Papieska liturgia w Walencji będzie prosta

Liturgia z udziałem i pod przewodnictwem Benedykta XVI w Walencji będzie bardzo prosta, a zarazem pełna głębokiej symboliki i wymowy. Poinformował o tym w rozmowie z KAI mistrz papieskich ceremonii liturgicznych abp Piero Marini, który od wielu lat przygotowuje oprawę liturgiczną podczas zagranicznych podróży Papieża i w Watykanie.

Publikujemy pełny tekst rozowy z abp. Marinim.

– Światowe Spotkanie Rodzin w Walencji nie jest pierwszym, które Ksiądz Arcybiskup przygotowuje…

– Uczestniczyłem w kilku światowych spotkaniach rodzin: w Rio de Janeiro, w Manili, w Rzymie w czasie Roku Świętego. Spotkania te są przygotowywane przez Papieską Radę ds. Rodziny we współpracy z Kościołem lokalnym, który bierze na siebie ciężar organizacji, bezpośrednich przygotowań, a czasami i kosztów. Nasze Biuro Papieskich Nabożeństw Liturgicznych włącza się tylko w przygotowanie strony liturgicznej tych spotkań. Podczas sobotniego, wieczornego czuwania w Walencji przewidziane są: czytanie, pozdrowienie Papieża, modlitwa, psalm responsoryjny, czytanie fragmentu Ewangelii. Poza tymi elementami, które są okazją do stworzenia wspólnoty i dają fundament religijny temu spotkaniu, wszystkie pozostałe punkty są przygotowywane przez Papieską Radę i diecezję z pewną dozą wolności. Chodzi tu bowiem nie o celebrację liturgiczną w ścisłym znaczeniu tego słowa, ale o odświętne spotkanie rodzin z Papieżem.

Liturgia w Walencji będzie bardzo prosta, ponieważ ta podróż jest nie tylko krótka w czasie, ale także dlatego, że ma ściśle określony cel, to znaczy spotkanie z rodzinami. Wcześniej zaraz po przybyciu Ojca Świętego do Walencji, nastąpi spotkanie z miejscowym Kościołem. Papież odwiedzi katedrę, w której jest przechowywany kielich, który według tradycji był używany podczas Ostatniej Wieczerzy i który, według potwierdzonych danych historycznych, pochodzi z Rzymu. Był on wykorzystywany podczas liturgii papieskich, później został przekazany do Hiszpanii w okresie kiedy papieże pochodzili z tego kraju. Kielich ten znajduje się do dziś w Walencji. Wydaje się, że obecność tego kielicha z Ostatniej Wieczerzy pozostawiła ślady w modlitwie eucharystycznej, zwanej Kanonem Rzymskim, bo tylko w niej można znaleźć słowa: „wziął ten przesławny kielich w swoje święte i czcigodne ręce”. Historycy odnoszą je właśnie do obecności tego kielicha w Rzymie na przestrzeni kilku wieków.

– Czy trudno jest przygotować liturgię dla tłumów uczestniczących w papieskich liturgiach? Czy istnieje możliwość zachowania pewnej intymności modlitwy?

– Liturgia eucharystyczna powstała dla małej grupy osób. Kiedy zbytnio zwiększamy liczbę zebranych to, oczywiście, powstają trudności. Są to problemy właściwe wielkim zgromadzeniom, np. problem widoczności, ponieważ z odległości znaki liturgiczne – ołtarz, ambona, ale też i tron papieski, a zatem osoba Papieża i konclebransów – stają się bardzo małe. Przy wielkiej liczbie wiernych, osoby nie widzą jedna drugiej. Głos rozchodzący się przez głośniki ma pomóc w ich jednoczeniu, ponieważ przy pomocy głosu można stworzyć wspólnotę. Również osoba Papieża, na którą wszyscy patrzą, tworzy wspólnotę.

