Pierwszy dzień nowego roku

Oddawanie się chorobie i poddawanie intensywniejszej terapii (czy raczej poddawanie się chorobie i oddawanie terapii) ma swoje dobre strony. Zamiast czytać durne blogi, można sobie spokojnie oglądać House’a, rozmyślać nad ilością przypadków w PIE, patrzeć na trawnik, pokryty spadającymi liśćmi, które tworzą morrisowski wzór, i zachwycać się prostotą i głębią tekstów niemieckiego teologa, który został papieżem. Niestety, nie udało mi się wrócić do Chaucera, a miałem zamiar...

I tak mijały tygodnie, rok dobiegł końca. Nowy rok zaczyna się wieczorem. O 17 Benedykt XVI odprawił nieszpory, pierwsze nieszpory nowego roku.

I niedziela Adwentu jest pierwszą niedzielą całego nowego roku. Liturgia tej niedzieli koncentruje się wokół "owego Dnia", dies illa, na kilku płaszczyznach. Już w antyfonach jutrzni słyszymy o "owym dniu", w którym góry wydadzą słodycz, a pagórki mleko i miód, i jest to zarówno zapowiedź Dnia Ostatniego, tak, jak opisują go prorocy: dnia obfitości i Bożego błogosławieństwa dla całego stworzenia [w I nieszporach antyfona głosi, że "wszelkie ciało Go ujrzy"], dnia wiecznego szczęścia – jak i zapowiedź Bożego Narodzenia, kiedy to usłyszymy w responsorium nocnego oficjum: Dziś cały świat został napełniony niebiańską słodyczą.

Podobnie prorok Jeremiasz mówi o "owych dniach", gdy Pan wzbudzi Dawidowi Odrośl sprawiedliwą, a Juda i Jerozolima doznają zbawienia: znowu mamy zapowiedź bożonarodzeniową, gdyż z rodu Dawida pochodzi według ciała Ten, którego narodzenie będziemy świętować (czytanie z Pasterki mówi: super solium David et super regnum eius sedebit in aeternum), a jednocześnie eschatologiczną, bo wciąż jeszcze czekamy na moment, gdy Jeruzalem – Kościół Boży będzie mieszkać bezpiecznie w sprawiedliwości i prawie na całej ziemi.

Czytanie z Listu do Rzymian, w jutrzni, także wspomina o "owym dniu", który jest już bliżej nas – początek nowego roku liturgicznego uświadamia nam, że minął kolejny rok, jesteśmy bliżej i końca całego świata, i końca naszego życia – jeśli o tym zapomnieliśmy w ferworze doczesnych trosk, o których z kolei wspomina Ewangelia: uważajcie, aby wasze serca nie stały się ociężałe, by ten dzień nie przyszedł na was jak potrzask, jak pułapka. "Ten dzień", tu już wyraźnie jawi się jako dzień przyjścia Syna Człowieczego, jak nam przypomina kolekta: ut Christo tuo advenienti occurrentes (…) regnum mereantur possidere caeleste. Dlatego hymn jutrzni przynosi błaganie: gdy Pan nadejdzie powtórnie, niech nas nie karze za błędy [a ileż mamy błędów ‚ukrytych’, jak mówi psalmista!], lecz przebaczeniem obdarzy.
Amen.

PS Chcę podziękować wszystkim, którzy w czasie mojej nieobecności z wielką serdecznością o mnie pamiętali, pisali, dzwonili, modlili się. Szczególne podziękowania dla kore, Asteroessy, Beaty i Pawła Bębenka.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.