia, szczególnie eucharystyczna, jest uprzywilejowanym miejscem spotkania z Chrystusem w Duchu Świętym, znakiem objawiającym i urzeczywistniającym tajemnicę Kościoła – wspólnoty oraz źródłem i szczytem jego życia. Kto ją umiłował – umiłował Boga; kto jest jej sługą – służy Bogu samemu; kto nią na co dzień żyje – trwa na drodze prawdy i świętości. Bogu niech będą dzięki za ten dar, który prowadzi nas do Królestwa Niebieskiego.

Tomasz Grabowski

Tomasz Grabowski – student Wydziału Teologicznego PAT; animator Ruchu Światło-Życie i członek Krakowskiej Archidiecezjalnej Diakonii Liturgicznej.

 

Zobacz także