Paschalne sensacje

„Misteria Paschalia” to bez wątpienia jedyny w swoim rodzaju festiwal, który – na szczęście – na dobre już zagościł w Krakowie. Wielkie sławy, wspaniała muzyka, profesjonalna organizacja. Krakowskie Biuro Festiwalowe słusznie zasługuje na uznanie. Jak czytamy na stronie internetowej festiwalu: „W Krakowie pojawią się najwyżej cenione włoskie grupy – Concerto Italiano, Il Giardino Armonico, Europa Galante, Venice Baroque Orchestra, I Sonatori de la Gioiosa Marca i Cappella della Pieta de’Turchini.

Wystąpi także francuski zespół Le Poeme Harmonique oraz międzynarodowy skład muzyków Les Trompettes de Jericho, La Capella Reial de Catalunya, Hesperion XXI oraz ich goście z Izraela, Armenii, Grecji, Iraku i Maroka pod wodzą Jordiego Savalla”. To niebywałe i godne polecenia przedsięwzięcie.

Trudno jednak nie dostrzec rzucającego się w oczy mankamentu, który nieodłącznie towarzyszy Festiwalowi. To prawda, że „«Misteria Paschalia» stały się w ostatnich latach areną najlepszych głosów. Nie inaczej będzie i tym razem, bo do Krakowa zjadą takie sławy, jak: Sara Mingardo, Sonia Prina, Roberta Invernizzi, Maria Grazia Schiavo, Claire Lefiliâtre czy Montserrat Figueras”.

Problem leży jednak w doborze terminu, w którym odbywa się festiwal. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie mam nic przeciwko, więcej nawet – jestem całkowicie za kontynuacją i rozwojem tej i podobnych imprez. Nie mogę jednak nie słyszeć zgrzytu, który powstaje wskutek wciśnięcia Festiwalu w czas Wielkiego Tygodnia.

Nie mam o to pretensji do organizatorów. Każdy ma prawo organizować imprezy, kiedy tylko pragnie. Fakt wyboru Wielkiego Tygodnia na czas Festiwalu odczytuję jednak jako próbę stworzenia obrzędowości paralelnej do kultu chrześcijańskiego. Oczywiście dobór wykonywanych dzieł jest nie tylko wynikiem wyrafinowanego smaku organizatorów. Charakteryzuje się również pewnym wyczuciem tajemnic paschalnych. „Główna oś programu została zbudowana wokół opracowań sekwencji Stabat Mater. Obok tych powszechnie rozpoznawalnych – które wyszły spod pióra Pergolesiego i Vivaldiego – zabrzmią kompozycje nieznane szerszej publiczności – Bononciniego i Salvatore. Uzupełnienie stanowią dzieła rzadko goszczące na estradach koncertowych”. Niemniej jednak pełna nazwa Festiwalu brzmi „Misteria Paschalia Sensations”. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że o sensacje właśnie, a nie o tajemnicę, chodzi. Imprezy festiwalowe stanowią doskonałą alternatywę dla odbywających się w tym samym czasie nabożeństw. Sądzę, że dla wielu alternatywa jest równie jasna, co wybór prosty. Wybitne dzieła, wielcy artyści i wspaniała atmosfera z jednej strony. Kiepska muzyka, słaby organista i dość posępny klimat nabożeństw z drugiej. Gdzie dylemat? Wybór jasny i oczywisty, a do tego przyjemny.

Paschalia Sensations – jak i festiwale im podobne – umożliwia spotkanie z wielką sztuką, a dzieła wykonane nad wyraz dobrze, wywołują wzruszenie. Uczestnicząc w takim przedsięwzięciu, można zapewne przeżyć swoiste katharsis. No cóż, z perspektywy osoby wierzącej oceniam takie doświadczenia jako jedynie i wyłącznie pseudoduchowość. Wzniosłe i owszem, ale duchowo bezpłodne. Potrzebne, a jakże, ale dla kontemplacji zbędne. A gdy zastępują udział w liturgii – szkodliwe.

Ostrze krytyki jednak należy skierować nie w stronę Festiwalu, ale w stronę liturgii. Skoro bowiem koncert jest bardziej atrakcyjny niż nabożeństwo, coś niewłaściwego stało się z nabożeństwem, a nie z koncertem. Co mianowicie? Diagnozę, która przychodzi mi do głowy, ograniczę do jednego punktu. Z przeżywania liturgii skutecznie wyrugowano elementy dramatyczne. Formalnie w liturgii Triduum występują jeszcze dramatyzacje – nieliczne, jednak są. Zmysł wykonawczy jednakowoż został zatracony. Wykonuje się je najczęściej „płasko”, bez wyrazu i bez zaangażowania. Mandatum, procesje, prostracja, Pasja, adoracja Krzyża, czuwanie, w końcu liturgia światła i słowa, chrzest – w większości przypadków są co najwyżej odprawiane, a bardzo rzadko celebrowane. Mało kto rozsmakowuje się w geście, śpiewie, ciszy. Liturgia nie jest dramatem, a przecież być powinna. Zaangażowanie uczestników powinno być większe niż pasja, z jaką dobry aktor wciela się w fikcyjną postać. Przecież tu o prawdziwą mękę, prawdziwą śmierć i prawdziwe z martwych powstanie chodzi. Jak można obojętnie, bez wzruszenia, bez bólu i radości przeżyć te dni? Jak przeżyć w duchu to, co nie ma wyrazu w ciele? Czy nie dzieje się tak, że większość spraw świętych przeżywamy wyłącznie w umyśle, a nie całą osobą? Liturgie Triduum przypominają coraz częściej obchody jubileuszu, a nie anamnezę – uobecniające wspomnienie. A przecież te trzy dni są anamnezą par excellence.

Skoro odebraliśmy sobie możliwość przeżywania sensacji związanych z tajemnicami paschalnymi, musiał powstać Festiwal, który zaanektował niezagospodarowaną przestrzeń…

 

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.