Ostre cięcia – krótka historia ornatu

W czasie wakacyjnych wyjazdów często nadarza się okazja, by odwiedzić muzea diecezjalne, przyklasztorne czy w jakikolwiek inny sposób przykościelne, w których podziwiać można (i trzeba) dzieła sztuki sakralnej najróżniejszego autoramentu.

Nieodłącznym elementem tego rodzaju kolekcji są szaty liturgiczne. Przetykane złotą i srebrną nicią brokaty i wzorzyste adamaszki nie przypominają jednak współczesnego stroju celebransa. By zrozumieć, skąd wynika różnica między tym, co oglądamy w muzealnych gablotach, a tym, co widzimy na co dzień w kościele, musimy cofnąć się aż do czasów… starożytnych i przyjrzeć modzie panującej w pierwszych wiekach naszej ery na ulicach i placach Cesarstwa Rzymskiego.

Moda rzymska

Codzienny strój Rzymian był jednocześnie codziennym strojem pierwszych chrześcijan, gdyż większość pierwszych chrześcijan zamieszkiwała tereny należące do Rzymian. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż mityczni chrześcijanie pierwszych wieków nie byli outsiderami uciekającymi od rzeczywistości w półmrok katakumb, lecz zwyczajnymi mieszkańcami Cesarstwa, zatem ich ubrania także były „zwyczajne”. W anonimowym tekście pochodzącym z II wieku czytamy, iż „chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem (…). Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia”. Na co dzień nosili proste, przewiązywane w pasie tuniki, początkowo krótkie z krótkimi rękawami (przypominające nieco dzisiejsze T–shirty), a od wieku IV sięgające kostek, z długimi rękawami. Na tunikę można było założyć pallium lub togę – tę ostatnią upodobali sobie szczególnie najdostojniejsi obywatele. W czasie chłodu i niepogody ubierano grube, wełniane płaszcze. Mogły one mieć formę kapy spinanej na piersi klamrą lub obszernej paenuli, która pod względem kroju przypominała nieco indiańskie poncho, gdyż posiadała jedynie otwór na głowę, a nie miała rękawów. Właśnie owa paenula, którą Rzymianie ubierali, udając się w daleką podróż lub na widowisko cyrkowe, stała się pierwowzorem ornatu. Płaszcze tego rodzaju nosiły także kobiety.

Jak wyglądały owe ubiory noszone w kręgu kultury greckiej i rzymskiej można zobaczyć tutaj.

Nie szata czyni księdza

Wczesny ornatW pierwszych wiekach chrześcijaństwa sprawujący liturgię prawdopodobnie nie używali innych szat niż reszta zgromadzenia. Wyróżniała ich jedynie pełniona funkcja i związane z nią zajmowanie odpowiedniego, odrębnego miejsca. Odmienny strój duchownych był wręcz niemile widziany, o czym świadczyć może krytyka papieża Innocentego I (V w.), który zaniepokojony nowym stylem ubierania się duchowieństwa, napisał do biskupów Galii, iż duchowni powinni odróżniać się od wiernych świeckich w doktrynie, nie w szatach, w stylu prowadzenia rozmowy, a nie w ubiorze.

Sytuacja zaczęła zmieniać się dopiero w VI wieku, kiedy stroje codzienne, pod wpływem trendów panujących wśród ludów germańskich i galijskich, przeobraziły się i uległy skróceniu. Stroje duchownych nie poddały się nowej modzie i tym samym zaczęły odróżniać się od strojów świeckich. Ornat przez kilka kolejnych wieków zachował kształt „płaszcza”. [Fot. 1] Ograniczał on nieco swobodę ruchów, dlatego w wieku X i XI popularne stały się ornaty skrócone z przodu lub wycięte w szpic. Była to jednak moda krótkotrwała – w wieku XII powróciły ornaty o jednakowej długości z obydwu stron. Miały one kształt dzwonu lub – jak kto woli – obciętego stożka [Fot. 2, 2a]. Z czasem, w wieku XIII–XV, przekształciły się w obszerne ornaty „gotyckie”.

