Ojciec Jezusa

Biblia nie zanotowała ani jednego zdania, ani jednego słowa św. Józefa. Być może On wcale nie chce, by o nim mówiono? Może wcale sobie nie życzy, by o Nim pisano? A jeśli nadal chce być dyskretny i pozostawać w cieniu wielkich wydarzeń?

Rozważanie na podstawie wykładu Pana Mariana Grabowskiego o ojcostwie.

Biblia nie zanotowała ani jednego zdania, ani jednego słowa św. Józefa. Być może On wcale nie chce, by o nim mówiono? Może wcale sobie nie życzy, by o Nim pisano? A jeśli nadal chce być dyskretny i pozostawać w cieniu wielkich wydarzeń?

Świętego Józefa lepiej niż z kart Biblii znamy z obrazów, których pełne są nasze kościoły. Na większości z nich jest on przedstawiany jako starszy pan. To oczywiście pozwala bezpiecznie myśleć o św. Józefie. Jakby nie był dziadziusiem…, proszę sobie tylko wyobrazić: śliczna młoda kobieta i białe małżeństwo, to byłoby trudne. Po co wymyślać mu najeżone trudnościami życie? Lepiej ustalić, że był stary i problem z głowy. A stary bez wątpienia nie był, przynajmniej nie wtedy gdy poznał Maryję. Wówczas był mężczyzną najdalej w sile wieku.

Wiele mądrych głów twierdzi, że dobre małżeństwo to w dużej mierze powinowactwo ducha. Wydaje się zatem bardzo prawdopodobne, że relacja Matki Bożej z Józefem właśnie na tym się opierała. Jeżeli Ona miała słuch absolutny, dzięki któremu słyszała głos Boga, to na kogo się zdecydowała? Na mężczyznę, który też miał słuch absolutny. Nie ma co sobie wyobrażać, że ślubu dziewictwa, który złożyła Matka Boża, nie podzielał św. Józef. To był ktoś, kto musiał być do głębi męski, a męskość polega na tym, że ja sam zarządzam sobą, że mam na to siłę. Józef wiedział, na co się decyduje i godził się na to. Na tę właśnie męskość zwróciła prawdopodobnie uwagę Maryja.

Pojawia się Jezus, dziecko. Jakie jest podstawowe zadanie ojca? Chronić niewinność. Dziecko jest niewinne, ale nie potrafi się o tę niewinność troszczyć. Jeśli ktoś jest dojrzały, to może się sam starać, by go zło nie dotykało. Może wprawdzie odrzucać dobro, odwracać się od niego, może przeciwko niemu występować, ale jest w stanie sam o siebie się zatroszczyć. Tymczasem niewinne i bezradne dziecko takiej umiejętności nie posiada. Józef jest tak uważny, że może tę niewinność chronić, jest tak czujny, że nawet snu nie przegapi. I dzięki temu Józefowi udaje się wyprowadzić Jezusa z rąk zła, które jest niszczycielskie,

Powołanie Józefa jest klarowne – chronić życie dziecka. Przed kim? Z jednej strony jest Herod, który jest nikczemnikiem (do czego nie musimy nikogo w Polsce przekonywać, z powodu gęsto i często wystawianych jasełek). Z drugiej strony, jest Egipt, gdzie Józef ma iść. Egipt dla Izraelity to takie miejsce gdzie jest zło. Józef, jako opiekun, stoi w obliczu takiej alternatywy: z jednej strony zło i z drugiej strony zło. Tylko w pierwszym przypadku zło jest złem niszczącym, w drugim, tylko niebezpiecznym. Na cały pobyt Świętej Rodziny w Egipcie można spojrzeć przez pryzmat wysiłków Józefa, jakie musi podejmować, by chronić niewinność dziecka. To nie jest ucieczka przed szaleńcem. To jest coś więcej. To jest wejście w zło, ale takie, które nie jest niszczące, ale pośród którego trzeba uchronić niewinność Jezusa.

Czas szybko mija. Jezus dorasta. Józef się starzeje. Tym razem spotykamy Go w Świątyni. Jezus zgubił się wśród pielgrzymów. Ale czy na pewno się zgubił? Zdecydowanie nie. To jest ucieczka, którą Jezus sam sprytnie zorganizował. Matka Boża to wie (my nie podejrzewamy o to grzecznego Jezuska), dlatego pyta: dlaczego nam to zrobiłeś? Nie ma mowy o zgubieniu się, On uciekł. Józef znowu jest milczący. Dlaczego milczy?