W Walencji będziemy mieć wielu koncelebransów, którzy będą udzielać Komunii św., ale i tak pozostaje problem odległości, ponieważ kapłani koncelebrujący powinny być przy ołtarzu, a żeby dotrzeć z Komunią do najbardziej oddalonych sektorów muszą przejść pieszo dwa kilometry. Zatem sporo czasu trzeba poświęcić na przejście, a nie tylko na udzielanie Komunii. Dlatego zostały przewidziane środki transportu, tak żeby przewieźć tych kapłanów do najbardziej oddalonych sektorów. Będą również świeccy szafarze Komunii św., którzy wykorzystają komunikanty już konsekrowane. Wyjdą pod przewodnictwem kapłanów z sześciu kościołów, które znajdują się na terenie, gdzie odbędzie się Msza św., aby udzielić Komunii tym, którzy będą stali najdalej od ołtarza.

– Czy wypadek w walenckim metrze będzie obecny w jakiś sposób w liturgii?

– Liturgia jest zawsze związana z życiem. Dlatego w liturgii są części zmienne. Myślę, że w modlitwie wiernych znajdzie się wyraz pamięci o naszych braciach i siostrach, którzy stracili życie w tym mieście na kilka dni przed wizytą Papieża.

– Gdy przygotowuje się jakaś podróż Ojca Świętego, Papież podaje jej temat, a następnie Ksiądz Arcybiskup ze swoimi współpracownikami na podstawie otrzymanych informacji przygotowuje liturgię. Jak wygląda takie przygotowanie?

– Na spotkanie rodzin w Walencji został wybrany temat: "Przekaz wiary w rodzinie”. Według mnie jest to jeden z podstawowych tematów dla dzisiejszej rodziny. Pierwsze zarodki wiary wszyscy otrzymaliśmy w rodzinie, dopiero potem w parafii. To nasi rodzice zanieśli nas do chrztu, nauczyli nas pierwszych modlitw. Dzisiejszy kryzys rodziny to także kryzys tożsamości chrześcijańskiej. Myślę, że temat dotyczący przekazu wiary w rodzinie jest bardzo trafny.

Nasze Biuro w odniesieniu do tych treści przygotowuje teksty czytań liturgicznych. Nie jesteśmy jednak do końca uwarunkowani tematem, dlatego że liturgia, ogólnie rzecz biorąc, nie idzie śladem tematów. Ma swój określony rytm. Temat jest nam potrzebny do tego, żeby zebrać wszystkie elementy, które będą przydatne przy powitaniu Papieża, w czasie celebracji, przy modlitwie wiernych, i w innych jeszcze momentach, poprzez które celebracja może być bardziej odpowiednia do okoliczności, choć jej treść jest zawsze ta sama.

– Co sprawiło największą trudność Księdzu Arcybiskupowi jako ceremoniarzowi Ojca Świętego w przygotowaniu liturgii, w czasie podróży czy też w Watykanie?

– Największą trudnością dla mnie w czasie różnych celebracji jest samo uczestnictwo. Chodzi mi tu nie o uczestnictwo zewnętrzne, ale o uczestnictwo wewnętrzne. W tak wielkim zgromadzeniu bardzo trudno jest stworzyć „świętą atmosferę”. Celebracje powstały „na górnym piętrze”, jak mówi nam Biblia. Następnie przeniosły się do pojedyńczych domów. Potem, zaczynając od czasów cesarza Konstantyna, powstały wielkie bazyliki. Zawsze jednak były to miejsca, w których zbierała się wspólnota, w którym były znaki naszej tożsamości chrześcijańskiej. Kiedy przygotowujemy celebracje na otwartej przestrzeni, tak jak to będzie w Walencji, to otwieramy się na świat, dookoła są wielkie, nowoczesne budynki. Ale zdarza się, że to rozprasza, gubimy koncentrację potrzebną, by odprawiać skierowani ku Panu, który jest obecny wśród nas. To jest dla mnie największa trudność – sprawić, by milion osób w Walencji mogło uchwycić sacrum, odczuć, że celebrujemy razem z Panem.

– Wspomniał Ksiądz Arcybiskup o tym, że Kościoły lokalne mają pewną wolność w przygotowaniu liturgii. Mówi się dość często o inkulturacji i wierze. Czy można mówić również o inkulturacji i liturgii?

