Ostatni tydzień roku

"Dies irae" kojarzy się głównie z "Requiem" Mozarta (gdzie, nota bene, muzyka doskonale pasuje do słów tej sekwencji), i z modlitwą za zmarłych. Tymczasem jest to tekst odnoszący się par excellance do Dnia sądu, do "owego Dnia", o którym tak często mówili prorocy, Dnia, którego także wszyscy oczekujemy - aż zaświta w naszych sercach, jak pisze Piotr Apostoł.

Lubię "Dies irae", lubię ten ostatni tydzień roku, kiedy sekwencja ta pojawia się jako hymn w Boskim oficjum. Bo pamiętając o miłosierdziu naszego Pana, pamiętać też trzeba o Jego sądzie, o nieuniknionym sądzie, o dniu ostatnim, który "solvet saeclum in favilla", w popioły obróci cały nasz świat: niebo i ziemię, i wszystkie "elementy" (2 P 3,10). Ufność nasza i nadzieja jest w miłosierdziu Pana, spes mea apud eum, jak mówi Psalmista (Ps 39,8). Ale sąd naszego Pana nadejdzie, jest jak najbardziej realny, chociaż nie wszyscy w to wierzą (por. 2 P 3,3-7). I ten sąd powinien w nas budzić trwogę, świętą trwogę:

Quantus tremor est futurus,
Quando iudex est venturus,
Cuncta stricte discussurus!

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.