Pierwsze kwiaty męczeńskie chrześcijaństwa

Gdy myślimy o męczeństwie za wiarę, przywykliśmy jako pierwszego męczennika wymieniać św. Szczepana, którego Kościół uroczyście czci drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia. Tymczasem chronologicznie pierwszymi, którzy, choć niedobrowolnie i nieświadomie, ale pośrednio, oddali swoje życie za Chrystusa były dzieci - niemowlęta z Betlejem, których król Judei, Herod Wielki, kazał wymordować, na wieść o narodzinach Mesjasza, oczekiwanego przez naród żydowski potomka królewskiego rodu Dawida.

 

 

Pieter BRUEGEL Starszy, Rzeź niewiniątek

Ewangelista Mateusz jako jedyny przekazuje pamięć o tym wydarzeniu, podkreślając związek okrutnej rzezi niewinnych niemowląt z cudownym ocaleniem malutkiego Jezusa, którego wraz z Matką Józef zdołał w porę zabrać do Egiptu (Mt 2, 13-18).

Jakkolwiek nieprawdopodobne i legendarne wydaje się to wydarzenie, istnieją świadectwa, że Kościół czci święte Niemowlęta betlejemskie jako pierwsze kwiaty męczeńskie chrześcijaństwa już od II wieku po Chrystusie (wspomina o tym m.in. św. Ireneusz i Cyprian), wystawiano ku ich chwale świątynie i klasztory, a w Wiekach Średnich obchodzono ich wspomnienie jako ważne święto.

Przynajmniej dwa główne przesłania dla współczesnego świata niesie to dzisiejsze święto. Pierwsze to przestroga tak dla jednostek jak i dla całej ludzkości przed destrukcyjną siłą absolutnej władzy, której pokusa zniewala człowieka, odbiera mu rozum i serce, tak że dla jej osiągnięcia i utrzymania gotów jest posunąć się do najokrutniejszych zbrodni, jeśli tylko ktoś stanie mu na przeszkodzie. Znaczona krwią historia panowania króla Heroda, który nie zawahał się zamordować swoją żonę i trzech synów, dobitnie potwierdza, że należał on do najokrutniejszych władców, jakich znała Palestyna. Nie trzeba jednak sięgać dawnych czasów. Wystarczy przypomnieć zbrodnie ludobójstwa minionego wieku, żeby pokazać jak bardzo aktualne i prawdziwe jest to przesłanie.

Na szczęście z tej smutnej konstatacji rzeczywistości wyłania się jednocześnie także drugie, równie prawdziwe, przesłanie dzisiejszego święta. Jest nim dobra nowina, która w mroki zbrodni i okrucieństw, jakie zna historia świata, rzuca światło nadziei. Jest to nowina – potwierdzona pięknym świadectwem życia i umierania tysięcy świętych wszystkich czasów – o tym, że w Bożej perspektywie żadna śmierć, nawet tak bardzo niesprawiedliwa i okrutna jak śmierć niewinnych dzieci, nie jest bezsensowna i bezowocna. Skoro bowiem Jezus jest źródłem życia, to czyż nie należą do Niego tym bardziej ci, którzy pragną żyć?

Św. Augustyna, którego homilia na dzień świętych Młodzianków zachowała się do naszych czasów, tak sławi niezwykłą płodność tej pozornie bezsensownej i niepotrzebnej nikomu śmierci:

(…) Niech się raduje Kościół, płodna matka tylu bojowników niebieskich i tak wspaniałych dziwów. Oto wróg bezbożny nigdy nie byłby zdolny przez najtkliwszą życzliwość tyle pożytku przynieść tym błogosławionym Młodziankom, ile im przysporzył przez swoją nienawiść. Dzisiejsze święto nas poucza, że w jakiej mierze na błogosławione Niemowlęta rzuciło się zło, w takiej też obfitości spłynęło na nich błogosławieństwo… Słusznie święcimy narodziny tych dzieci, które szczęśliwiej świat zrodził dla życia wiecznego, niż łona matek dla świata. (…) Są to pierwsze pąki Kościoła, rozwinięte wśród niewiary, a przedwcześnie zwarzone mroźną zawiścią prześladowania (Sermo 10) .

Michał Mitka OP

 

 

 

Zobacz także