– Liturgia po Soborze Watykańskim II ze swej natury ma być raczej adaptowana niż inkulturowana. Każda Msza św. jest zaadaptowana. Jeśli odprawiamy ją w małym kościółku, to np. teksty mogą być krótkie, skłaniające do medytacji, jeśli natomiast odprawiamy w wielkim zgromadzeniu, to także i teksty muszą być odpowiednio dobrane, żeby mogły być zrozumiane w tym kontekście. To nazywamy adaptacją.

Aspekt kulturowy jest czymś innym. Liturgia rzymska zrodziła się w kulturze zachodniej. Wraz z Soborem Watykańskim II została po części umiędzynarodowiona w znaczeniu, że usunięto z niej elementy charakterystyczne dla liturgii rzymskiej. Dzięki temu przygotowaliśmy liturgię, którą można odprawiać gdziekolwiek na świecie i można ją zaadaptować w różnych kulturach. Np. w Afryce do liturgii wchodzą pewne nowe elementy, które nie zmieniają jej struktury, ale sprawiają, że jest odbierana przez dany naród jako własna. Chodzi mi tutaj o język, muzykę, o ruchy ciała, które wyrażają kulturę tego narodu w czasie celebracji.

– Podczas Mszy św. na zakończenie Synodu Biskupów dla Afryki był taniec na rozpoczęcie liturgii i w czasie procesji z darami. Dzięki ujęciom telewizji widać było pewne zdziwienie na twarzach niektórych biskupów i kardynałów obecnych na tejże Mszy w Bazylice św. Piotra…

– Celebracja na zakończenie Synodu afrykańskiego była przygotowana z wielką pieczołowitością. Odbyliśmy chyba pięć spotkań w naszym Biurze z przedstawicielami wszystkich wspólnot afrykańskich, które mieszkają w Rzymie. Animatorzy tych grup pracowali nad tą liturgią przez kilka miesięcy. Nie możemy zapomnieć, że Afryka nie jest jednym krajem, jest tam wiele narodów, wiele języków, nawet jeśli istnieje pewna jednolitość w sposobie wyrażania tego, co jest właściwe ich kulturze. Udało się połączyć różnorodne elementy na Mszy inauguracyjnej i na zakończenie Synodu. Były to tak udane celebracje, że Papież w adhortacji apostolskiej „Ecclesia in Africa” podziękował wszystkim, którzy je przygotowali. Liturgia stała się elementem jednoczącym, dzięki któremu Afrykańczycy poczuli, że są słuchani, że są w domu, nawet jeśli jest nim Bazylika św. Piotra.

– Wziąwszy pod uwagę transmisje telewizyjne, można by powiedzieć, że dokonuje się jakby globalizacja liturgii

– Obecność środków komunikacji społecznej w zasadzie nie jest problemem dla liturgii. Chodzi o to, by ich rozmieszczenie nie kolidowało z jej przebiegiem. Obecność telewizji daje milionom osób możliwość śledzenia, a w pewnym sensie nawet uczestnictwa w samej celebracji. Z jednej strony konieczna jest zatem obecność telewizji dla osób, które pozostają w domu i chcą w jakiś sposób uczestniczyć w liturgii, z drugiej zaś ważnym jest, żeby ta obecność mediów nie wpływała na sam przebieg celebracji, bez akcentowania jej widowiskowości. O wiele bardziej widowiskowa jest bowiem transmisja Mszy św. niż sama rzeczywistość liturgii. Każdy z wiernych w niej uczestniczących ma tylko jedną parę oczu, zatem postrzega liturgię z własnego punktu widzenia. Telewizja ma natomiast bardzo wiele „oczu”, którymi są kamery rozmieszczone w różnych miejscach. Dlatego też zawiera w sobie pewną widowiskowość, która jest konieczna dla tych, którzy oglądają transmitowaną celebrację w domu, ale która nie jest widowiskowością rzeczywistej celebracji.

Rozmawiał: Piotr Dziubak, KAI

 

 

Zobacz także