Jeśli ktoś doświadczył tego, jak zachowują się rodzice, kiedy dziecko znika i po trzech dniach się odnajduje, to musi przyznać, że to faktycznie ta rodzina jest święta. Matka kiedy odnajdzie dziecko, to płacze, potem się śmieje, potem znowu płacze, znowu na nie krzyczy , płacze, krzyczy , śmieje się, krzyczy i tak dalej (czasami to ojciec przejmuje inicjatywę). A jaką przygodą małżeńską dla rodziców jest szukanie swojego ukochanego dziecka! Często jedno na drugim się wiesza, obarcza odpowiedzialnością: to twoja wina, Twoje dziecko, gdzie byłeś kiedy dorastał…

Maryja z Józefem prawdopodobnie idą w milczeniu, nie obciążają się nawzajem winą. Ciekawe jest, w jaki sposób Maryja stawia tę troskę rodziców przed oczy Jezusa. Każda inna matka krzyczałaby na dziecko: jak mogłeś nam to zrobić? Maryja tak nie mówi. Mówi inaczej: dlaczego nam to zrobiłeś? Dlaczego zraniłeś mnie i ojca?

A co oznacza milczenie św. Józefa? On daje Jezusowi czas na przemyślenie tego, co chce powiedzieć, na zebranie argumentów, którymi może wyjaśnić tę sytuację. Dlaczego tak się zachował? Początek dojrzałości ma taką dziwną cechę, że zaczyna się wówczas podejmować decyzje za siebie i one nie muszą być uzgadniane z rodzicami. Jest tak właśnie z powodu dotykania samodzielności. To jest wyzwanie tak dla rodziców, jak dla dziecka. Jak oni to rozegrają? To milczenie Józefa trzeba podziwiać. Bo to znaczy, że on potrafił udźwignąć stres. Daje synowi czas na wytłumaczenie się i uważnie słucha. Ostatecznie doświadcza ulgi (ale o tym nieco później). Co więcej, Józef ma umiejętność samodzielnego dźwigania napięcia, bez przerzucania go na swoją żonę.

Jest Panna z dzieckiem i mąż, który przyjmuje to dziecko jako adoptowanego syna. Dziecko wychowuje się w przekonaniu, że Józef to jest jego Tata. Tymczasem dziecko dojrzewa. Pojawia się problem. Przyszedł czas, by Mu powiedzieć prawdę (ma dwanaście lat, jest dojrzały), ale to jest bardzo trudne. To sprawa tożsamości, korzeni tego Dziecka – będzie wstrząśnięte. Nie ma co mówić zbyt wcześnie, najpierw ono musi żyć w świecie miłości, która zamortyzuje tę trudną prawdę. Ale nie można tej chwili przeciągać. Trzeba jakoś mu to powiedzieć. Jak to powiedzieć Jezusowi?

„Czemuście mnie szukali, czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym co należy do Mego Ojca”. Kiedy Maryja i Józef usłyszeli te słowa poczuli ulgę! Bóg jest Jego ojcem i Jezus to wie. Oni nie muszą Mu tego mówić. Bywa i tak, że dziecko może być dla rodziców wsparciem w tym, co dla nich trudne. Nawet jeśli ma tylko dwanaście lat.

Tuż przed rozpoczęciem publicznego nauczaniem Jezusa, Józef znika ostatecznie z kart Ewangelii. W jego śmierci jest coś niezwykłego. On musi odejść, by zrobić miejsce dla Jezusa, by uniknąć niepotrzebnej dwuznaczności. Jezus będzie mówił, „Mój Ojciec” i ile razy to powie, prawie nikt nie będzie myślał, że mówi o Józefie. On nie ma ojca. Gdyby Józef żył, ile byłoby pomyłek? Józef znika, by Jezus mógł wypełnić swoją misję.

Być może dlatego On wcale nie chce, by o nim mówiono? Chce na zawsze być dyskretny i ostatecznie pozostać w cieniu wielkich wydarzeń.

 

Zobacz także