Przełomowy wiek X

W X wieku szaty liturgiczne zaczęto wyrabiać z coraz szlachetniejszych materiałów. Miało to związek nie tylko ze spadkiem cen jedwabiu, lecz także wzrostem majętności Kościoła i utrwalaniem jego struktury hierarchicznej. Ornat, początkowo noszony także przez akolitów, lektorów, subdiakonów i diakonów, stał się szatą zarezerwowaną dla kapłanów i używaną wyłącznie do sprawowania Mszy. Dla duchownych niższych stopni i do pozostałych czynności liturgicznych wykształciły się inne szaty, a ich różnorodność doskonale służyła oznaczaniu poszczególnych funkcji i godności. Z końcem wieku XII prawie wszystkie używane dziś szaty liturgiczne były znane i wykorzystywane podczas liturgii. Średniowieczu zawdzięczamy także rozwinięcie bogatej symboliki szat.

„Córa królewska odziana w złotogłów”

Wielowarstwowe znaczenie ubioru wyeksponowane jest już na pierwszych stronach Biblii. Pierwotna nagość Adama i Ewy, symbolizująca ład wewnętrzny, równość między ludźmi i harmonię między Stwórcą a Stworzeniem, po grzechu pierworodnym poszukuje okrycia. Ofiarowuje je człowiekowi Bóg, o czym Sam mówi słowami zapisanymi w Księdze Ezechiela: „Oto przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię. Był to twój czas, czas miłości. Rozciągnąłem połę płaszcza mego nad tobą i zakryłem twoją nagość (…). Następnie przyodziałem cię wyszywaną szatą, obułem cię w trzewiki z miękkiej skórki, opasałem cię bisiorem i okryłem jedwabiem (…). Stawałaś się z dnia na dzień piękniejsza i doszłaś aż do godności królewskiej. Rozeszła się twoja sława między narodami dzięki twojej piękności” (Ez 16, 6–14).

Nową szatą jest dla ludzkości Chrystus, w którego śmierć i zmartwychwstanie przyoblekamy się poprzez chrzest. I chociaż życie człowieka upływa na nieustannej walce, „zwlekaniu z siebie starego człowieka” i „przyoblekaniu się w człowieka nowego” (Kol 3,9), wierzmy, że kresem tego zmagania jest Niebieskie Jeruzalem, w którym wspólnota zbawionych ukaże się jako Małżonka Baranka przyobleczona w „bisior lśniący i czysty” (Ap 19,8).

W kontekście powyższych fragmentów Pisma świętego ornat jest znakiem miłości Bożej, która okrywa wszelki grzech. Symbolizuje także Kościół–Oblubienicę, ubraną odświętnie na Gody weselne Baranka. Jest także symbolem samego Chrystusa, Jego Wcielenia i ofiary na krzyżu, co wyraźnie obrazuje krzyż zdobiący często tylną ornatu. Ornat wyróżnia także osobę kapłana, namiestnika Chrystusa, w sposób szczególny wezwanego, by dźwigać „jarzmo Pańskie” – jest symbolem jego przytłaczającego ciężaru.

Dalszy ciąg przemian

Ewolucja krojów ornatówSzaty liturgiczne bywały bardzo ciężkie także w sensie dosłownym. Sprawiało to pewne problemy, gdyż taki ornat utrudniał ruchy rąk, a przede wszystkim wyciągnięcie ich w górę w czasie podniesienia Hostii po konsekracji. Gest ten utrwalił się w wieku XIII. Miał na celu zwrócenie uwagi na fakt, iż przeistoczenie chleba w Ciało Chrystusa następuje, gdy kapłan wypowiada słowa: „To jest Ciało Moje” – prawda ta nie była wówczas taka oczywista. Ponadto, moment podniesienia był bardzo ważną dla wiernych i wyczekiwaną chwilą adoracji. Dlatego też dbano, by unoszona Hostia była dobrze widoczna. Uważano, by nie zasłonił jej dym kadzidła; zdarzało się także, że za plecami księdza klękał ministrant trzymający oświetlającą ołtarz pochodnię [fot. 3]. By ułatwić sobie uniesienie rąk w górę ornat można było „podwinąć”, zarzucając na ramiona nadmiar materiału. [Fot. 4] Z czasem jednak zaczęto radzić sobie z tym problemem inaczej, szyjąc ornaty przycięte po bokach i u dołu [fot. 5].

