On dziś umiera w każdym skrzywdzonym człowieku

Nawet jeśli dla ludzi jesteśmy kimś, na kogo patrzy się z pogardą, gdy doświadczamy osamotnienia, niezrozumienia i gdy mamy wrażenie, że nasze cierpienie jest nie do udźwignięcia i już nie wiadomo gdzie się schować – należy uciec pod Krzyż.

„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim” Łk 23, 28

Cierpiący Jezus nie chce naszej litości, ani postawy żałoby. Chrystus pozostaje na zawsze zmartwychwstały. W Wielki Piątek nie celebrujemy więc śmierci, ale nasze odkupienie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Jak wynika z homilii paschalnych z drugiej połowy II wieku (najstarsze zachowane świadectwa o świętowaniu Wielkanocy) początkowo celebrowano misterium śmierci i zmartwychwstania Jezusa w ramach jednej całonocnej liturgii. Dopiero później rozłożono celebrację Paschy na całe Triduum.

Chrześcijanin nie spogląda na krzyż wyłącznie jako na narzędzie śmierci, wciąż ma świadomość zmartwychwstania. Śmierć nie jest bowiem ostatnim słowem Boga.

Jakiś czas wcześniej ten sam Ewangelista Łukasz, który opisuje Mękę Pańską wspomina o katastrofie budowlanej. Wali się wieża w Siloam, ginie osiemnastu ludzi. Ludzie pytają dlaczego? Jednak Jezus milczy i nie odpowiada. Przerywa dyskusję apostołów, mówiąc im, że sami też umrą. Ucieka od odpowiedzi. Ci ludzie są wstrząśnięci, a on – Bóg – nie chce im wyjaśnić, po co jest cierpienie.

Katowicki ksiądz Jerzy Szymik komentując śmierć ludzi, którzy zginęli pod gruzami zawalonego dachu hali targowej przestrzegał, aby człowiek w pędzie do wyjaśniania okoliczności czyjejś śmierci nie zapomniał, że jest ona na trwałe wpisana w ludzkie życie. Gdy spotyka nas niezasłużone cierpienie możemy szukać winnych, kozłów ofiarnych, pisać piękne teksty i eseje, ale śmierci i tak sobie nie wytłumaczymy. Ona jest częścią porządku świata, losem wszystkich stworzeń.

Człowiekowi wypada się z tym zgodzić, a nie patrząc w telewizor wygrażać, że samemu stworzyłoby się lepszy świat – twierdził ks. Szymik. Każda ludzka tragedia uświadamia nam, że jesteśmy tylko ludźmi, a nasze życie jest kruche.

Chcesz stworzyć lepszy świat? To nie rozdrapuj ran swoich i innych, tylko je lecz.

Jezus nie udziela tanich odpowiedzi w stylu „Powiem wam kto jest winien”. Nie mówi, dlaczego dotyka człowieka niezasłużone cierpienie. Jednak kilka miesięcy później zamiast głosić egzystencjalne wykłady i mnożyć słowa, idzie na krzyż. Solidarnie z człowiekiem, na dno bólu.

Gdy spojrzymy na Krzyż, widzimy gest otwartych rąk. Te ręce są przybite gwoździami. To znak, że nigdy się nie zamkną.

Nawet jeśli dla ludzi jesteśmy kimś, na kogo patrzy się z pogardą, gdy doświadczamy osamotnienia, niezrozumienia i gdy mamy wrażenie, że nasze cierpienie jest nie do udźwignięcia i już nie wiadomo gdzie się schować – należy uciec pod Krzyż.

Bóg, który przyszedł na ziemię, nie potrafi odrzucić. On dziś umiera w każdym skrzywdzonym człowieku.

 

Zobacz także