Odnów we mnie moc ducha

Komentarz do czytań i liturgii Środy Popielcowej

crossWielki Post. Wraca każdego roku, o tej samej mniej więcej porze. Jest jak przedwiośnie, niegdyś najcięższy czas w roku, czas głodu, czas kończących się zapasów, czas rozpaczliwego wygladania wiosny która przyniesie odrodzenie, życie. I czas przygotowań, by to powracające życie przyjąć jak najlepiej.

Wielki Post wiele ma wspólnego z porą, w której występuje. To czas, który trzeba przeżyć, dosłownie przeżyć, aby zamartwychwstać wraz z całym odradzającym się światem. Czas próby, czas wyrzeczeń, czas przygotowań, porządków, by w to nowe, które nadchodzi wejść bez bagażu, bez obciążeń, bez win ciagnących się za nami jak łańcuch ciągnacy w dół, w przepaść.  

A mimo to pojawia się pytanie, czy aby na pewno jest nam potrzebny? Po co ten egzotyczny, z dzisiajszego punku widzenia, okres przypominajacy nam, że jesteśmy grzesznikami, wzywający do nawrócenia głosem tak silnym jakbyśmy tego nawrócenia rzeczywiście potrzebowali? Czyż zwykle nie jesteśmy „w porządku“? Czyż zwykle nie przeżywamy swego życia po prostu, bez większych grzechów i wstrząsów? Czy naprawdę potrzebujemy odnowienia? Czy potrzebujemy Wielkiego Postu?  

Potrzebujemy. Bo Wielki Post jest powrotem. A my musimy nieustannie wracać, nawet wówczas jeśli nam sie wydaje, że nigdzie nie odeszliśmy, a jeśli nawet to przecież niezbyt daleko. Bo to „niezbyt daleko“ kończy się często w głębokiej przepaści.

Nieprzypadkowo Chrystus pytał sam siebie o to, czy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie. Bo nasza wiara podobna jest do otaczającego nas świata, jest cykliczna i także obumiera jak świat zimową porą. I jak on potrzebuje siły, która pozwoli jej zmartwychwstać raz jeszcze. Ta siła jest w jej źródle. A wszystkie źródłą są w Nim.  

Musimy wracać jeśli chcemy zachować wiarę. I dary jakie ona ze sobą przyniosła.   Czy można być dobrym bez Boga? Owszem, można, wystarczy rozejrzeć się dookoła i dostrzec mnóstwo dobrych ludzi, którzy z wiarą niewiele mają wspólnego. Dlatego to pytanie powinno brzmieć nie „czy można?“, ale „jak długo?“. Jak długo można być dobrym, naprawdę dobrym, bez Niego? Jak długo takie wartości jak dobroć, miłosierdzie, współczucie, zrozumienie, szacunek dla innych, które z Niego wzięły swój początek, mogą istnieć w oderwaniu od swego Źródła? Jak długo, zawieszone w pustce, bez korzeni, bez podstaw, bez niczego co nadawałoby im rangę, pozostaną czyste? Jak szybko oderwane od swojej pierwotnej natury, od miłości, która jest w Nim, się wynaturzą? Ile zostanie nam czasu zanim to, co było wartością stanie się swoim przecieństwem?

Bo czyż nie jest tak, że kiedy odwracamy się od Niego to w końcu nazywamy egoizm – miłością, zgodę na karłowatość – zrozumieniem, fałszywą troskę o cudze dobro – współczuciem i empatią; zaś szczęście, jakiego pozwolono nam zakosztować, szczęście płynące z wyzwolenia, z ocalenia od lęku i z danej nam nadziei – prawem, które powinno nam przysługiwać zawsze i wszędzie, bez względu na wszystko i bez względu na cudzy ból i cudze cierpienie. I tak przekonani o tym, że jesteśmy dobrzy, współczujący, rozumiejący i miłosierni, krok po kroku zmierzamy ku przepaści, ku otchłaniom, ku wiecznie głodnej gardzieli czyhającej na to, by nas pożreć.  

Dlatego potrzebujemy Wielkiego Postu, potrzebujemy powrotu do Tego, z Którego się wzieliśmy, do Źródła z którego wypłynęło nasze życie, a które niekiedy utknęło już pośród bagnistych, a niewidocznych rozlewisk; potrzebujemy odnaleźć czystość tej wiary, która zło nazywa złem, a dobro dobrem, w której jest śmierć i jest zmartwychwstanie, ciemność i światłość, i w której jest ta największa siła – nadzieja, że po ciemności światło, po nocy dzień, po grzechu kara, po dobru nagroda. Bez Wielkiego Postu, bez cyklicznego nawracania się, nasza wiara zmarniałaby jak ogród stopniowo zarastany przez chwasty. Umarłaby: powoli, niedostrzegalnie, cicho, zostawiając nas w pustce, bez drogi, bez celu, bez światła…  

Czas Wielkiego Postu jest czasem, kiedy przypominamy sobie skąd się wzięliśmy, skąd wzięły się dary jakie mamy, błogosławieństwo jakie na nas spoczęło; czasem kiedy na nowo odkrywamy w nas samych obraz Boga i możemy dostrzec nasze do Niego podobieństwo. Ale Wielki Post mówi też o niebezbieczeństwie, że możemy to pobieństwo, tą zdolność miłości i zrozumienia utracić, kiedy żyjąc beztrosko i łatwo lekceważymy Tego z którego się wzięliśmy. Że jeśli my przestaniemy cenić nasze dziedzictwo, może je zagarnąć ktoś inny, a wraz z nim i nas samych. I stopniowo, tworząc nas na swój obraz, może wycisnąć na nas inne podbieństwo…  

Nie zlekceważmy tego czasu. Nie zgubmy go w codziennym zabieganiu, troskach i kłopotach. To naprawdę jest „czas upragniony“, to naprawdę jest „czas zbawczy“ ten „post, i płacz i lament“, które mają być otwarciem oczu na to co jest.

Bo oto teraz jest czas zbawienia, wpłynął w naszą rzeczywistość jak potężna rzeka. Zanurzmy sie w niej.

Przyjmijmy posypanie prochem by z tego prochu zostać na nowo stworzonym.
By ponownie odnaleźć radość płynacą z daru zbawienia.
By nabrać sił do tego by odrzucić to, co nas przygniata.
By zmartwychwstać.  

Nawróćmy się na naszego Boga. Naprawdę nam tego potrzeba… On jest światłem naszego ogrodu, On jego źródłem. Wrócmy do Niego, choćby ze wstydem, choćby z płaczem i lamentem. On przywróci nam życie.  

Panie, Ty wszystkim okazujesz miłosierdzie
i żadnego ze swych stworzeń nie masz w nienawiści.
Nie zważasz na grzechy ludzi, aby mogli się nawrócić,
przebaczasz im, bo Ty jesteś Panem,
Bogiem naszym.

Zobacz także

Agnieszka Myszewska-Dekert

Agnieszka Myszewska-Dekert na Liturgia.pl

Matka pięciorga dzieci. Z wykształcenia pedagog rodziny i katecheta. Pisze artykuły, tworzy opowieści a także chrześcijańskie midrasze. Zafascynowana Pismem Świętym jako żywym Słowem i Przestrzenią w której "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy", stara się Je coraz bardziej poznawać i zgłębiać. Publikowała w kwartalniku eSPe i miesięczniku List. Autorka książek: "Modlitwa - nieustanna wymiana miłości" (Kraków, 2001) oraz "Cynamon i Marianna. Baśń inicjacyjna" (Kraków 2015).