Ostre cięcia

Początkowo podcięcia te sięgały do łokci, z czasem aż do ramion. Równocześnie skracano przednią i tylną część ornatu, równając je linią prostą i zaokrąglając w narożnikach. Stopniowo przybierały kształty coraz bardziej abstrakcyjne, powoli tracąc charakter „szaty”. Ostatecznie osiągnęły kształt zbliżony do… skrzypiec [fot. 6].

Formami przejściowymi między obszernym, średniowiecznym ornatem „gotyckim”, a nowożytnym „skrzypcowym” są szesnastowieczne „ornaty Karola Boromeusza” i „ornaty Filipa Neri”. Wykształcenie się tych form ornatu miało związek ze zmianami w liturgii wprowadzonymi po Soborze Trydenckim (1545–1563). „Liturgiści przejęci duchem zmian soborowych uznali również za konieczne zmiany w zakresie dotychczasowych zwyczajów co do szat i sprzętów liturgicznych”. Główną rolę na tym polu odegrał właśnie św. Karol Boromeusz. Ornat Boromeusza jest dość długi i szeroki – sięga łydek i niemal dotyka nadgarstków. Ma także dość duży dekolt [fot. 7]. Ornat Nereusza jest krótszy. Sięga kolan (z tyłu jest nieco dłuższy) i łokci. Po bokach jest trochę węższy i, jeśli u dołu jest zaokrąglony, kształtem swym przypomina już nieco skrzypce [fot. 8].

Warto zatem zauważyć, że szaty, które z naszego punktu widzenia są szatami „przedsoborowymi”, kiedyś były „posoborowe” – wówczas nowoczesne, idące z duchem czasu i przekonujące swym bogactwem i pięknem.

.

Ars vestimentorum

Ornat z fundacji Piotra Kmity, 1504Do najwybitniejszych dzieł tego rodzaju zgromadzonych w polskich zbiorach należy krzyżowa preteksta ornatu z fundacji Piotra Kmity, znajdująca się w krakowskim Muzeum Katedralnym. Jest ona wtórnie doszyta do nowszego ornatu, gdyż oryginalna tkanina z fundacji Kmity nie zachowała się. Wykonana została około roku 1504, a zamówiono ją prawdopodobnie z okazji obchodów 250–lecia kanonizacji św. Stanisława ze Szczepanowa [fot. 10].

Na pretekście, w kilku kwadratowych polach wyobrażono sceny z życia świętego Stanisława, układające się w swego rodzaju „komiks”, przedstawiający jego losy. Widzimy tam m.in. Wskrzeszenie rycerza Piotrowina, Zabójstwo św. Stanisława, Rozsiekanie zwłok, scenę Pogrzebu i Kanonizacji. Każde z wydarzeń rozgrywa się w drobiazgowo ukazanej scenerii. Z zadziwiającą precyzją przedstawiono elementy architektury, wyposażenie wnętrz a także stroje i mimikę bohaterów tej ilustrowanej historii. Haft na twarzach i wzory na ubraniach wyszyto jedwabnymi nićmi, kontury szat i sprzętów naszyto perełkami. Drobne przedmioty, takie jak miecze, kielichy czy kadzielnice trzymane przez postaci, wykonano ze złoconego srebra. Pozostałe elementy wymodelowane są plastycznie ze złotej lamy. Ten rodzaj reliefowego haftu nazywamy akuskulpturą, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza rzeźbienie igłą.

Gothic Revival

Szaty liturgiczne średniowiecza i czasów nowożytnych nierzadko zachwycają misternością wykonania i artystyczną doskonałością. Z nostalgią spoglądali na nie twórcy dziewiętnastowieczni, próbujący odtwarzać dawne wzory i kroje, kierując się przy prawdą historyczną lub własną fantazją. Fascynacja dawnymi formami rozpoczęła się w Anglii, w kręgu protestanckim, lecz szybko zaczęła oddziaływać na inne kraje i Kościół Katolicki. Nierzadko powstawały w tym czasie dzieła piękne i ciekawe. Z pewnością nie można deprecjonować wieku XIX, z góry zakładając, iż jego wytwory pozbawione są wartości artystycznej, oryginalności i treściowej głębi. Jednakże nie da się ukryć, iż rozpoczęta w tym okresie produkcja przemysłowa doprowadziła do upadku sztuki sakralnej, z którego, śmiem twierdzić, nie umiemy podnieść się do dzisiaj.

