Otwartość na prawdę

Poniedziałek III tyg. adwentu, liturgia słowa: Lb 24, 2-7.15-17a; Mt 21, 23-27

Jakim prawem to czynisz? (Mt 21,23).

Pytanie arcykapłanów i starszych ludu w świątyni jest uzasadnione. Jakim prawem Jezus wyrzuca przekupniów i głosi słowo Boże? Dla nas odpowiedź na nie jest prosta: bo jest Synem Bożym i dlatego jest u siebie. Ponadto jedynie On ma prawo przemawiania w imieniu Boga, swojego Ojca. Ale dla Żydów odpowiedź na to pytanie nie była tak oczywista.

Pan Jezus zaakceptował samo pytanie. Był gotów na nie odpowiedzieć, ale pod jednym warunkiem, że to pytanie było postawione uczciwie i wynikało z autentycznego szukania prawdy. Brak odpowiedzi Jezusa wynikał z braku otwartości na prawdę u pytających. I tutaj dotykamy zasadniczego problemu duchowego każdego z nas, a tym samym podstawowej sprawy przy wychowywaniu: trzeba wykształcić w człowieku otwartość na prawdę!

Dzisiejszy dialog daje nam dużo do myślenia. Jakim prawem to czynisz? (Mt 21,23). To punkt wyjścia. Jest to pytanie prawidłowo postawione w sensie gramatycznym, ale czy jest ono naprawdę pytaniem? O co w nim chodzi? Zwykle jeżeli stawiamy pytanie, to pragniemy się czegoś dowiedzieć. To wydaje się oczywiste. Pytamy, bo nie wiemy. W tym przypadku jednak pytanie ma charakter zaczepki, „wystawienia na próbę”. W Ewangelii spotykamy wiele takich pytań. Może najbardziej znane z nich brzmi: „Czy można cesarzowi płacić podatek?”. Podobnie jak w przypadku tamtego pytania każda odpowiedź byłaby podstawą do oskarżenia Jezusa o działanie niezgodne z Prawem. I o to właściwie chodziło pytającym. Arcykapłani przystępowali do rozmowy z określonym zamiarem, chcieli przeprowadzić swoje plany. Pan Jezus uświadomił im to przez swoje pytanie, nie podjął z nimi rozmowy. W takiej sytuacji nie było bowiem możliwości prawdziwego dialogu.

Niestety, w naszych rozmowach, w spotkaniach z innymi wiele jest takich uprzednich założeń. I to najczęściej stanowi przeszkodę w prawdziwym spotkaniu. Niestety, często, za często, rozmowy polegają na przerzucaniu się argumentami po to, aby przeforsować swoje. Brak prawdziwego, wspólnego szukania prawdy. To dotyczy bardzo różnych sytuacji i właściwie wszystkich środowisk. Także np. młodzieży, która twierdzi, że „autentycznie szuka”, a w istocie pragnie potwierdzenia swoich racji. Taka postawa jest bardzo głęboko zakorzeniona w sercu człowieka. Często nawet sobie z niej nie zdajemy sprawy. „Bogaty młodzieniec” – jak go nazywamy – przybiega do Jezusa i pragnie usłyszeć wskazania, co ma robić. Trudno byłoby zarzucić jego postawie brak autentyzmu. Ale reakcja na radę Pana Jezusa ujawniła brak prawdziwej gotowości na przyjęcie tego, o co pytał.

Niezmiernie ważna dla prawidłowego rozwoju człowieka jest otwartość w autentycznym stawianiu pytań. To, czy jesteśmy prawdziwie otwarci, ukazują nie nasze mniemania, nasze odczucia, ale nasza reakcja na to, co usłyszymy. I tutaj odnajdujemy bardzo ważne wskazanie odnośnie do wychowania. Trzeba uczyć ludzi odczytywania prawdy o sobie na podstawie własnych reakcji. Niestety, niewielu potrafi tę prawdę odczytać. Raczej budujemy własny obraz na podstawie naszych dobrych chęci i wyobrażenia o sobie. Wówczas dochodzi do konfliktu pomiędzy naszym mniemaniem o sobie a tym, co inni rozpoznają po naszych reakcjach.

Bardzo ważne jest odkrycie podstawowej prawdy: „wiem, że nie znam siebie; nie wiem, kim jestem, dlatego nie mogę sam siebie modelować według swoich wyobrażeń. Wpierw muszę poznać siebie i nauczyć się pytać o drogę”. Jest to oczywiście rozbudowana zasada Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem”. Kluczem do rozwoju jest otwartość w pytaniu. Ale aby tak było, trzeba wiedzieć, że w naszym życiu naprawdę chodzi o coś ważnego, że ma ono głęboki sens, że celem nie jest samo przeżycie, ale dojście do prawdy. Nie pomogą nam w tej materii żadne mniemania, wyobrażenia, szablony, ideologie, ale autentyczne podejmowanie tego, co nas spotyka, jako drogi i szkoły życia.

W Ewangelii spotykamy postacie, które miały tę otwartość i dlatego doszły do doskonałości. Pierwszą taką postacią jest Najświętsza Maryja Panna. To, co Ją spotykało w życiu, wydaje się, sądząc po ludzku, całkowicie sprzeczne z orędziem, jakie usłyszała. Ale dzięki swojej otwartości zrozumiała, że Bóg dał Jej coś o wiele większego, niż mogła sobie wyobrazić. Podobnie było ze św. Józefem, św. Piotrem, Janem, Pawłem czy np. Szymonem Cyrenejczykiem, którego przymuszono, by pomógł nieść krzyż Panu Jezusowi.

Otwartość na prawdę wydaje się zasadniczą wartością, jaką trzeba kształtować w młodym człowieku. Ale aby to robić, samemu trzeba być autentycznym w szukaniu prawdy.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 1, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także