Otwartość na Boga

Środa XXXII tyg. zw. II, liturgia słowa: Tt 3, 1–7; Łk 17, 11–19

Bardzo często słyszy się pretensję o to, że Bóg nie ukazuje wyraźnie swojej obecności i siły. Mówi się: „Gdyby Bóg wyraźnie wystąpił i ukazał się ludziom, to wszyscy by uwierzyli”. Niesłuszność tego zarzutu ukazuje między innymi dzisiejsze czytanie. Dziesięciu trędowatych przyszło do Pana Jezusa, prosząc, aby ich uzdrowił. I On tego dokonał, ale tylko jeden wrócił, aby Jezusowi podziękować.

Nie jest to jedynie problem braku wdzięczności. O wiele ważniejsze jest to, że oni nie zauważyli, z Kim mają do czynienia! Oczywiście nie musieli od razu wiedzieć, że Jezus jest Synem Bożym, ale po doświadczeniu uzdrowienia powinni wiedzieć, że jest kimś od Boga, kimś bliskim Bogu, kimś, kogo warto posłuchać i czegoś o Bogu i drodze do Niego się dowiedzieć. Im natomiast wystarczyło zwykłe naturalne uzdrowienie. Bóg i relacja z Nim były potrzebne tylko do tego, by uzyskać to, czego chcieli, zgodnie z naturalnymi potrzebami. Wystarczyła im wiedza, że Bóg jest. Taka wiedza jednak nie jest wiarą. Wiara to zawierzenie i wejście w zażyłą relację, to pragnienie i nadzieja na wzajemność. Wiedza bez takiego nastawienia serca niczego nie daje.

Do tego, który przyszedł podziękować, Pan Jezus powiedział: Wstań, idź, twoja wiara cię­ uzdrowiła (Łk 17,19). Dopiero teraz nastąpiło prawdziwe uzdrowienie, które nie ograniczyło się do odzyskania zdrowia, ale spowodowało jakąś głębszą przemianę. Panu Jezusowi zawsze chodzi o coś więcej niż zwykłe przywrócenie zdrowia, które wcześniej czy później musi się skończyć. Najlepiej ilustruje to historia uzdrowionego niewidomego od urodzenia, który na końcu spotyka Jezusa w świątyni i zaczyna w Nim widzieć Syna Człowieczego (zob. J 9,35–38). Jezus nie jest Znachorem czy Lekarzem naturalnych chorób, On jest Zbawicielem i przyszedł nam przynieść zbawienie, a nie jedynie chwilowe uleczenie.

Ta inna perspektywa powoduje, że św. Paweł nie wchodzi w spory społeczne, nie stara się podejmować walki z niesprawiedliwością itd. Podobnie jak nie stara się uzdrawiać fizycznie ludzi, wiedząc, że każdy w końcu musi umrzeć. On stara się myśleć i robić to, co odnosi się do ostatecznego spotkania z Bogiem. Stara się wprowadzić nas w pełnię wiary, która daje życie wieczne. Stąd jego rady, które nas dzisiaj często bulwersują:

Przypominaj wszystkim, że powinni podporządkować się zwierzchnim władzom, słuchać ich i okazywać gotowość do wszelkiego dobrego czynu (Tt 3,1).

Nawet jeżeli ta władza jest zła, trzeba podporządkowywać się temu, co dobre. Przypomina on nawróconym z pogaństwa, że:

Niegdyś bowiem i my byliśmy nierozumni, oporni, błądzący, służyliśmy różnym żądzom i rozkoszom, żyjąc w złości i zawiści, godni obrzydzenia, pełni nienawiści jedni ku drugim (Tt 3,3).

Problem zbawienia tak przerasta wszelkie doczesne sprawy, że jakiekolwiek spory, podziały, urazy, pragnienia, dążenia naturalne muszą ustąpić i w perspektywie spotkania z Bogiem tracą jakiekolwiek znaczenie. Wszystkie cuda i nadzwyczajne dzieła Pana Jezusa są jedynie znakami wskazującymi na Boże zbawienie, jakie nam przynosi. Aby to odkryć, nie wystarczy doświadczenie jakiegoś nadzwyczajnego działania Boga, trzeba idącego z serca pragnienia w odpowiedzi na zauważony znak. W życiu mamy wiele takich znaków, które jednak najczęściej nie są spektakularne, ale są wystarczająco wymowne dla nas, jeżeli mamy otwartość na Boga.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także