I co teraz?

Wskazania liturgistów dziewiętnastowiecznych, postulujących powrót do najstarszych kształtów ubiorów kościelnych, zrealizowane zostały w szerszym wymiarze po Vaticanum II. Należy jednak zaznaczyć, że Sobór nie wypowiedział się co do kroju szat liturgicznych, lecz dał jedynie ogólne wskazania dotyczące ich charakteru. Jednakże, w ciągu ostatnich dziesięcioleci popularność uzyskały ornaty nawiązujące do form średniowiecznych, które przyjęło się określać mianem „gotyckich”. Niestety, zazwyczaj mają niewiele wspólnego ze szlachetnym pięknem dzieł minionych wieków. Często wykonane są z kiepskich, źle dobranych materiałów i „ozdobione” wątpliwej urody „wzorami kościelnymi”. Wszystko to sprawia, że szaty takie nie wyglądają godnie, lecz źle się układają i smutno wiszą na celebransie. Barwne hafty lub aplikacje, mające na celu uszlachetnienie i wzbogacenie stroju, nadają mu raczej charakter jarmarczny, a w związku z tym – niepoważny.

Szybko i tanio

Powyższe uwagi nie wynikają (lub raczej: wynikają nie tylko) z mojego rozkapryszenia i złośliwości, lecz z banalnego w gruncie rzeczy przekonania, że sztuka sakralna ma nie tyle schlebiać gustom ludzi, co głosić chwałę Pana. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by zadowolić się tandetą i prymitywnym efekciarstwem. Tak będzie szybciej, wygodniej, a może nawet taniej. Powaga liturgii wymaga jednak, by kwestię doboru wykorzystywanych do nich przedmiotów i szat także traktować poważnie. Dlatego tak ważne jest, by zgromadzone w zakrystii szaty i paramentyka kielichowa wzajemnie do siebie pasowały, by były odpowiednio dostosowane do charakteru wnętrza kościelnego, by nie były byle jakie. To, co przeznaczone do tzw. użytku liturgicznego musi odznaczać się pięknem, a piękno jest czymś więcej niż „tym, co się podoba”. To raczej Herbertowski s m a k, „w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia”. Piękno to wartość, która idzie w parze z dobrem i prawdą.

Troska o odpowiedni wybór strojów liturgicznych nie jest fanaberią lecz świadczy o szacunku dla świętych obrzędów. Wybór ten nie jest łatwy, dlatego wraz z redakcją portalu liturgia.pl będziemy starali się promować dobre rzemiosło liturgiczne i z zalewu propozycji, którymi przepełniony jest rynek, wyszukiwać to, co najbardziej wartościowe.


Bibliografia:

  1. B. Berthod – E. Hardouin–Fugier, Dicctionarie des artes liturgiques: XIX–XX siècle, s. 192–195.
  2. K. Czyżewski, „More Romano”. O nowym stylu szat liturgicznych po Soborze Trydenckim na przykładzie paramentów katedry krakowskiej, [w:] Haftowane szaty liturgiczne a tradycja Kościoła. Teksty referatów wygłoszonych podczas sesji naukowej 8 czerwca 2005, Kraków, s. 11–20.
  3. S. Czerwik, Symbolika szat liturgicznych. Wymowa kolorów, [w:] „Anamnesis”, 2, 1997/1998, s. 62–77.
  4. New Dictionary of Liturgy & Worship, red. J. G. Davies, SCM Press LTD, s. 526–540.

  5. K. Kornecki, Pochodzenie i rozwój szat liturgicznych, [w:] „Anamnesis”, 2, 1997/1998, s. 52–62.
  6. A. J. Nowowiejski, Wykład liturgii Kościoła Katolickiego, t. 2, cz I, Warszawa 1902.
  7. W. Świerzawski, Szata obecności Pana, „Anamnesis”, 2, 1997/1998, s.
  8. M. Zielniok, Odnowa szat liturgicznych, [w:] Wprowadzenie do liturgii, Poznań 1967, s. 566–580.
  9. Z. Żygulski, Dzieje polskiego rzemiosła artystycznego, Warszawa 1987.

 

Zobacz także